Muminkowe "Wodogrzmoty Małe" - Hilda, sezon 1 - recenzja

Wyobraźcie sobie Wodogrzmoty Małe połączone ze światem przypominającym Muminki. Tym właśnie jest nowy serial animowany od Netflixa - Hilda, będący adaptacją serii komiksowej o dziewczynce mieszkającej w krainie pełnej niezwykłych stworzeń. Dziś zapraszam was do przeczytania recenzji pierwszego sezonu tego serialu. 
Nie jest to pierwsza recenzja z okazji TYGODNIA SERIALI, który właśnie odbywa się na blogu. Przedwczoraj pojawiła się recenzja pięciu odcinków Kaczych Opowieści, natomiast w piątek zostanie opublikowania recenzja kolejnych odcinków serialu z kaczkami.
Czym jest Hilda? Jest to serial o dziewczynce mieszkającej wraz z matką na pustkowiu i przeżywającej wiele przygód ze zamieszkującymi tam stworami. Niestety na skutek pewnego incydentu musi przeprowadzić się do Trolberg, gdzie zacznie przeżywać swoje przygody z Fridą i Davidem. Jak się szybko okazuje, miasto też zamieszkuje wiele fantastycznych stworzeń. Hildzie przez większość przygód towarzyszą też lisojeleń i elf Alfur.
Przygody, magiczne stwory, tajemnice - na tym opiera się pierwszy, 13-odcinkowy sezon Hildy. Z tego powodu serial niezwykle przypomina Wodogrzmoty małe, choć trochę się od nich różni, ponieważ bardziej skupia się na przygodach niż na tajemnicach. Natomiast pod względem stylistyki może przypominać Muminki, co nie powinno być żadnym zaskoczeniem, ponieważ serial czerpie sporo inspiracji z serii o trollach. Co wyszło z takiego połączenia? Według mnie świetny serial, w którym zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Produkcji nie brakuje też uroku, dzięki niezwykle kolorowej i przyjaznej dzieciom kreskówkowej stylistyce.
Jeżeli miałbym wskazać co mnie najbardziej zachwyciło w Hildzie, to wskazałbym na niesamowity klimat. Szczególnie odcinki rozgrywające się na pustkowiu, wprost przypominają Muminki (czy to książkowe, czy te z animacji), ale nawet epizody miejskie nie są pozbawione klimatu. Jest to zasługa nie tylko niesamowitej oprawy graficznej, ale też występów rozmaitych fantastycznych stworzeń, które wyglądają jakby były wyciągnięte ze skandynawskich powieści. Ważną rolę ogrywa też muzyka (w tym czołówka stworzona przez Grimes), która towarzyszy całemu serialowi.
Jak wspomniałem we wstępie, Hilda to serial oparty na serii komiksowej Luke'a Pearsona, wydawanej w Polsce przez Centralę. Prawdopodobnie z tego powodu najlepiej wypadły odcinki, które są adaptacjami poszczególnych albumów komiksowych, czyli pierwsze trzy i dwa ostatnie. Szczególnie podobały mi się początkowe epizody, ponieważ w ciągu godziny pięknie przedstawiają  główne postaci oraz pokazują powolną przemianę Hildy, od momentu kiedy żyła sama na pustkowiu, aż do zamieszkania w mieście. Wśród nich można znaleźć moje dwa ulubione odcinki, czyli Nocnego olbrzyma (2.) opowiadającego o przygodzie Hildy ze smutnym gigantem, szczególnie tragikomiczne zakończenie jest rewelacyjne, jak i trochę refleksyjną Ptasią paradę (3.), w której Hilda powoli musi przyzwyczaić do życia w mieście. W drugim wspomnianym odcinku także debiutuje Kruk, czyli według mnie najlepsza epizodyczna postać.
Kolejne odcinki były już słabsze, zabrakło rozwijania postaci i ciągłości fabularnej, skandynawski klimat gdzieś się rozwodnił, a serial stał się ciągiem dość podobnych przygód Hildy, Fridy i Davida. Nie oznacza to, że wszystkie odcinki ze środka sezonu są słabe. Wśród nich znalazł się jeden z ulubionych odcinków serialu, czyli Koszmarny duch (6.), opowiadający o potyczce paczki Hildy z nocną marą, który doskonale połączył elementy horroru, legend, tajemnicy, przygody, z opowieścią o tym, że Hilda skrywała pewną tajemnicę. Wyszedł z tego niezwykle ciekawy odcinek kończący się cennym morałem, który poprzez kilka straszniejszych i mroczniejszych scen pokazuje, że nie jest to produkcja skierowana do najmłodszych widzów. Niestety kilka innych epizodów pełniło głównie funkcję filerów, opowiadających o kolejnych przygodach paczki. Nie były one złe, ale dalekie od początkowego poziomu serialu.
Na szczęście końcówka sezonu to powrót do wyższego poziomu. W końcu utrzymywane od kilku odcinków status quo zostało złamane, a Hilda musiała się zmierzyć z nowymi przeciwnościami. Z końcówki sezonu najlepiej wypadł cały wątek związany z Fridą, a także ponowne przybycie Hildy do pustkowia, które umożliwiło niezwykle mądrą kontynuację motywu pogodzenia się Hildy z przeprowadzką  Finalnie zabrakło jednak jakiegoś wątku, który bardziej spiąłby cały sezon w całość. Dwa ostatnie odcinki wieńczące sezon są dobre, lecz poza jedną sceną związaną z przyznaniem oznak na koniec roku, trudno je nazwać porządnym finałem sezonu.
Jedną z wielu zalet Hildy są ciekawe postaci, a także to jak są rozwijane. Już sama tytułowa bohaterką jest niezwykle ciekawą postacią, która także może być dobra inspiracją dla dzieci oglądających serial. Z wielu przygód Hildy płyną cenne morały, lecz ani na chwilę nie czuć nachalnego dydaktyzmu. Dobrze, że trochę czasu poświęcono też matce Hildy i jej problemom po przybyciu do miasta. Do pewnego momentu jednak wydawało mi się, że David i Frida to strasznie jednowymiarowe postaci będące stereotypami harcerzy. Druga połowa sezonu pokazała mi, że byłem w błędzie i nawet z totalnie wkurzającej Fridy udało się stworzyć postać o której los widz mógł się przejmować. Ważną rolę w serialu pełni też elf Alfur, który jednak poza pierwszymi epizodami, w większości odcinków pełni tylko rolę comic reliefa. Jeszcze lepiej wypadają wszelkie postaci drugoplanowe, szczególnie stwory, ponieważ ich występy znacząco ubarwiają każdy odcinek.
Wielkie pochwały należą się także animatorom, ponieważ tak płynnej i tak dobrze wyglądającej animacji jak w Hildzie, dawno nie widziałem. Twórcy nie poszli na kompromisy i w każdym odcinku serialu dostajemy porządną dawkę doskonałej animacji i wiele ciekawie wymyślonych lokalizacji. Często w przypadku seriali zdarza się, że pojedyncze odcinki wypadają słabiej od reszty, w tym wypadku widać, że twórcy dopracowali każdy szczegół animowanych przygód. Wszystko to dopełnia piękna czołówka oraz świetnie opracowane karty tytułowe poszczególnych odcinków.
Sam oglądałem serial nie w oryginale, lecz w polskiej wersji dubbingowej przygotowanej przez BTI Studios, która została przygotowana naprawdę dobrze i można bez problemu ją oglądać. Cieszy to, ponieważ dzięki temu Hildę można oglądać z dziećmi. Szczególnie zachwyca Magda Kusa w roli Hildy, natomiast z postaci drugoplanowych najbardziej mnie ucieszyło zatrudnienie do roli Kruka Jacka Bończyka, który spisał się rewelacyjnie. Tak naprawdę jedyny większy zgrzyt w polskiej wersji językowej to Aleksandra Buda w roli Mamy, której głos jest zbyt sztuczny i niepasujący do reszty dubbingu. Dialogi zostały przygotowane porządnie, obyło się w nich bez popkulturowych nawiązań, choć w jednym odcinku pewna postać została nazwana Świeżakiem...
Czy Hilda to najlepszy serial animowany Netflixa? Hm... możliwe. Sądzę jednak, że jest to na pewno jedna z najlepszych animowanych produkcji ostatnich lat, która dzięki interesującej fabule oraz doskonałej oprawie audiowizualnej, może być oglądana zarówno przez najmłodszych, ale spodoba się też wielu starszym widzom, który niegdyś oglądali Muminki, czy to Wodogrzmoty Małe. Jest to także niesamowicie mądrze napisany serial, pełen niezwykle cennych morałów, głównie skierowanych dla dzieci. Do pełni szczęścia zabrakło mi tylko bardziej ciągłej fabuły i większej inwencji twórców w połowie sezonu. 
Osobiście czekam na drugi sezon i spróbuję gdzieś zakupić serię komiksową.
Ocena serialu: 8,5/10
Pierwszy sezon Hildy obejrzyjcie na Netflixie. Dostępny jest zarówno w wersji z polskim dubbingiem, jak i z napisami.
Źródło ilustracji: Netflix

Komentarze