Dobre komiksy Disneya #20 - "Władca Mórz" (GP 213)

Czasem, choć rzadko, zdarza się, że włoski komiks Disneya przeczytam najpierw w angielskim przekładzie, a dopiero potem po polsku. Tak samo było w przypadku historii z lipcowego "Giganta", w tym wypadku jednak zakochałem się nie tylko w komiksie, lecz w jego polskim przekładzie.

Władca Mórz
30 stron
scen. Francesco Artibani, rys. Corrado Mastantuono, kol. Mirka Andolfo
wyd. pol. Gigant Poleca 213: Fatalna pomyłka (tłum. Jacek Drewnowski)

W 2013 roku włoskie Topolino świętowało wydanie 3000. numeru pisma. Z tego powodu wydano podwójnej objętości numer, do którego stworzenia zaproszono najlepszych twórców. Jednym z komiksów zamieszczonych we wydaniu był Władca Mórz Artibaniego (Ostatnia przygoda) i Mastantuono (komiksy z Rychem), który, by podkreślić jego wyjątkowość, został pokolorowany przez Mirkę Andolfo (Wbrew naturze).
Historia rozpoczyna się na uniwersytecie, gdzie profesor Kwaczyński został zaatakowany przez Władcę Mórz.  Naukowiec przez to stracił pamięć oraz dokumenty, co może uniemożliwić misję znalezienia niezwykłego akumulatora, który przed dekadami zatonął. Na szczęście Sknerus zeskanował materiały i teraz wraz z Donaldem i Gladiuszem wyruszy na poszukiwanie akumulatora sodowo-rtęciowego, który może zupełnie zmienić sposób komunikacji na świecie.
Opis historyjki sugeruje, że Władca Mórz jest standardowym komiksem o podróży Sknerusa w celu poszukiwania skarbu, jednak jest zupełnie inaczej. Jest to komiks wychodzący trochę poza oklepane schematy.
Po pierwsze - w wyprawie uczestniczy Gladiusz i to na dodatek pozbawiony pamięci. Umożliwia to stworzenie zupełnie innej dynamiki opowieści i umieszczenie znacznie śmieszniejszych żartów. Po drugie - komiks zaskakuje zwrotami akcji, nic nie dzieje się tak jak można byłoby się spodziewać, szczególnie końcówka historii jest pełna zaskoczeń. Po trzecie - autor stawia Sknerusa przed dylematem moralnym, który nie da się rozwiązać w jeden właściwy sposób. Dzięki połączeniu wszystkich tych zalet z ciekawą, trzymającą w napięciu akcją, Władca Mórz jest jednym z lepszych przygodowych komiksów z Sknerusem ostatnich lat.
Komiks nie byłby tak dobry, gdyby nie rysunki, które są niezwykle dynamiczne i świetnie oddają humorystyczny klimat opowieści. Rysownik także mógł się popisać tworząc wiele doskonałych scen akcji, część z nich rozgrywa się w różnorodnym podmorskim świecie. Doskonale komponują się z kolorowaniem, które jest znacznie bardziej efekciarskie niż zwykle, lecz w tym wypadku nie jest to wadą. Komiks jest utrzymany w lekko wypłowiałej tonacji, dzięki czemu przypomina trochę klasyczne historie przygodowe.
Co ciekawe, w polskim tłumaczeniu zmieniono nazwę projektu, który finansował Sknerus, z 3000 mil na 8000 mil, czyżby redakcja chciała ukryć fakt wydrukowania tego komiksu w 3000. numerze Topolino? Jest to jednak jedyne zastrzeżenie jakie mam do tłumaczenia, bo poza tym wypadło rewelacyjnie. W historyjce jest wiele żartów, które zostały przetłumaczone rewelacyjnie, mi np. spodobał się tekst Wiesz kiedy na egzaminie jest mokro? Jak profesor obleje studenta za lanie wody, tłumaczowi się udało też wpleść kilka polskich nawiązań jak np. - I czy mogę dostać chleb z cukrem?. Czyżby było
Na 30 stronach Artibaniemu i Mastantuono udało się stworzyć małą perełkę. Niezwykle dynamiczny komiks o wyprawie Sknerusa, który pokazuje, że wystarczy lekko wyjść poza schematy, by stworzyć coś znacznie ciekawszego. Oby powstało wiele więcej takich historii, a mniej sztampowych historyjek. Trudno jednak mi stwierdzić, czy jest to najlepszy komiks z lipcowego Giganta. Kolejne teksty wkrótce...

Tom z komiksem Władca Mórz jest dostępny w kioskach do 24 września.
źródło ilustracji: materiały własne, Inducks
 

Komentarze