25 lat "Kaczora Donalda": Wywiad z Grzegorzem Rutke

25 lat minęło jak jeden dzień... Dokładnie 25 lat temu, 28 kwietnia 1994 roku, do sprzedaży trafił pierwszy numer Kaczora Donalda. Jednak dziś nie chciałbym się na nim skupić, ale na zupełnie innym okresie w historii KD. O pierwszym numerze sporo już napisałem w pierwszym tekście o historii pisma, a zdjęcia z niego znajdziecie na Facebooku.
Pomyślałem, że godnym uhonorowaniem 25-lecia Kaczora Donalda będzie wywiad z Grzegorzem Rutke, redaktorem prowadzącym pisma od 2006 do 2012 roku. To właśnie za jego rządów w piśmie pojawiały się długie komiksy Rosy i Barksa, w tym takie historie jak Powrót do Klondike, Więzień Doliny Białej Śmierci, Skarbnica wiedzy czy Wielka niedźwiedzica. Łącznie przez 6 lat wydano aż 23 tego typu historyjek, a to tylko wierzchołek góry lodowej, ponieważ można znaleźć setki doskonałych komiksów wówczas opublikowanych w KD
Jak doszło do tego, że tyle świetnych historii pojawiło się w magazynie? Jak wyglądała praca w redakcji pisma? Czym wówczas zajmował się Tomasz Kołodziejczak? To tylko jedne z wielu pytań, na które odpowiedzi znajdziecie w tekście.
Jednak sam wywiad nie jest zwykłym powrotem do przyszłości, lecz podwójnym. Przez parę lat Grzegorz Rutke odpowiadał na pytania użytkowników forum Disneypolska.pl. Dziś, po 7 latach po zakończeniu pracy w Egmoncie, chciałem jednorazowo powrócić do tej tradycji i być może po raz ostatni zadać pytania redaktorowi Rutke dotyczące Kaczora Donalda.
Miłej lektury!

Kacza Agencja Informacyjna: Zacznijmy od początku - jak trafił Pan do redakcji Kaczora Donalda?
Grzegorz Rutke: Pracowałem w małym wydawnictwie, redagując periodyk z komiksami dla dzieci. Pewnego razu zadzwonił do mnie Tomasz Kołodziejczak i zaproponował spotkanie. Po nim nastąpiły kolejne – zarówno z nim, jak i innymi przedstawicielami Egmontu. Kilka miesięcy później zacząłem robić Kaczora.
Jak wyglądał proces przygotowania numeru KD? Czy pamęta Pan ile tygodni przed publikacją musiał być gotowy numer? 
To było dość dawno temu i nie udzielę precyzyjnej odpowiedzi na to pytanie. Pamiętam natomiast, że było to dość zagmatwane i trudno było mi się w tym odnaleźć. Nie obowiązywał tam bowiem naturalny porządek, że najpierw dłubię jeden numer, a potem biorę się za kolejny. Ze względu na to, że KD powstawał w kooperacji z wieloma wydawnictwami w innych krajach (głównie byłego Bloku Wschodniego), niektóre materiały trzeba było przygotować z bardzo znacznym wyprzedzeniem, a inne tylko ze znacznym. Skutek był taki, że w tym samym czasie robiło się kosmetykę na przykład polskiego numeru 10, szykowało strony redakcyjne numeru 12 do tłumaczenia dla koproducentów i robiło szpigiel 14, bo na niektóre strony komiksowe drukowały się wspólnie i poszczególne kraje dodrukowywały na nich tylko to, co czarne, czyli kontury i napisy we właściwych językach. 
KAI: W jaki sposób przesyłano materiały komiksów do pisma? Za pomocą płyty, maila czy może serwera?
Dostawaliśmy na CD pule komiksów z Egmontu w Kopenhadze. Były tam te długie, średnie, krótkie i jednopanelówki, a także te zwane u nas Zagadkami Mikiego. Były tak dobrane, żeby dało się ukręcić z tego wydania na mniej więcej kwartał. Z czasem, gdy zacząłem zabiegać o klasyki lub te bardziej upragnione przez Czytelników historyjki, też zamawiałem je u Duńczyków, a oni albo je mieli, albo ściągali. W nielicznych przypadkach dawali znać, że – ze względów formalnych – nie mają jakiejś i mieć nie mogą. Wówczas (te, które mieli) wrzucali na serwer. W późniejszym okresie pule komiksów na płytach służyły mi jako zasobnik na wypełniacze.
Czy ma Pan jakiś ulubiony komiks Disneya, a może i twórcę? 
Pewnie wypadałoby, żebym zdobył się na oryginalność. Tylko że ja nie jestem oryginalny – lubiłem komiksy Rosy za ich epicki rozmach i to, że czytając historyjki o kaczkach, poznawało się historię i kulturę różnych zakątków świata. Natomiast miałem uczulenie na Mikiego (i generalnie całe uniwersum Myszogrodu). Nie rozumiałem, jak taki ani trochę nieśmieszny mądrala zdobył taką popularność.
KAI: Co doprowadziło do wydania w świątecznym numerze z 2007 roku Więźnia Doliny Białej Śmierci Dona Rosy? Był to pierwszy tak długi komiks w piśmie.
Bo skoro okazało się, że może być, to dlaczego miałoby go nie być?! Dzieciom, dla których Kaczor był kawałkiem papieru przyklejonym do zabawki i tak nie zależało, który damy komiks. Nawet, jeśli w Polsce było zaledwie kilkadziesiąt osób, które z radością przeczytałyby Więźnia Doliny Białej Śmierci, to po co było publikować jakąś pseudośmieszną, pisaną na kolanie historyjkę typu Marathon Duck z płyt z Kopenhagi. 
Jak wspomina pan kontakt z forum DisneyPolska! i jaki wpływ miał on na Pana oraz na pismo?
Wyłącznie dobry. Wiedziałem to wtedy i wiem to teraz. Dla mnie robienie Kaczora było pracą. Dla członków społeczności tego forum czytanie go było pasją. A ponieważ uważam, że zamiast gadać bzdury, lepiej jest milczeć i słuchać, postanowiłem wsłuchać się w to, czego pragną Disneymaniacy. Dodam, że na początku podejrzewałem, że będzie to chaotyczny koncert życzeń. Zaskoczyło mnie, jak się zorganizowali. Ustalenia zapadały między nimi; do mnie docierał nie szum informacyjny, tylko sterylna, klarowna lista marzeń wraz z historyjkami awaryjnymi na wypadek, gdyby te najbardziej wyczekiwane okazały się nieosiągalne. 
Czy pamięta Pan jakiś komiks, który miał zostać wydany, ale z jakiś powodów tuż przed publikacją został usunięty?
Ze względu na cykl (wspólny druk z koproducentami) do odstrzału mogłyby pójść tylko te krótsze historyjki (nie będące na wspólnie drukowanych składkach. Tym niemniej takiej sytuacji chyba nie było. 
KAI: W jaki sposób doszło do powstania lokalnych okładek (m.in. z pomnikiem Zygmunta III Wazy), które parę razy otwierały Kaczora Donalda w latach 2007-2010?
Przypadkiem odkryłem, że Egmontowi Polska przysługują dwie lub trzy okładki rocznie robione na nasze zamówienie. Szkoda, że nie wiedziałem o tym wcześniej!
Czy zmiana oprawy graficznej w 2010 roku (nowy wygląd spisu treści, nowa czcionka) wynikała z Pańskiej decyzji, czy może została narzucona z góry?
Z całą pewnością nie moją. Lifting layoutu był decyzją strategiczną, która zapadła na poziomie szefostwa dyrekcji całego działu. Nie żeby w owym czasie, jak i teraz, miało to jakieś znaczenie, ale nie byłem przeciwnikiem tej koncepcji. Od czasu do czasu warto przemalować chałupę.
Czy pamięta Pan z czego wynikała nagła zmiana loga KD w 2011 roku?
Pewnie z tego samego powodu, dla którego kolorystyka banku Millennium z pomarańczowo-seledynowej stała się bordowa. Ktoś uznał, że stare logo się opatrzyło, a trendy graficzne zmieniły. 
Czy sądzi Pan, że na spadek sprzedaży KD mógł wpłynąć ówczesny zalew serii gigantopodobnych (takich jak: MegaGiga czy Gigant Mamut)? 
Nie sądzę. Uważam, że większość odbiorców „KD” stanowiły dzieci kupujące go dla zabawki. Grupa konsumentów komiksów była stosunkowo nieliczna. Jeśli któryś z nich rezygnował z zakupu Kaczora, żeby odłożyć pieniądze na Giganta, to zjawisko to nie miało takiego wpływu na sprzedaż, jak odpływ dzieciaków znudzonych plastikowymi podsłuchami szpiegowskimi. 
Praktycznie od 2000 roku można zauważyć tendencję corocznego spadku sprzedaży KD (w niektórych latach mniejszą, w innych większą). Jaki według Pana jest  tego powód?
Coraz więcej pism dla dzieci, coraz większy wybór gadżetów i wreszcie przesyt tymi gadżetami. Albo refleksja: Zaraz, za tę kasę mogę kupić prawdziwy metalowy spinner!. Uniwersum Kaczogrodu to stary brand ceniony przez coraz starszych ludzi. A Disney najwidoczniej nie zamierza go reanimować, ani też dokonać eutanazji. Ot, niech sobie zemrze śmiercią naturalną
Czy widział Pan jakiś związek pomiędzy jakością publikowanych komiksów w numerze, a jego sprzedażą? 
Nie. Jak wspomniałem, Czytelnicy, dla których komiksy były istotą tego tytułu stanowili margines. Dla mnie bardzo ważny, ale dla statystyki i sprzedaży – niezauważalny. 
KAI: Czy publikując Powrót do Klondike w podwójnym numerze w lutym 2012 roku, wiedział Pan o zmianie częstotliwości wydawania KD na dwutygodnik parę wydań później?
Nie pamiętam, ale zapewne musiałem o tym wiedzieć z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem.
Czy szczególnie miło wspomina Pan publikację jakiegoś komiksu, numeru, a może przeprowadzenie jakieś akcji tematycznej? 
Najwięcej satysfakcji dało mi to, że udało się w podwójnym numerze gwiazdkowym odpalić Więźnia. I to w jednej bombie wszystkie trzy części. Odnośnie akcji tematycznych - rozumiałem ich celowość, były to mikroprogramy lojalnościowe mające na celu skłonienie Czytelników do zakupu nie tylko Kaczora z podsłuchem, lecz także kolejnego – z czujnikiem ruchu i jeszcze jednego z okularami szpiega. Wydawanie pisma to biznes jak każdy inny i rządzi się tymi samymi prawami. Tym niemniej nie lubiłem tych akcji. Proszę zauważyć, jakim były czynnikiem ograniczającym, jeśli chodzi o wybór komiksów. Jest akcja dinozaury, to musi być komiks o dinozaurach, szpiedzy – o szpiegach, itd. 
Pan Tomasz Kołodziejczak powiedział w jednym z wywiadów, że do 2012 roku pracował nad KD, jednak już od 2005 jego nazwisko nie pojawiało się w stopce magazynu, stąd pytanie: Czym zajmował się Tomasz Kołodziejczak podczas pańskiej pracy nad pismem?
Był moim bezpośrednim przełożonym. Wszystkie kluczowe decyzje należały do niego i to on odpowiadał za realizację tych, które zapadały na wyższych szczeblach. Zajmował się stroną finansową, zatwierdzał wybór gadżetów i akcji tematycznych, finalną wersję okładki, etc. Tym niemniej nie wnikał, czy dajemy te komiksy czy inne.
KAI: Dlaczego w piśmie nie pojawiło się więcej artykułów o twórcach komiksów, które wielokrotnie były obiecywane w odpowiedziach na pytania od czytelników forum?
Nie pamiętam, ale gdybym dziś robił tę gazetę i by mnie Pan o to zapytał, odparłym, że większość Czytelników (tych od podsłuchów i dinozaurów) zapewne nie byłaby tym zainteresowana. Dla nich to zmarnowana powierzchnia. Natomiast Czytelnicy interesujący się twórcami i ich działalnością otrzymywali takie materiały na przykład w Kaczogrodach
Czy planowano jakieś wydania specjalne pisma, które ostatecznie się nie ukazały?
Nie pamiętam.  
Co najmilej wspomina Pan z pracy w Egmoncie? 
Znów nie będę oryginalny, ale spotkałem tam kilka osób, które warto było spotkać. Zgromadziłem sporo doświadczeń, które przydały mi się i zapewne jeszcze przydadzą. Natomiast świat kaczek i myszy nie odcisnął na mnie trwałego piętna.
Czy według Pana pismo jakim jest Kaczor Donald w jakiejś formie ma rację bytu w 2019 roku?  
Wyjdę na ignoranta, ale nie miałem w ręku Kaczora od paru ładnych lat. Nie wiem, czy i jak się zmienił. A czy wciąż ma rację bytu? Na cud bym raczej nie liczył. Po pierwsze dlatego, że to nie jest złoty okres dla prasy papierowej. A po wtóre Disney robi kasę na Gwiezdnych Wojnach i Krainie Lodu, a postaci standardowe to skansen.
Czy posiada Pan kolekcję redagowanych przez siebie KD, a może też inne komiksy Disneya? 
Nie posiadam. 
Czy obecnie zdarza się Panu czytać nowe numery pisma albo jakiekolwiek inne komiksy Disneya?  
Nie. 
KAI: Jakie komiksy niedisnejowskie najbardziej Pan ceni? 
Praca w Egmoncie miała między innymi tę zaletę, że mogłem położyć łapska na archiwum wszystkich komiksów, które wydał. A trochę tego było. Tak więc przeczytałem prawie wszystko. Prawie, bo jeśli czegoś nie trawię, to nie czuję parcia, żeby to przeczytać. Nawet, jeśli wypada. A nie trawię na przykład historii o superbohaterach. Ucztę dla mnie stanowiło natomiast pochłonięcie Sandmana, Preachera, Lucyfera, Baśni oraz innych mrocznych i napakowanych elementami nadprzyrodzonymi serii Vertigo. 
Czym się Pan obecnie zajmuje zawodowo?
Tym samym co dekadę temu w Egmoncie. Tylko teraz nie mam na warsztacie ani komiksów, ani Disneya.

Wywiad przeprowadzili Radosław Koch i Bartłomiej S.
Źródła ilustracji: materiały prasowe - Egmont, materiały własne, Disney Publishing Worldwide

Komentarze

  1. Stworzyłem petycje na temat niedodawania plastikowych zabawek do KD na stronach Petycjeonline.com, avaaz.org‎, Podpisz.to oraz Podpiszapel.pl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak będzie brak plastikowych zabawek to napewno sprzedaż jeszcze bardziej spadnie. Ja bym proponował aby te zabawki byly na końcu tak to by nie zasłaniały strony tytułowej.

      Usuń
    2. Obawiam się, że będzie to miało tylko negatywny wpływ na sprzedaż

      Usuń
    3. Albo zamiast typowych gadżetów, powrót do planszówek, które znajdował by się wewnątrz pisma........np. pamiętne akcje itp.

      Usuń
    4. Coraz więcej osób ma świadomość ekologiczną i nie chce kupować takich zabawek swoim dzieciom.


      A to linki do petycji:
      https://www.petycjeonline.com/nie_dodawajcie_plastikowych_zabawek_do_kaczora_donalda_i_podobnych_pism?fbclid=IwAR3XO1le33suLFr44tNyORB1gS3Jx63dwCNCYRBisSHMgsOpGJPCx6zk1O0




      https://secure.avaaz.org/pl/community_petitions/Egmont_Polska_Koniec_z_plastikowymi_zabawkami_do_Kaczora_Donalda_i_podobnych_pism/?pNYdoob&fbogname=Kacper%20S.&utm_source=sharetools&utm_medium=facebook&utm_campaign=petition-721421-Koniec_z_plastikowymi_zabawkami_do_Kaczora_Donalda_i_podobnych_pism&utm_term=NYdoob%2Bpl&fbclid=IwAR0WIWICbwbCV5gI-A11MIJJWVGcH8TszrKgyGkld5zKjH-VzNchEN2xYc8

      Usuń
    5. Niektórzy nie mają dzieci ale samych ich również nie interesują plastikowe zabawki :) Całkowite wycofanie się z plastikowych gadżetów może się okazać niemożliwe aczkolwiek byłbym za tym by były przeplatane innym typem dodatków.

      Usuń
  2. zgadzam sie 100% z kolegą wyżej

    OdpowiedzUsuń
  3. Obok Pana Kołodziejczaka z lat 1995-1999 moim zdaniem pan Rutke był najlepszym jak dotąd redaktorem Kaczora Donalda. Według mnie doskonale zachował balans między uwzględnianiem głosu fanów i masowego czytelnika. Uważam iż jest w dużym stopniu odpowiedzialny za renesans lat 2008-2010 pisma . To właśnie jemu zawdzięczamy na niespotykaną ani później ani wcześniej skalę publikację długich komiksów Rosy i Barksa w piśmie. Mój pierwszy numer KD wprawdzie nie redagował pan Rutke ale większość numerów pisma które czytałem w podstawówce i które miały wpływ na to iż zainteresowałem się komiksami Disneya wyszło spod pieczy Pana Grzegorza Rutke za co chciałbym Mu serdecznie podziękować. Gdyby nie pan Rutke to być może nie pisałbym teraz tego komentarza na tej stronie (która być może nawet by nie istniała).

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

25 lat "Kaczora Donalda": Powolny upadek (2009-2014)

25 lat "Kaczora Donalda": Marginalizacja (2014-2019)

25 lat "Kaczora Donalda": Złota era (1994-1999)