Historia serii "Kaczor Donald i Wehikuł Czasu"

Jeżeli miałbym wskazać o jaki komiks Disneya jestem najczęściej pytany przez czytelników, to bym nie wymienił Życia i czasów Sknerusa McKwacza, lecz Kaczor Donald i Wehikuł Czasu. Nie wiem z czego wynika, że tyle czytelników pyta mnie o komiks, który został wydany u początków polskiego oddziału Egmontu. Czas się przyjrzeć serii, która podbiła serca polskich czytelników i której zakończenie ukazało się w Polsce... choć mało kto o tym wie.

Początki komiksów Disneya w Europie
Komiksy Disneya w Europie są szeroko wydawane w formie magazynów od lat 50., natomiast 10 lat później podbiły rynek także w formie kieszonkowych książeczek. Wszystko to jednak były wydania prasowe, dostępne w kioskach czy sklepach. W międzyczasie europejski rynek podbiły takie francuskie serie komiksowe jak Asteriks, Lucky Luke czy Przygody Tintina, wszystkie wydawane w formie 48- lub 64-stronicowych albumów w formacie A4. Nic więc dziwnego, że także wydawnictwa wydające komiksy Disneya chciały zawalczyć o trochę starszego klienta. Dziś, w erze 500-stronicowych tomów zbierających komiksy Barksa czy Rosy, tego typu inicjatywy nie byłyby niczym wyjątkowym, ale wówczas tego typu komiks wyróżniał się wśród gazetowych wydań. 

Niemiecki protoplasta
Pierwszą tego typu inicjatywą było Abenteuer aus Onkel Dagoberts Schatztruhe wydawane przez niemiecką Ehapę od 1983 roku. Seria składała się z albumów zawierających pełnometrażowe, 46-stronicowe komiksy o przygodach Sknerusa McKwacza w poszukiwaniu skarbów. Była wydawana w takim samym standardzie jak inne europejskie serie komiksowe. Komiksy były tworzone przez twórców hiszpańskich, co ówcześnie było normą. Trudno obecnie stwierdzić czy seria była sukcesem czy nie. W Niemczech oryginalnie wydano zaledwie 6 albumów serii, a całość została wydana jedynie w Szwecji. Jednak w XXI wieku seria była wielokrotnie wznawiana w całej Europie, tylko w Niemczech doczekała się dwóch pełnych edycji.

Startuje Wehikuł Czasu
Prawdopodobnie zainspirowany działaniami niemieckiego wydawnictwa, Egmont w 1987 wystartował z podobną inicjatywą, tym razem seria miała opowiadać o przygodach Donalda i Siostrzeńców w różnych epokach historycznych, którzy w ten sposób będą próbowali powrócić do Kaczogrodu. Pomiędzy epokami podróżują zepsuty wehikułem Diodaka, który wysyła kaczki w losowe epoki historyczne. Seria początkowo wystartowała w Skandynawii i w Niemczech, a w Polsce cztery lata później pod tytułem  Kaczor Donald i Wehikuł Czasu. Do tworzenia komiksów zatrudniono najlepszych twórców ówcześnie pracujących dla duńskiej firmy - Marco Rotę, Vicara oraz scenarzystów Toma Andersona i małżeństwo Printz-Påhlson. Raczej seria nie odniosła sukcesu, ponieważ choć w Skandynawii w szybkim tempie (1987-1989) wydano 4 pierwsze albumy, to kolejne dwa pojawiły się po 3 latach, w 1992 roku, i ich publikacja raczej wynikała z tego, że zostały zlecone dużo wcześniej.

Wehikuł w Polsce
W Polsce seria zadebiutowała na początku 1991 roku. Trudno określić dokładny miesiąc publikacji, lecz ze względu na reklamę Donalda i spółki z tyłu 2. albumu, musiał to być początek roku. Album został wydany w formacie A4 i bardziej niż inne komiksy Disneya przypominał Asteriksy. Tłumaczem albumów był Filip Łobodziński, znany m.in. z przetłumaczenia czołówki Kaczych Opowieści. Do sprzedaży trafiły jedynie dwa pierwsze albumy serii pt. Wyprawa Wikingów i Kapota z niedźwiedziej skóry. Dlaczego Egmont nie wydał kolejnych albumów? Prawdopodobnie wynika to ze słabej sprzedaży, ponieważ do dziś albumy można kupić za bezcen. Co ciekawe, 2. album kończy się zapowiedzą kolejnego albumu.


Lista komiksów należących do serii
I rozdział - Wyprawa Wikingów
fabuła: Lars Bergström, Stefan Printz-Påhlson, scenariusz: Tom Anderson, rysunki: Marco Rota
czas akcji: ok. IX wiek, czasy Wikingów
II rozdział - Kapota z niedźwiedziej skóry
fabuła: Paul Halas, scenariusz: Tom Anderson, rysunki: Vicar
czas akcji: prehistoria, czasy jaskiniowców
III rozdział - The Royal Portrait
fabuła: Paul Halas, scenariusz: Tom Anderson, rysunki: Tino Santanach Hernandez
czas akcji: XVIII wiek, Francja
IV rozdział - Medieval Magic
fabuła: Lars Enoksen, Stefan Printz-Påhlson, scenariusz: Unn Printz-Påhlson, rysunki: Tino Santanach Hernandez
czas akcji: średniowiecze
V rozdział - Prince Iganov
fabuła: Paul Halas, scenariusz: Tom Anderson, rysunki: Marco Rota
czas akcji: starożytność, Mongolia
VI rozdział - The Olympiad
fabuła: Paul Halas, scenariusz: Tom Anderson, rysunki: Tino Santanach Hernandez
czas akcji: starożytność, Grecja
Czasami za zerowy rozdział serii uznaje się komiks Vicara i Bartholomewa Urodzony 13 czerwca (Kaczor Donald 2007-40) jednak z serią łączy go tylko podobny wygląd wehikułu Diodaka.

Polski fenomen Wehikułu Czasu
Bardzo łatwo można wywnioskować, z czego wynikła wielka popularność serii wśród polskich czytelników kaczych komiksów. Czytelnicy prawdopodobnie zakochali się w ogólnym pomyśle na serie, czyli w Donaldzie przenoszącym się z jednej epoki do drugiej by wrócić do Kaczogrodu oraz ciągłością fabuły pomiędzy albumami. Na dodatek był to jeden z pierwszych komiksów Disneya wydanych w Polsce oraz pierwszy w większym formacie. Komiks wyróżniał się na tle innych historii ręcznym liternictwem oraz długością prezentowanej historii. Swoją rolę odegrały się rysunki Vicara i Roty, którzy do dziś są uznawani za jednych z najlepszych twórców komiksów Disneya. Albumy prawdopodobnie wyszły też w ogromnym nakładzie i przez lata zalegały na taniej książce, przez co wielu czytelników mogło zapoznać się z nimi.

Niezauważony epilog
Jednak historia Kaczora Donalda i Wehikuł Czasu nie kończy się na 6. albumie, którego zakończenie nie jest jakimkolwiek satysfakcjonującym rozwiązaniem. Seria jednak pozostała w umysłach wielu fanów kaczych komiksów w Europie, więc Lars Jensen z Wanda Gattino postanowili w 2006 stworzyć komiks, który będzie epilogiem dla serii. 12-stronicową historię Patent Leonarda da Vinci, która tłumaczy jak kaczki powróciły do teraźniejszości. Jak można domyśleć się z tytułu, jest to zasługa Leonarda da Vinci. Komiks został tak napisany, że równie dobrze może być czytany jako epilog po 1. albumie, po 2., czy po wszystkich 6.. Historia także ukazała się w Polsce - w Kaczorze Donaldzie 2006-46.

Europejskie reedycje
W ostatnich latach seria przeżywa swoją drugą młodość, ponieważ została wznowiana w kliku europejskich krajach, często po raz pierwszy wydano ją w całości. W 2004 roku Wehikuł czasu ukazał się w Grecji, w 2011 we Francji,   w 2015 w Norwegii. Ostatnie lata przyniosły także pierwsze ekskluzywne wydanie całości cyklu, w 2014 roku francuski Glénat wydał całość w dwóch tomach formatu A4. Czy ujrzymy tego typu wydanie w Polsce? Trudno powiedzieć, choć sądzę, że wielu fanów chciałoby w końcu przeczytać od początku do końca opowieść o podróży w czasie Donalda i Siostrzeńców.

Dalsze losy 48-stronicowych albumów
Wraz z Kaczorem Donaldem i Wehikułem Czasu nie kończy się historia 48-stronicowych albumów z komiksami Disneya. Choć nigdy nie powrócono do tego tematu w historiach z Mikim czy Donaldem (jednak wydawane obecnie Disney by Glénat jest czymś ciut innym), to w takim formacie do dziś ukazują się wszelakie adaptacje filmów Disneya. Natomiast kacze i mysie komiksy są obecnie wydawane z powodzeniem w wydaniach przypominających przedruki amerykańskich komiksów superhero, czyli w formacie przypominającym kioskowe komiksy, często w tomach zawierających kilkaset stron komiksów oraz w twardej oprawie.

Przy okazji chciałbym się was zapytać - co wy sądzicie o Wehikule Czasu? Lubiliście go, a może nie? Czy chętnie kupilibyście nowe pełne wydanie? Chętnie poznam wasze opinie w komentarzach.
Źródło ilustracji: Inducks

Komentarze

  1. Hmm..dostałem oba tomy jak o prezent gwiazdkowy. Trudno i naprawdę męcząco dla oka (przynajmniej dla mnie) się czyta przez te litery pisane. Do tego moim zdaniem jest liche tłumaczenie (przyzwyczajenie po latach do mistrzowskiego stylu pana Jacka Drewnowskiego). Rzadko kiedy coś mi się nie podoba (o ile nie są jakieś tematy czy bohaterowie, których nie znoszę i takie komiksy omijam) albo jeśli coś jest mocno przeciętne to właśnie te wydania. Za dużo też drażni "logiki" w tych komisach- kaczory znają nagle języki tubylców, którzy posługują się nadzywczaj bogatym słownictwem i poprawną gramatyką jak na tamte czasy. Do tego- nie oszukujmy sie- w prehistorii czy średniowieczu było prawo pięści i stracić życie było bardzo łatwo. W wielkim kraju szukają wehikułu i akurat się trafia znów dość prędko go znaleźć.. I tak dalej, następuje tyle wielkich, średnich i małych szczęśliwych i sprzyjających zbiegów okoliczności do zakończenia.. Okej rozumiem, że musi się skończyć dobrze/by była kontynuacja- ale mogliby nie nadużywać tego "farta" bohaterów aż tak. Dla tego nie wliczam tych wydań do mojej kompozycji liczącej 1302 komiksów i kilkunastu innych różności (legitymacja klubu KD, statuetki, figurki, mini roczniki KD itp.). Wolę mieć to, co wybrałem (czyli to, co było wydawane i z czym się osobiście zetknąłem podczas mojego już 30 życia- wyjątek "Donald i spółka" hehe)a nie zbierać wsio jak leci. Piszę to, by nie było, że się chwalę zbiorami, bo zawsze znajdzie się ktoś "bogatszy". :) Chciałem po prostu pokazać jaki mam stosunek do tych komiksów o wehikule czasu, bo przecież ich nie wyrzucę. (Z nadwyżek tego typu jak dostałem w paczkach to numer o Euro 2012 i ostatni numer "Mickey Mouse") Pozdrawiam kaczkofanów, Tomek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 30-letniego życia miało być hehe (Tomek)

      Usuń
  2. Nie czytałem, ale pewnie jakby egmont wydał wydanie zbiorcze to bym zakupił. Chociażby tylko po to żeby pokazać, że jest zapotrzebowanie na lepsze wydania komiksów z Kaczorem Donaldem. Bo widać wykupienie nakładu ŻiCSM, nie przekonało ich do takiego zapotrzebowania ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałem "Kapotę z niedźwiedzia". Wehikuł czasu akurat wczoraj kupiłem na olx i właśnie czekam na dostarczenie. Szczerze to też średnio mi się podobał komiks. Odczucia podobne- męcząca czcionka, trochę naiwny, dziecinny scenariusz. Ale oczywiście gdyby wyszlo zbiorcze wydanie to bez mrugnięcia okiem bym kupował.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałem też historię z Wikingami i jest dla mnie o niebo lepsza od "Kapoty". Chyba głównie dzięki lepszemu scenariuszowi :-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz