Dobre komiksy Disneya #19 - "Kaczor mleczarz" (KD 2018-09)

Na Barksowych ten-pagerach z Donaldem wychowało się co najmniej jedno pokolenie polskich czytelników komiksowych. W latach 90. od nich zaczynał się każdy numer "Kaczora Donalda", który bił wówczas rekordy sprzedaży. Jednak do dziś nie wszystkie tego typu komiksy wyszły w Polsce, czego dowodem jest "Kaczor Mleczarz", zupełnie nowy ten-pager Barksa, który wyszedł w ostatnim KD.

Kaczor mleczarz
10 stron
scen. i rys. Carl Barks
wyd. pol. Kaczor Donald 2018-09 (tłum. Jacek Drewnowski)

W czasie swojej długiej kariery Carl Barks nie musiał się mierzyć tylko z wymyślaniem i rysowaniem nowych historii, ale też z wewnętrzną cenzurą Della, a później Gold Keya. Teoretycznie każda historia mogła być w całości lub w części uznana za nieodpowiednią dla młodego czytelnika. Tak było ze sceną retrospekcji w Powrocie do Klondike, ze scenami z ogrem w Cukierek albo psikus, czy całymi Kolędnikami. Podobnie było z Kaczorem mleczarzem, który został narysowany w 1957, a światło dzienne ujrzał dopiero 17 lat później w Holandii. Komiks prawdopodobnie został odrzucony, ponieważ redakcji nie spodobała się jedna scena ze stosowaniem przemocy przez Donalda. Co z tego, że podobne sceny można znaleźć w wielu innych komiksach Barksa...
Pod względem fabuły Kaczor mleczarz jest zbudowany bardzo podobnie jak większość ten-pagerów, czyli opowiada o kolejnej pracy Donalda. Tym razem kaczor pracuje jako mleczarz i kieruje się zasadą, że "klient ma zawsze rację". Spore kłopoty zaczyna mieć ze względu na klienta z mieszkania 505, który chce przejąć jego posadę i każdej nocy sabotuje jego pracę. 
Tak jak w każdym dobrym ten-pagerze, Barks rzuca czytelnika w środek akcji. Nie mamy żadnego nudnego wprowadzenia, lecz już od pierwszej strony śledzimy losy Donalda w pracy mleczarza. To, jak zdobył tę pracę nie jest aż istotne, natomiast dzięki pominięciu niepotrzebnego wprowadzenia cały komiks może być wypchany akcją i humorem. 
Historia zaczyna się niepozornie od śledzenia codzienności życia Donalda, ale wszystko się zmienia wraz z pierwszą wizytą pod pokojem gburowatego klienta. Od tego momentu komiks jest serią zabawnych gagów dotyczących walki Donalda z gościem z mieszkania 505. Do gry po kolei wkraczającą garnki, dziwne chwytaki, doniczki, rozwodnione mleko - cały czas jest zabawnie, a komiks jest wypełniony doskonałymi gagami i ciekawymi pomysłami Barksa. Jak zwykle, jest to śmiech przez zły, ponieważ Donald obrywa, choć nie jest niczemu winien. W tym tkwi fenomen ten-pagerów Barksa, ponieważ niby są to historie dla dzieci, niby z kaczorem w roli głównej, ale tak naprawdę opowiadają o zwykłym człowieku, everymanie mierzącym się z trudami codzienności.
Zabrakło mi jednak w historii zabawnych dialogów, ponieważ praktycznie cały humor opiera się na gagach sytuacyjnych. Prawdopodobnie wynika to z kameralności historii, przez większość komiksu jedynymi bohaterami są klient i Donald, a Siostrzeńcy pojawią się tylko na moment.
Komiks także zachwyca swoimi rysunkami, które doskonale oddają humorystyczny charakter historii. Choć osobiście wolę mniej kanciaty styl Barksa z wcześniejszych lat kariery, to w przypadku tej historii trudno mi się do czegokolwiek przyczepić. Doskonale też się spisał tłumacz, który bezbłędnie i z humorem przetłumaczył historię.
Kaczor mleczarz to jeden z wielu dobrych ten-pagerów Barksa, lecz trudno go nazwać wyjątkowym, nawet pod względem brutalności za którą został odrzucony przez wydawnictwo.  Mimo to polecam go, ponieważ jest to kawał zabawnego komiksu o tragicznych losach Donalda.

Numer z komiksem Kaczor mleczarz jest dostępny w kioskach do 18 września.
źródło ilustracji: materiały własne, Inducks

Komentarze

  1. Egmoncie czekamy na wydanie zbiorcze komiksów Barksa!

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak, ten nowszy styl Barksa jest nie do zniesienia.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz