W poszukiwaniu humoru - Asteriks 39 "Asteriks i Gryf" - recenzja [Komiksy dla wszystkich]

Najnowszy, 39. album Asteriksa zapowiadał się naprawdę ciekawie. Bardzo dobrze wyglądała cała kampania reklamowa, w której znalazły się także niezwykle zabawne komiksy promocyjne, a na pewno wielu polskich czytelników ucieszyło się, że Galowie udadzą się do krainy Sarmatów, czyli w rejony nie tak dalekie od Polski. Ostatecznie jednak Asteriks i Gryf to srogi zawód. Co poszło nie tak? Odpowiedź znajdziecie w recenzji.

Asteriks i Gryf to już piąty album o przygodach dzielnych galijskich wojowników stworzony przez Jeana-Yvesa Ferriego i Didiera Conrada, którzy już prawie dekadę temu przejęli serię o Asteriksie. Choć ciężko uznać mi jakikolwiek album tego duetu za wybitny, to jednak mimo wad, poprzednie cztery albumy mniej lub bardziej mi się podobały. Nie były to historie na poziomie klasycznych dzieł Goscinny'ego, ale na pewno prezentowały się zdecydowanie lepiej niż późniejsze albumy Uderzo. Każdy z komiksów był w miarę ciekawy i zawsze dało się znaleźć w nich choć parę zabawnych elementów. Wydawało się, że już najgorsze za nowymi autorami, a teraz seria będzie pięła się tylko w górę i w górę, tym bardziej, że nowy album zapowiadał się naprawdę ciekawie, bo i tytuł, i kierunek podróży bohaterów, wskazywały na coś zupełnie innego niż do tej pory.

Tom nie zaczyna się szczególnie wyjątkowo - Juliusz Cezar pragnie nie tylko podbić jak największe tereny, ale też zdobyć jak najwięcej rozmaitych trofeów. Tym razem zapragnął dostać gryfa, mityczne stworzenie, które podobno żyje na terenach rozciągających się na wschód od Cesarstwa Rzymskiego. Szczeropolus wraz z pojmaną Sarmatką Kałasznikovną rusza z legionami, aby schwytać mityczne stworzenie. Na pomoc Sarmatom ruszają Asteriks i Obeliks wraz z Panaramiksem. Sprawy jednak komplikują niskie temperatury, które powodują, że magiczny wywar zamarzł i stracił swe właściwości. Asteriks i Obeliks wraz z sarmackimi wojowniczkami postanawiają jednak sprytem pokonać Rzymian, by nie dopuścić ich do schwytania mitycznego stworzenia. Stworzenia, które jest okryte taką tajemnicą, że o jego lokacji wiedzą tylko szamani.

Podstawowa i najważniejsza wada albumu jest jedna: nie jest on śmieszny. Nie wiem w jaki sposób się to stało, ale liczbę gagów, które są choć minimalnie śmieszne, da się prawdopodobnie policzyć na palcach jednej ręki. Nie mówię tutaj nawet o scenach, które spowodowałyby salwy śmiechu, ale po prostu zabawnych dialogach, minach, slapsticku, czymkolwiek, co wywołałyby lekki chichot. Przez większość albumu miałem uczucie jakby autorzy na siłę próbowali wciskać w fabułę jakieś zabawne elementy, ale każdy gag albo był niedorobiony, albo urwany w połowie, albo niezrozumiały. Co mnie po prostu niesamowicie dziwi, ponieważ podróż Asteriksa na tereny ukraińsko-rosyjskie na pierwszy rzut oka wydaje się być tematem mogącym dostarczyć niesamowitej ilości zabawnych gagów. A to nie jest jedyna możliwość - sam fakt, że historia rozgrywa się zimą, tworzy także wiele opcji, co pokazały pojedyncze zimowe sceny we wcześniejszych tomach.

Album wypada jeszcze bladziej, jak sobie przypomnimy wcześniejsze albumy, w których Galowie podróżowali do zagranicznych lokacji. Pewnie wszyscy pamiętamy doskonałego Asteriksa u Brytów, gdzie żartowano z Anglików na okrągło, a przecież dookoła Rosjan i innych ludów zamieszkujących tamten region nagromadziło się tyle samo różnych stereotypów, które można byłoby w fajny sposób ograć. Tutaj autorzy zamiast tego serwują nawiązujący do cyrylicy gag polegający na tym, że Sarmaci wymawiają dziwnie "e". Może i fajny, ale gdy zostaje powtórzony kilkanaście razy, to bardziej żenuje niż śmieszy. Poza tym ciężko dostrzec cokolwiek nawiązującego do rosyjskiej kultury, no chyba, że w jakiś sposób miał do niej nawiązywać powtarzający się gag z sfermentowanym kobylim mlekiem. Z drugiej strony pojawiają się często gagi, które mają gigantyczny potencjał, ale autorzy kończą je na paru kadrach, jak choćby scena z udziałem "kopii" Asteriksa i Obeliksa. Sam do teraz nie wiem po co była ta scena. Acz chyba najgorsze w tym wszystkim są rzucone w dwóch czy trzech miejscach teksty nawiązujące do pandemii koronawirusa, które wyglądają jakby nie były oryginalnie w scenariuszu, ale zostały dodane na późniejszym etapie tworzenia albumu.

Powiem jednak szczerze, że mimo braku zabawnych elementów przez pierwsze kilkanaście stron byłem pozytywnie nastawiony do albumu, ponieważ tytułowy wątek gryfa zapowiadał się bardzo obiecująco. Było czuć pewną tajemnicę, którą skrywa lud Sarmatów i miałem nadzieję, że nawet jeżeli humor nie dopisze, to przynajmniej dostaniemy ciekawy fabularnie album Asteriksa. Niestety wraz z kolejnymi stronami, kiedy czytelnik dostaje rozciągniętą do granic możliwości sekwencję z wędrówką Rzymian i ich potyczkami z Asteriksem i Obeliksem, gdzieś wątek gryfa się traci. Niby on nadal tam jest, ale nie czuć budowania jakiegokolwiek suspensu, a monotonne potyczki Galów z Rzymianami w ciut innej niż zwykle scenerii raczej nudzą niż ciekawią. A wszelakie urozmaicenia, jak chociażby wątek Idefiksa, złe nie są, ale też się nie wyróżniają. Z tego powodu, choć zakończenie wątku gryfa jest dość zaskakujące, to przez brak odpowiedniej podbudowy, nie wywiera odpowiedniego wrażenia.  Szkoda, bo wydaje się, że gdyby położyć większy nacisk na gryfa i ogólnie wzmocnić tajemniczość mroźnego regionu, to mógłby być to wyjątkowy album, a ostatecznie idzie to mocno w stronę bezpłciowej powtórki znanych motywów, lecz w innym klimacie.

Nie można mieć natomiast jakichkolwiek zastrzeżeń do rysunków, które są wykonane wręcz wzorowo. Tak dobrze, że w sumie rzecz, którą najlepiej zapamiętałem z albumu, to siedzący na wozie Obeliks trzymający Idefiksa w rękach. Nie wiem dlaczego, ale widok Gala ogrzewającego rękami swojego pieska wywołał na mnie większe wrażenie niż cała fabuła albumu. Fantastycznie są też wykreowane przepiękne kadry pokazujące mroźną krainę oraz postaci sarmackich wojowniczek - choć szkoda, że pomijając Kałasznikovną i Krakatovną, reszta przepada totalnie w fabule, tak jak w sumie wszyscy sarmaccy mężczyźni. Warto podkreślić, że nie czuć jakiejkolwiek sztuczności w rysunkach, co czasem się zdarza przy seriach kontynuowanych przez innych twórców. Czasem można zauważyć pewne różnice względem Uderzo - chyba najbardziej patrząc na konie, ale bardziej to dotyczy postaci tła. Polskie tłumaczenie zostało wykonane poprawnie, niestety sam album jest dość przeciętnie wydany, ponieważ w przeciwieństwie do wznowień starszych albumów, jest tylko klejony, a nie klejony i szyty, zastosowano też papier o gorszej gramaturze.

Jeżeli nie jesteście wielkimi fanami Asteriksa, to nowy album możecie sobie odpuścić. Nie jest to rzecz strasznie zła, ale momentami niesamowicie nudna i całkowicie niewykorzystująca potencjału jaki skrywała kraina Sarmatów. Mam jednak nadzieję, że twórcy wyciągną wnioski i 40. album będzie godzien okrągłego numeru.

Ocena albumu: 5/10

Dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

Asteriks 39 - Asteriks i Gryf
Data premiery: 27 października 2021, liczba stron: 48, cena okładkowa: 22,99 zł, format: A4, oprawa: miękka, scenariusz: Jean-Yves Ferri, rysunki: Didier Conrad, tłumaczenie: Marek Puszczewicz, wydawnictwo: Egmont Polska, ISBN: 978-83-281-6087-3

Przykładowe strony:
Źródło ilustracji: materiały prasowe - Egmont Polska

Komentarze

  1. Czy jest szansa by Asteriksy były kiedykolwiek wydane w Polsce w twardej oprawie/zbierające kilka tomów?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Egmont przyśpiesza z "Gigantami"!

Gigant Poleca Extra 4 "Gwiazdkowy prezent" - od dziś w sprzedaży - świąteczny tom

Kaczogród Carla Barksa 14 "Stawiłem sobie pomnik" - dziś oficjalna premiera