Czy Don Rosa został oszukany przez Disneya?

Dzisiaj wypadają 70. urodziny Dona Rosy, jednego z najsłynniejszych twórców kaczych komiksów, autora m.in. Życia i czasów Sknerusa McKwacza. Obecnie pełny zbiór dzieł Rosy składający się z 10 tomów wydaje Egmont. Solenizantowi cała redakcja Kaczej Agencji Informacyjnej składa życzenia z okazji okrągłych urodzin. 

Jednak w związku z tą okazją nie mogę nie powrócić do pewnej sprawy sprzed lat, czyli oszukania Rosy przez Disneya. Tematu, który grzeje różne strony i fora od co najmniej dekady. W ramach tekstu chciałbym przedstawić znacznie szerszy pogląd na sytuację, którą sam Rosa opisał w artykule tłumaczącym dlaczego przestał tworzyć komiksy Disneya. To właśnie po tym tekście pojawiło się sporo komentarzy, że Rosa został oszukany przez Disneya. Wbrew pozorom sprawa jest dość skomplikowana i ciężko wskazać winę po jednej stronie.

Tak, został.

System produkcji komiksów Disneya wygląda tak samo od lat 40. ubiegłego wieku. Autor tworzy na zlecenie wydawnictwa posiadającego licencję na wydawanie i tworzenie komiksów Disneya (lub samego Disneya) historię z disnejowskimi bohaterami, autor dostaje za nią wynagrodzenie, a następnie wszelkie prawa do komiksu przejmuje Disney. Oznacza to, że od momentu zapłaty autorowi każdy wydawca z dowolnego zakątka świata mający licencję na wydawanie kaczo-mysich komiksów Disneya może całkowicie nieodpłatnie opublikować komiks, bez jakiegokolwiek zgody i wynagrodzenia oryginalnego autora i wydawnictwa. Podobnie to działało zarówno jak Barks tworzył komiksy dla wydawnictwa Dell jak i Rosa przygotowywał historie dla Egmontu. To samo dokładnie dzieje się z prawami do wszelkich dzieł pochodnych: zarówno Barks nie posiadał żadnych praw do Sknerusa, jak i Rosa nie posiada np. do Arszena Lampena. 

W takim modelu, gdzie wszelkie prawa ma Disney, wydawnictwom nie opłaca się płacić popularniejszym autorom zdecydowanie większych stawek, więc każdy autor dostaje dość podobne pieniądze za planszę. Ma to swoje plusy, dla nowych są to całkiem niezłe pieniądze, ale tracą na tym popularniejsi twórcy, a szczególnie Rosa, którego popularność przerosła wszelkie oczekiwania. System ten został stworzony wówczas, kiedy nikt nie myślał, że komiksy Disneya wybijają się poza tanie kioskowe wydania. W ich przypadku nigdy aż tak nie liczyła się jakość, lecz głównie ilość, tym bardziej, że często nazwiska twórców nie były podawane. Jednak na przełomie wieków Rosa stał się tak popularnym twórcą, że różne europejskie wydawnictwa komiksowe zaczęły wydawać albumy poświęcone stricte komiksom Dona Rosy, a także kalendarze wypełnione jego rysunkami. Wiele z tych tomów stało się bestsellerami, a Rosa był wzywany na wydarzenia promujące albumy, z których nie otrzymywał jakichkolwiek prowizji. 

Doszło do sytuacji, że coraz to więcej i więcej produktów było sygnowanym nazwiskiem Rosy, a sam twórca z tego nic nie miał, a na dodatek nie miał też żadnej kontroli nad publikacjami. Wydawcy mogli publikować te komiksy w jakiejkolwiek formie, a wszystko to sygnować nazwiskiem twórcy. Sam Rosa natomiast nawet z luksusowych albumów kosztujących po 30 euro, które zawierały tylko jego komiksy i ilustracje, a nawet teksty, nic nie miał. Co trzeba pokreślić - nie jest to jednak bezpośrednio wina Disneya, lecz poszczególnych wydawnictw, które wykorzystywały fakt, że mogły z przedrukami historii i ilustracji robić cokolwiek. W związku z tym Rosa zastrzegł w Europie i Ameryce Południowej swoje imię i nazwisko, co, jak wynika z opublikowanego przez niego tekstu, spotkało się z przychylną reakcją części wydawnictw, ale sporo z nich nadal wydawało kolekcje poświęcone jego historiom bez zezwolenia.

Nie, nie został.

Popularność komiksów Rosy w Europie wzięła się z tego, że Egmont i inne europejskie wydawnictwa zaczęły przedrukowywać w ramach swoich wysokonakładowych pism historie, które Rosa tworzył na potrzeby amerykańskiego Gladstone. Czy jeżeli od samego początku wydawcy musieli płacić za każdy przedruk komiksu Rosy, to czy kiedykolwiek jego historie pojawiłyby się na europejskim rynku, a twórca stał się popularny w Europie? Skoro idziemy w tę stronę, to też należałoby się zapytać ile procent prowizji powinien otrzymać Carl Barks, twórca nadal wówczas żyjący, z racji tego, że Rosa wykorzystywał nie tylko postaci, ale też przedmioty, wątki, a czasem nawet poszczególne pozy, w swoich historiach? Idąc w tę stronę dojdziemy do tego, że tak naprawdę Rosa oszukał Barksa, ale lepiej nie schodzić na takie mielizny. 

Chciałbym jednak w ten sposób pokazać, że Rosa stał się popularny w Europie dzięki dwóm elementom: wykorzystaniu bardzo popularnych postaci stworzonych przez Barksa oraz możliwości przedrukowywania bez jakichkolwiek opłat wszystkich historii stworzonych przez Rosę w USA. Rosa tworząc jakikolwiek inny komiks nie stałby się w ciągu zaledwie kilku lat twórcą popularnym na 3 kontynentach, którego komiksy są wydawane w milionowych nakładach. Kaczki zapewniły dziesiątki milionów potencjalnych odbiorców, a możliwość bezpłatnych przedruków sprawiła, że europejskie wydawnictwa postawiły na bliżej nieznanego amerykańskiego twórcę, zamiast publikować swoje własne komiksy. Jednak system publikacji komiksów Disneya pozwala twórcę bardzo szybko wypromować, ale też nie daje jakikolwiek innych benefitów poza możliwością otrzymywania kolejnych zleceń. Wynika to z tego, że przez lata komiksy Disneya ukazywały się jedynie w ramach tanich kioskowych wydań, często bez informacji o autorach i po prostu nie było możliwości wybić się wyżej.

W przypadku Rosy jednak pojawiły się wspomniane wcześniej kolekcjonerskie albumy, których wydawanie bez jakiejkolwiek zgody autora było rzeczą całkowicie naganną. Jednak Rosa w swoim artykule wspomina, że Egmont, wieloletni wydawca, od razu zgodził się na stawkę, którą żądał. Rosa jednak wspomina także o kilku krajach, w których wydawnictwa nadal publikują komiksy Disneya bez jakiejkolwiek zgody. Trzeba jednak powiedzieć, że to informacja dawno nieaktualna, ponieważ w 3 z 6 wymienionych państw od tego czasu pojawiły się kolekcje w pełni zaakceptowane przez Rosę, z których na pewno autor coś ma. Dlatego trzeba podkreślić, że zdecydowana większość wydawnictw zachowała się wobec Rosy uczciwie i teraz praktycznie każda publikacja poświęcona jego historiom generuje dla autora zyski, łącznie z tą publikowaną przez polski Egmont. Natomiast sam Rosa dzięki wielomilionowym nakładom swoich komiksów jest niezwykle popularny w Europie i przed pandemią co chwilę ruszał na europejskie tournée, podczas których sprzedawał rozmaite własne rysunki z postaciami Disneya i na pewno nie był na tym w jakikolwiek sposób stratny.

Sytuacja jest na tyle skomplikowana, że niech każdy sam sobie odpowie, czy na systemie wydawania komiksów Disneya Rosa bardziej stracił czy zyskał. Patrząc jednak na całą sytuację  należałoby wyciągnąć jeden wniosek: to nie autor powinien domagać się tantiem za kolekcjonerskie publikacje stricte poświęcone jego twórczości, ale wydawnictwa od razu powinny proponować twórcom pieniądze.

Źródło ilustracji: Wikipedia

Komentarze

  1. Czyli że awantura? Mam się złościć czy coś?

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo trafny artykuł. Pomimo że jestem naprawdę wielkim fanem historii Dona to mam świadomość że poprzez szerokie rozpowszechnianie jego komiksów stał się tak popularny. Don chyba w pewnym momencie nie do końca udźwignął popularność- miał depresję, wspomnianą pretensję do Disneya, Egmontu itp. Miałem okazję okolo 20 lat temu za dzieciaka mailować z nim i udało mi się nawet gratis otrzymać od Niego zdjęcie z fotografią. Ale! na dowód że jestem jego prawdziwym fanem "kazał" przesłać tytuły swoich komiksów. Dla mnie jako dzieciaka było to trudne i dziwne. To nie były jeszcze czasy aż tak skomputeryzowane i tłumaczyłem komiksy słowo w słowo z polskiego co jak wiadomi nie pokryło sie z angielską wersją :-D Ale zdjęcie dostałem. W dowód wdzięczności wysłałem mu grę "Duck tales" + emulator na kompa (ach te pomysły dziecięce) i kontakt się urwał. Dopiero po latach gdzieś przeczytałem że Don nie uznaje Kaczych Opowieści. Co nie zmienia faktu że jak dla mnie wiele jego komiksów jest po prostu GENIALNYCH i są one częścią moich dziecięcych lat i wspomnień.
    PS. szkoda że Don nie stworzy chociaż jeszcze jednego ostatniego komiksu...

    OdpowiedzUsuń
  3. Niezły pomysł na paraliż wydawania Komiksów - niech każdy rysownik zastrzega sobie prawa autorskie do postaci, przedmiotów a nawet póz (!) wtedy na pewno komiks którego wydanie graniczyłoby z cudem a do tego byłoby niesamowicie drogie zyskałoby popularność....

    Przecież właśnie łatwość dostępu i niska cena danego dzieła czyni go popularnym. Rosa chyba nic nie stracił na tym, że nie kasauje tantiem od każdego swojego komiksu i każdego jego wydania. Jako rysownik dla Disneya (uproszczając) i tak był zupełnie nieźle opłacany, szczególnie gdy stał się popularny.

    OdpowiedzUsuń
  4. 70 urodziny z wyzyskiem w tle

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Myszka Miki i kraina Pradawnych" i "Horrifikland" jednak we wrześniu!

Kolejna podwyżka ceny prenumeraty "Giganta"