Dobre komiksy Disneya #15 - "Fabryka snów" (GP 212)

Są komiksy dobrze napisane, ale są też takie, które głównie zachwycają swoimi rysunkami. Do komiksów drugiego typu na pewno zalicza się dłuższa historia z Mikim z najnowszego "Giganta".

Fabryka snów
47 stron
scen. i rys. Paolo Mottura
wyd. pol. Gigant Poleca 212: Przytul mnie, glino! (tłum. Jacek Drewnowski)

Pewnie wielu z was kojarzy wydanego parę lat temu disnejowskiego Moby Dicka - arcydzieło Artibaniego i Mottury. Tym razem Paolo Mottura zabiera czytelnika w świat kina wraz z Mikim i Goofim. Co ciekawe, jest to jeden z pierwszych komiksów, które włoski twórca nie tylko narysował, ale też napisał.
Przygoda Mikiego i Goofiego zaczyna się w trakcie festiwalu filmowego, podczas którego miał zostać pokazany ostatni film Wielkiego Waldo, tajemniczego reżysera filmowego. Niestety w ostatnim momencie ginie kopia z filmem. Dwaj przyjaciele spróbują dowiedzieć się komu zależało na zniknięciu filmu.
Prawdopodobnie głównym zamierzeniem, które chciał zrealizować Paolo Mottura przy tworzeniu Fabryki snów, było stworzenie hołdu dla kina, z naciskiem na kino złotej ery. Czy udało się to zrobić? Teoretycznie tak, ponieważ w komiksie można znaleźć wiele nawiązań do klasyków kina. Niestety trochę bez sensu pojawiają się też karykatury współczesnych gwiazd. Mimo tej wady, Fabryka snów była dla mnie świetną lekturą, która pozwoliła mi na chwilę zanurzyć się w świat złotej ery kina.
Akcja Fabryki snów toczy się dookoła zaginięcia taśmy filmowej. Według mnie cała intryga została napisana bardzo dobrze i idealnie pasuje do komiksu będącego hołdem dla klasycznego kina. Twórcy udało się wykreować gamę ciekawych bohaterów, a także dość skomplikowane relacje między nimi. Mottura także doskonale buduje atmosferę grozy poprzez wprowadzenie kilku niepokojących kadrów z tajemniczym złoczyńcą. Wszystko jednak legnie w gruzach na ostatnich kilku stronach, które są bardzo sztampowym zakończeniem.
Podobnie jak w przypadku Kawy Zombo największą zaletą Fabryki snów są rysunki. Mottura rysuje bohaterów w specyficzny sposób, a jego rysunki są pełne wszelakiego typu łuków, zaokrągleń oraz sporej dozy karykatury, a także szczegółów tła. Najbardziej spodobała mi się oprawa kolorystyczna, która poprzez użycie lekko wypłowiałych kolorów idealnie pasuje do klimatu komiksu i do przyjętej estetyki.
W polskim wydaniu niestety pojawił się błąd - na początku komiksu mowa jest o Myszogrodzkim Festiwalu Filmowym, a pod koniec pojawia się w dymku Kaczogród. Co ciekawe, w oryginale w obu miejsca pojawia się nazwa Myszogród. Czyżby nadgorliwa redakcja zaczęła poprawiać Myszogród na Kaczogród?
Przepięknie narysowana historia, z niezwykłym klimatem przywołującym kino połowy XX wieku, z ciekawą zagadką oraz słabym zakończeniem.
Tom z komiksem Fabryka snów jest dostępny w kioskach do 26 lipca.
źródło ilustracji: materiały własne, Inducks

Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Prawda. Choć według mnie jeszcze lepiej wyglądały w "Moby Dicku".

      Usuń
    2. Może to wynikać z tego, że "Moby Dick" miał świetne kolorowanie.

      -Kleszcz-

      Usuń
    3. Mirka Andolfo to marka sama w sobie.

      Usuń

Prześlij komentarz