Dobre komiksy Disneya #18 - "Z dziejów Kaczego Rodu" (MGG 49)

Dziś wyjątkowo tematem "Dobrych komiksów Disneya" jest cała seria, a nie pojedynczy komiks. Oczywiście mowa o "Z dziejów Kaczego Rodu" Scarpy, Martiny i Carpiego. Tekst o historii serii także znajdziecie na blogu.

Z dziejów Kaczego Rodu
274 strony (łącznie)
scen. Guido Martina, rys. Romano Scarpa i Giovan Battista Carpi
wyd. pol. MegaGiga 49: Dynastia (tłum. Jacek Drewnowski, Kuba Łagoda)

Fabuła Z dziejów Kaczego Rodu rozpoczyna się w Kaczogrodzie. Pierwszy astronauta stanął na srebrnym globie, co powoduje pewne problemy dla Sknerusa, który umieścił tam skarbiec. Z tego powodu musi się on udać się i ściągnąć skrzynię z monetami przodków. Kolejne rozdziały cyklu rozgrywają się w różnych epokach historycznych i opowiadają o przygodach Kaczego Rodu od starożytnego Egiptu po współczesny Kaczogród. Donald wraz z Siostrzeńcami poznają historię swojej rodziny.
Seria oryginalnie została stworzona ze względu na akcję, w której do włoskiego Topolino były dodawane monety. Zwykle komiksy tworzone pod gadżet wypadają słabo, lecz w tym wypadku udało się stworzyć kawał dobrego komiksu i dzieło przełomowe jak na ten okres. Przy okazji muszę wspomnieć, że w niniejszej recenzji omawiam oryginalny cykl, bez stworzonego 35 lat później rozdziału 2b (Najazd barbarzyńców), który trochę na siłę próbuje eksplorować fabułę pomiędzy dwoma rozdziałami głównej sagi.
Moją ulubioną częścią cyklu jest pierwsza połowa, czyli pierwsze 4 rozdziały. Wynika to z tego, że w tym fragmencie Z dziejów Kaczego Rodu jest ciągłą historią. Pierwszy rozdział opowiada o Sknerusie i wyprawie na Księżyc. Według mnie jest on doskonałym wprowadzeniem do cyklu, a przy tym ekscytującym komiksem przygodowym. Dzięki temu, że Sknerus próbuje niepostrzeżenie dostać się na Księżyc, udało się wstawić wiele zabawnych scen z udziałem naukowców obserwujących powierzchnię Księżyca.
Dalej komiks przechodzi do właściwej fabuły, czyli historii dawnych członków Kaczej Rodziny. Rozdziały 2-4 są powiązane ze sobą wątkiem Skne-Re-Mamona, który najpierw przebywa w Egipcie, potem w Rzymie, a jego historia zostaje zakończona w Szkocji. Osobno byłyby to zwykłe dobre komiksy, które powtarzają motyw Sknerus vs Bracia Be. Jednak dzięki połączeniu ich oraz dodaniu sporej ilości humoru związanego z poszczególnymi epokami, pierwsza połowa serii jest według mnie doskonałą lekturą. Świetny występ też notuje Goofy, który pojawia się jako cesarz, jest to niezwykle trafny casting, który jest dodatkową zaletą rzymskiej części.
Niestety po nich następują dwa rozdziały, z których co najmniej jeden jest niepotrzebny. 5. rozgrywa się w Hiszpanii, a 6. na Karaibach. Komiks hiszpański jest standardową historią o konflikcie Donald-Goguś, którą ratuje tylko zakończenie. Natomiast szósty rozdział jest dość zwyczajnym komiksem pirackim, także z ciekawszym niż zwykle zakończeniem. Rozdziały według mnie pełnią tylko rolę zapchajdziury pomiędzy ucieczką ze Szkocji, a przybyciem do USA. Także przez szybką zmianę lokalizacji oraz bohaterów, czytelnik nie może przywiązać się do poszczególnych postaci, a wraz z każdym rozdziałem musi poznawać nowe status quo.
Seria powraca na dobre tory wraz z przybyciem do USA. 7. rozdział rozgrywa się w trakcie wojny secesyjnej. W rozdziale bardzo mi się podobało, że odwrócono w nim charaktery ówczesnych przodków Sknerusa i Kwakerfellera. Miłym gestem był też gościnny występ Mikiego i Goofiego. Jeszcze lepiej wypada finał, który jest jednocześnie ciekawą potyczką pomiędzy Howardem Kwakerfellerem i Sknerusem Seniorem, niezwykłą historią o narodzinach Sknerusa, a także doskonałym zakończeniem serii łatającym pewną dziurę fabularną. A przy okazji czytelnik może zobaczyć, jak Sknerus (wg Martiny) zdobył pierwszą tonę złota. Według mnie największą zaletą finału jest jednak świetny i pomysłowy sposób na połączenie gorączki złota ze współczesnym 70-letnim Sknerusem żyjącym w 1970 roku. Co że nie zgadza się z Powrotem do Klondike! Zawsze to inny, lecz ciekawy punkt widzenia na historię życia Sknerusa.
Nie jest jednak to seria pozbawiona wad. Jedną z nich, która ostatecznie staje się nawet zaletą, jest schematyczność i powtarzalność historii. Twórcy jednak na tyle dobrze manewrują pomiędzy postaciami i lokacjami, że w dużej części udało się uniknąć powtórek. Przy czym wstawiono kilka elementów, które mają scalać poszczególne części jak np. kadr przedstawiający monetę, Sknerus przypominający o tym jak zdobył złoto czy też Siostrzeńcy korzystający z lokalnej wersji poradnika. Dzięki temu twórcy w późniejszej części historii mogli się trochę bawić konwencją i wykorzystać powtarzalność w kilku gagach.
Ogromnym atutem serii są także doskonałe rysunki. O klasie Romano Scarpy wspominałem nie raz i nie dwa, lecz także Giovan Battista Carpi spisał się bardzo dobrze. Rozdziały narysowane przez Scarpę są pełne dynamicznych scen, genialnej mimiki oraz doskonale narysowanych postaci. Według mnie wyglądają tak dobrze, że ktoś mógłby pomyśleć, że pochodzą nie z 1970 roku, lecz sprzed kilku lat. Rysunki Carpiego są już o klasę gorsze, znaczniej mniej w nich dynamiki, a także kaczki są kadrowane w trochę innych sposób, mniej jest zbliżeń, więcej dalszych planów. Na szczęście poza detalami, style obu rysowników nie różnią się aż tak i nie czuć żadnego dyskomfortu związanego ze zmianą kreski pomiędzy rozdziałami.
Gigantycznym problemem wielu przedruków starych włoskich komiksów są fatalne materiały źródłowe. Tak samo było z 5. rozdziałem cyklu (Cóż to był za byk), który kilka lat temu był wydany ze starym kolorowaniem. Inaczej jest w Dynastii, ponieważ cały cykl Scarpy, Martiny i Carpiego posiada świetnie wykonane nowe kolorowanie. Komiksy są odrestaurowane bardzo dobrze, dotyczy to zarówno kreski jak i kolorów, dzięki czemu czytelnicy mogą podziwiać pełnię możliwości włoskich rysowników.
Wielkie brawa należą się także dla tłumacza, ponieważ Z dziejów Kaczego Rodu nie jest prostym komiksem do przetłumaczenia. Tłumacz nie tylko musiał znać komiksy Disneya, doskonale język włoski, ale także musiał wykazać się inwencją w tworzeniu imion poszczególnych przodków i stosować je od początku do końca komiksu, co przy licznych nawiązaniach, mogło być problematyczne. Także wszystkie żarty, gagi czy nawiązania historyczne są przetłumaczone poprawnie. W tłumaczeniu nie dostrzegłem żadnych błędów, a tekst jest napisany niezwykle lekko i nowocześnie. Czasem (co spotkało m.in. Podwójny sekret Fantomena) tłumacze starali się na siłę archaizować stare włoskie komiksy, co nie przynosiło pozytywnych efektów.
Podsumowując, sądzę że Z dziejów Kaczego Rodu to jedna z najlepszych włoskich serii komiksów Disneya. Komiks o historii Kaczej Rodziny jest doskonałą historią, pełną ciekawych postaci, interesujących przygód, zabawnych gagów, a przy tym został doskonale narysowany przez włoskich mistrzów kaczych historyjek. Znacznie bardziej podobała mi się pierwsza połowa historii, choć finał także bardzo przypadł mi do gustu. Pewną wadą jest też schematyczność niektórych historii, choć zwykle poszczególne historyjki zaskakują zakończeniem.
 

Tom z serią Z dziejów Kaczego Rodu jest dostępny w kioskach do końca sierpnia.
źródło ilustracji: materiały własne, Inducks

Komentarze

  1. Jeden z najlepszych komiksów Disneya? Niestety nie mogę się zgodzić, seria mnie rozczarowała. Po pierwsze bije z niech schematyczność: w niemal każdym komiksie Bracia Be lub Kwakerfeller próbują Sknerusowi i jego rodzinie w niezbyt pomysłowy sposób zaszkodzić. Historie są za krótkie i praktycznie nie mają zakończeń, chyba że za takie można uznać wepchnięcie łącznika, żeby ta część kleiła się z następną. No i najgorszy mankament: ci przodkowie to po prostu współczesne kaczki przeniesione w czasie. Taki brak oryginalności aż boli. Barks jakoś potrafił stworzyć np. Zgryzika. Jedyne plusy to chyba świetne rysunki oraz interesujący pomysł ze skrzynią na Księżycu. Niezgodności z kanonem nie będę się czepiać, to Włosi :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest to jeden z najlepszych komiksów Disneya, jest to jedna z najlepszych serii. Pod tym względem bije na głowie praktycznie wszystko seryjnego co stworzyli włosi.
      Teraz w ogóle zauważyłem, że Zgryzik (w polskiej wersji) to zarówno imię przodka Sknerusa z komiksu Barksa, jak i Scarpy ("Kaczogród" 1).
      Odnośnie powtarzalności komiksu - też mi to przeszkadzało szczególnie w 5. i 6. rozdziale. Postaci w poszczególnych epokach miały być podobne, bo taka była konwencja serii. Czasem to była zaleta, czasem wada.

      Usuń

Prześlij komentarz