Kacze Opowieści: Łuu-u! - recenzja odcinka i polskiej wersji

Po ponad pół roku po amerykańskiej premierze także nad Wisłę zawitały nowe Kacze Opowieści. Opinię o pierwszych 10 odcinkach serialu zamieścił już na łamach bloga Maciek Kur, natomiast ja chciałbym się skupić tylko na pierwszym podwójnym odcinku, czyli Łuu-u!, a także skomentować jego polski dubbing.

Przygód moc
Po obejrzeniu pierwszego odcinka nowych Kaczych Opowieści jestem stuprocentowo pewien, że głównym celem, który przyświecał twórcom serialem było zaakcentowanie, że Kacze Opowieści są serialem przygodowym pełną gębą. Przy okazji chciano też przypodobać się fanom klasycznej serii, którzy może nie do końca są przekonani do oprawy graficznej, to na pewno docenią różne nawiązania czy zakończenie odcinka, w którym pojawia się pewna dawno niewidziana postać.
Lecz zanim przejdziemy do przygód, zanim przejdziemy do nawiązań, zanim do zakończenia, widzowie muszą znieść pierwsze 10, może 15 minut, które są wprowadzeniem do serialu. Podczas pierwszego oglądania nie miałem do nich dużych zastrzeżeń, lecz jak drugi raz oglądałem to pierwszy kwadrans odcinka był dla mnie dość nudny. Szkoda, bo sam pomysł na serial jest znakomity. Donald (z nieznanego powodu) tak się obraził na Sknerusa, że się z nim nie widział przez 10 lat, a pewne okoliczności zmuszają ich do ponownego spotkanie. Niestety coś się w tym wszystkim nie kleiło się. Gagi nie są zbytnio śmieszne, a postaci, zamiast ciekawe czy sympatyczne, są trochę irytujące.
Wszystko się zmienia w momencie, gdy siostrzeńcy spotykają Tasię. Po pierwsze - Tasia jest niezwykle ciekawą postacią, odwrotnie niż w oryginalnej serii w której była tylko słodką dziewczynką. Po drugie (i najważniejsze) - od tego momentu kaczki wciągną nas w przygody wir. Bohaterowie udają się do skarbnicy artefaktów Sknerusa i tam czeka ich pierwsza przygoda, a następnie, już na ulicach Kaczogrodu, druga. W tym także momencie serial wzniósł się na wysoki poziom i zaczął mi się naprawdę podobać. Oczywiście, odcinek stał się ciekawy ze względu na ciekawe (czasem też widowiskowe) przygody kaczek, ale od tej sceny także gagi stały się śmieszne, a bohaterów w końcu w jakimś stopniu da się polubić. Widać też, że producenci serialu nie szczędzili grosza, ponieważ scena lotu nad Kaczogrodem wygląda niesamowicie widowiskowo. Pojawia się też scena z Sknerusem nurkującym w pieniądzach, która też wygląda świetnie.
Na koniec pierwszej połowy odcinka twórcy przygotowali dość nieoczekiwany cliffhanger, który według mnie został znakomicie wymyślony. Szkoda więc, że to jedynie jeden z dwóch podwójnych odcinków, które mają się pojawić w pierwszej serii serialu. Połowy odcinka rozdziela czołówka, która zachowuje tekst i długość oryginału, ale też jest pełna nawiązań do obrazów Carla Barksa.
Druga część epizodu to już przygodowa historia pełną parą, która jest według mnie kawałem doskonałej roboty. Są zabójcy Granita Forsanta, jest sam, niezwykle szkocki, Granit Forsant, jest wyprawa do Atlantydy, są pułapki przed wejściem do skarbu i jest ciekawe rozwiązanie zagadki. Na dodatek twórcy, dzięki temu, że pierwsza część odcinka skończyła się wyruszeniem na przygodę, mogli od razu przejść do właściwej akcji.
Nie zabrakło też wzruszających scen czy interesującego morału odcinka, jak dla mnie jedną z ulubionych scen całego odcinka jest pokazanie przez Donalda telefonu z małymi siostrzeńcami. Niezwykle urocze, ale też idealnie charakteryzuje postać Donalda w tym serialu. Także pojawiło się sporo gagów, kilka naprawdę śmiesznych, szczególnie zawsze mnie bawi scena w której Śmigacz mówi po szwedzku.
Z tego co wiem, fani uwielbiają szczególnie ostatnią scenę pierwszego odcinka. Scenę, która jest ogromnym zaskoczeniem dla fanów, ale też zapowiedzią o czym będzie opowiadał pierwszy sezon.
Fani klasycznych serii nie powinni być zawiedzeni ilością nawiązań w odcinku. W pierwszej części odcinka pojawia się wiele nawiązań do seriali animowanych Disneya, a później kilka do Życia i czasów Sknerusa McKwacza Rosy. Warto też zwrócić uwagę, że obrazy wiszące w rezydencji Sknerusa to obrazy autorstwa Barksa, a w garażu Sknerusa może dostrzec wiele przedmiotów związanych z klasyczną serią.
Kilka zdań o charakterach postaci. Według mnie udało się twórcom stworzyć naprawdę ciekawe postaci, w wielu miejscach znacznie ciekawsze od tych z klasycznej serii. Donald i Sknerus to w sumie te same postaci co zawsze, lecz pewne wydarzenie sprzed 10 lat spowodowało, że Sknerus się kompletnie zamknął w sobie, a Donald stał się nadopiekuńczy. Niewiele się zmieniło też w przypadku Śmigacza.
Odnośnie siostrzeńców, wiem że są różne zdania. Ja sądzę, że stworzenie ich jako 3 różnych postaci, bez idealizacji (która występowała w klasycznej serii) było świetnym zagraniem. W nowym serialu to nie Hyzio, Dyzio i Zyzio mają być wzorami do naśladowania, lecz dopiero dzięki Sknerusowi mają stać się lepszymi chłopcami. W sumie, w komiksach, szczególnie tych z lat 40., siostrzeńcy byli strasznymi rozrabiakami, więc pod tym względem jest to powrót do korzeni. Z całej trójki nie podoba mi się do końca Zyzio, który czasami jest strasznie irytującą postacią.
Największa zmiana na lepsze to oczywiście postać Tasi. Ze słodkiej dziewczynki stała się bohaterką z krwi i kości. Jednak czy zrobienie z niej postaci, która całe życie spędzała z domu, bez kolegów było dobrą decyzją? Na razie trudno powiedzieć.

Kwadratura głów siostrzeńców
Jednak to nie scenariusz, lecz głównie warstwa graficzna podzieliła fanów na dwa obozy. Niektórzy nie potrafią znieść stylu grafiki czy animacji, który prezentuje serial. Jest on znacząco odmienny od tego znanego z oryginalnej serii, postacie są bardziej kwadratowe, kanciate, natomiast kolory są bardziej przygaszone, trochę przypominające te z komiksów. Słyszałem też wiele krytyki do animacji, która powinna być bardziej płynna. Wiem też, że wielu osobom taki styl się spodoba.
Ja natomiast sądzę, że nowe Kacze Opowieści pod względem graficznym mają swoje zalety jak i wady. Sam styl teł czy koncept graficzny całego serialu mi się podoba. Nie twierdzę, że jest lepszy czy gorszy od tego znanego z klasycznej serii, ponieważ jest po prostu inny. Bardzo mi się podoba, że twórcy nie kopiują wprost stylu z jakiegoś innego dzieła, lecz na bazie wielu doświadczeń, czy to pomysłów zaczerpniętych z innych seriali czy z komiksów, stworzyli swój własny, który akurat tutaj pasuje. W odcinku widzimy kilka grafik autorstwa Carla Barksa, który jak się okazało, idealnie pasują do klimatu czy też warstwy graficznej serialu.
Trudno mi ocenić poziom animacji, ponieważ, przyznaję się, nie jestem od niej specjalistą. Wydaje mi się jednak, że czasami nie jest do końca płynna, a także niektóre sceny są trochę ubogie graficznie. Jednak i tak sądzę, że Kacze Opowieści mają jedną z lepszych animacji wśród ostatnio tworzonych seriali.
Największym jednak według mnie i w sumie jedynym poważnym problemem są... głowy siostrzeńców, czyli Hyzia, Dyzia i Zyzia. Jeżeli w przypadku Sknerusa czy Donalda, wydaje mi się, że twórcy trochę inspirowali się komiksami Hubbarda, który słynął z dość kanciatych rysunków (ale przy tym niezwykle dobrych), to w przypadku Hyzia, Dyzia i Zyzia twórcy stworzyli te postaci od podstaw i coś po drodze nie poszło. Pomysł by rozróżnić ich także po wyglądzie był dobry i współgra z charakterami postaci. Niestety ktoś wpadł na pomysł by mieli wielkie kanciate głowy. Jeżeli ich kwadratura mi osobiście nie przeszkadza aż tak bardzo, to ich rozmiar już tak. Warto zwrócić uwagę, że taka Tasia ma ciut mniejszą głowę (+ dłuższe włosy) i już wygląda znacznie lepiej.

Robaczewski rządzi!
Akurat tak mam, że zawsze najbardziej martwię się o polski dubbing. Niezbyt lubię oglądać seriale animowane po angielsku, choć w przypadku nowych Kaczych Opowieści oryginalna wersja też wypadła naprawdę dobrze. A polska? Mam pewne zastrzeżenia, ale ogólnie pracownicy SDI Media Polska naprawdę dobrze się spisali.
Według mnie największą zaletą polskiego dubbingu Kaczych Opowieści jest Marek Robaczewski grający Sknerusa. Choć na początku miałem drobne wątpliwości czy sprawdzi się jako kaczogrodzki miliarder, to jednak geny zobowiązują i jest idealnym Sknerusem. Nie wiem czy nawet nie lepszym od swojego ojca. W jego głosie czuć i starość, i skąpstwo, ale też młodość, chęć przygód, czy też dobroć dla rodziny. Według mnie jest idealnym Sknerusem. Drugą ogromną zaletą dubbingu jest Magdalena Krylik dubbingująca (tak samo jak dekadę temu) Tasię. Niby ta sama postać, ale zupełnie inna, a głos nadal idealnie pasuje.
Przejdźmy do gorzej zdubbingowanych postaci. W przypadku siostrzeńców z głosami jest różnie - Dyzio ma dobrze dobrany głos, Hyzio trochę zbyt męski, natomiast Zyzio według mnie ma ciut za bardzo skrzeczący. W pierwszych reklamach strasznie nie podobał mi się polski głos Śmigacza, ale po obejrzeniu odcinka, z każdą kolejną minutą coraz bardziej się do niego przekonuje. Najbardziej zawiódł mnie Granit Forsant, którego dubbinguje Steciuk. Czuję, że aktor stara się, stara i stara, ale niezbyt mu wychodzi to. Także zawiódł mnie Boberek, który raz potrafił powiedzieć dialog w zrozumiały sposób (ale nadal kwaczący), a w innej scenie tak kwakać, że trudno stwierdzić co mówi.
W piosence tytułowej użyto oryginalnych słów Filipa Łobodzińskiego. Jedynym zastrzeżeniem do piosenki tytułowej może być fakt, że tylko u nas była śpiewana przez mężczyznę, a nie prze kobietę.
Jednak dubbing to nie tylko głosy, ale też dialogi, które zostały napisane na najwyższym poziomie. W pierwszej części odcinka sypią się nawiązania do klasycznych seriali Disneya, pojawiają się nazwy Port Monet, Port Suzette, St. Cannar, Burekville, a także nazwy pochodzące z komiksów jak imiona rodziców Donalda czy Ponure Wzgórza, miejsce z którego pochodzi Sknerus. Wszystkie tłumaczenia, poza jednym, zgadzają się ze wcześniejszymi serialami czy komiksami. Jedyne niepasujące to Podręcznik Młodego Skauta, który powinien być Poradnikiem.
Bardzo mi się podobało, że dialogi były napisane z ogromnym wyczuciem. Wszystkie gagi, które kojarzę, były napisane naprawdę dobrze, a także, w przypadku siostrzeńców, nie silono się na jakieś młodzieżowe wstawki, które zwykle średnio wychodzą. Choć pewnie da się znaleźć w tłumaczeniu drobne wady to ogólnie prezentuje ono bardzo wysoki poziom. Mi szczególnie w pamięć zapadł jeden fakt, Granit Forsant, gdy wyczytuje Donald to mówi Donald Kaczor, czyli najpierw imię, potem nazwisko. Drobny szczegół, ale tyle radości.

Podsumowując, uważam że pierwszy odcinek nowych Kaczych Opowieści to solidny kawał dobrej roboty wykonanej i przez twórców serialu, jak i polskiej wersji językowej. Można mieć zastrzeżenia czy to do animacji, czy to do poprowadzenia fabuły w początkowej części, ale ostatecznie Łuu-u! jest naprawdę dobrym odcinkiem przygodowym jak i ogromnym hołdem dla fanów klasycznej wersji czy też komiksów. A polska wersja serialu została zrobiona nie gorzej od oryginalnej.
Polecam, polecam, polecam!
Ocena: 8,5/10

Przy okazji zachęcam do pisania opinii o odcinku zarówno w komentarzach jak i na Facebooku, planuję by w ciągu kilku dni pojawił się post z waszymi opiniami.

 Źródła ilustracji: materiały prasowe - Disney Channel, Disney, Polski Dubbing Wikia

Komentarze

  1. Zgadzam się z niemal każdym zdaniem recenzji, ale mam pytanko - czy nowe odcinki Kaczych Opowieści będą się pojawiać na Disney Channel raz na tydzień czy z inną częstotliwością?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejne odcinki będą emitowane od 9 kwietnia w tygodniu. Na razie planowana jest emisja 8 odcinków (wszystkie wyemitowane na razie w USA) w dniach 9-13 oraz 16-18 kwietnia.
      Więcej informacji: http://www.komiksydisneya.pl/2018/03/kacze-opowiesci-szczegoy-emisji-na.html

      Usuń
  2. Ja powiem tak, że zdania w pewnych kwestiach nie zmieniłem. Nadal należę do obozu, który twierdzi, że nowa oprawa graficzna po prostu jest daleko w tyle w stosunku do tej starej. Przy czym nie jest na tyle obrzydliwa (choć nie wiem czy to dobre słowo), żeby serial od razu skreślić, bo idzie się do niej przyzwyczaić i nawet ją polubić. Animacja - jak dla mnie jest w porządku, podczas sensu nie miałem wrażenia, żeby była mało płynna. Pod względem scenariusza jest po prostu bosko - pełen nawiązań, przygodowego klimatu i z poprowadzoną główną linią fabularną serialu. Ogląda się to po prostu jednym tchem i nawet początek odcinka nie wydawał mi się nudny i nie dłużył się. Przejdźmy do kolejnej spornej kwestii, a więc siostrzeńców. Wciąż uważam, ze rozdzielenie ich charakterów było zabiegiem zbędnym. Nie uważam, że nie jest to dobry pomysł na potrzeby tej serii, ale dużo bardziej trojaczki podchodzą mi w swojej starej odsłonie - nadają serii więcej uroku i sprawiają, że czasem można nawet wynieść jakąś dodatkową wiedzę. Prawdopodobnie gdyby stała się to tendencja wielu twórców komiksowych nie zniósłbym tego, ale w jednym serialu zdaje to egzamin. To do czego mam prawdziwe zastrzeżenia to ich kwadratowe głowy, które wyglądają po prostu źle. No i miny Zyzia w niektórych momentach (zwłaszcza gdy się zapauzuje) wyglądają jakby właśnie sobie co nieco wypalił... prócz tego nie jest źle. Na początku nie byłem przekonany do Tasi i obrócenia jej charakteru o 180 stopni. Odbierałem to jako całkowite oderwanie się od oryginału (nawet jej stary design w jednej senie jest przebity strzałą tak jakby twórcy mówili - zabiliśmy Tasię którą znałeś) i niezbyt prawdę mówiąc mnie to przekonało; spodziewałem się postaci bardzo irytującej. Wielkie zaskoczenie, bo to jedna z lepszych i ciekawszych postaci z nowej odsłony. W przeciwieństwie do jej radykalnej zmiany Śmigacz to chyba jedna z najwierniej odwzorowanych postaci ze starej serii - może wygląd trochę inny, ale patrzymy się na niego i już wiemy, że to przecież ten sam stary Śmigacz. Nawet jego głos (który na początku mi się nie podobał) tak jak w twoim przypadku coraz bardziej pasuje mi do tej postaci. Nadal nie jest to poziom z poprzedniej serii, ale nie mam do niego zarzutów. No i możemy w takim razie przejść do polskiej obsady, która wypadał genialnie. Zawsze wierzyłem w nasz dubbing i i tym razem nie nie zawiodłem. Wcześniej pisałem na temat Sknerusa czy nie lepiej wypadłby Jerzy Złotnicki. Chyba muszę to odszczekać, bo Robaczewski Jr. wypadł genialnie, a w niektórych momentach brzmi nawet podobnie do swojego staruszka (np. jak krzyczy "Mój skarbiec!") - geny zobowiązują! Kapitalna robota! Reszta obsady wyszła też świetnie. Ja osobiście miałem problem ze zrozumieniem Donalda jedynie w dwóch scenach, a pewnie jakbym się wsłuchał to nie miałbym z nimi większego problemu. Przechodząc do Forsanta... nie był zły. Steciuk daje radę. Nie jest to dubbing tak dobry jak w starej serii, ale nie jest tak że nie pasuje. Mógłby brzmieć trochę starzej i byłoby idealnie. Jedyne na co muszę się poskarżyć to Pani Dziobek. Nie chodzi mi tu o dubbing, bo ten jest w porządku, ale nie podoba mi się jej nowy design i charakter (zdecydowanie zbyt agresywna). Można na to jednak przymknąć oko. Gagi? Fakt nie było ich jakoś dużo, ale na paru scenach można było się uśmiechnąć, a prezentowany humor nie jest płytki. Podsumowując "Łuu-u!" to powrót w wielkim stylu, z przygodowym klimatem, przy którym nie nudzić się będą ani dzieci, ani dorośli - seria ma moją pełną rekomendację i czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Co prawda, wyraziłem swoją opinię już w innym wątku (i nie potrafię jej teraz stamtąd usunąć), ale skoro tu autor postu zachęca do komentowania, pozwólcie, że przytoczę ją jeszcze raz:


    No i jesteśmy po emisji pierwszego odcinka po polsku. Jak kilka lat temu usłyszałem, że wznawiają serial byłem wniebowzięty. Natomiast teraz mogę powiedzieć, że jestem rozczarowany.

    Osobiście nie podoba mi się styl. Po co zmieniać kreskę na inną niż obecnie "panuje" w komiksach? Nawet żonie, która nie jest fanem KO, a jest czasami "zmuszona" oglądać stare odcinki ze mną, powiedziała jaki ten serial jest brzydki, a postaci kanciaste. I tu przechodzimy do jeszcze jednej rzeczy. Jak sobie przypomnę pierwszą emisję bajki w polskiej TV, to wygląd serialu wówczas nie mógł się chyba z niczym równać. Wystarczy sobie popatrzeć na choćby Baltazara Gąbkę czy Bolka i Lolka (oba seriale też lubię – żeby nie było i wiem jakie miały budżet) i od razu widać jakie KO były śliczne. A tu? Mam wrażenie, że jest to ogromny krok wstecz, zarówno wobec starego serialu jak i obecnych bajek.

    Druga sprawa, która tak samo mnie odraża to charakter i zachowanie siostrzeńców. Są oni bezczelni, chamscy i promują inne negatywne cechy, z których najgorszą z nich jest moim zdaniem kłamstwo. W pamięci utkwił mi cytat: Kłamstwo to nowoczesna odpowiedzialność! Normalnie musiałem sobie to jeszcze raz puścić, bo nie uwierzyłem za pierwszym razem. Idąc dalej tym poziomem, to nawet "walą" do Sknerusa na Ty. Akurat niedawno TV6 emitował "Pokonaj ten lęk" i od razu skojarzyłem, że tam także przedstawione były podobne cechy, tyle tylko że w kontekście odcinka było to przeciwieństwo trojaczków, coś co wywoływało strach u Sknerusa. Rozumiem, że autorzy chcieli nadać im charakteru, zrobić z nich bardziej "cool", ale uważam że obrali złą ścieżkę. Uważam, że dawni siostrzeńcy też byli "cool" i nie stosowali przy tym żadnych negatywnych zachowań. Z tego też powodu, nie chciałbym żeby moje dzieci oglądały ten serial i brały przykład z chłopaków (a pamiętam, że ja brałem przykład będąc dzieckiem i oglądając oryginalny serial).

    Spodobało mi się natomiast nawiązanie do komiksów i dawnych odcinków. Sarkofag Kahufu, lampa Aladyna, szkielety dinozaurów, Armstrong, na upartego włócznia Hektora, czy moneta z Złotych Słońc to tylko jedna scena w garażu i myślę, że każdy znajdzie swoje prywatne easter eggi.
    Co do dubbingu, to moim zdaniem jest ok. Oczywiście nic nie przebije oryginału, ale tu nie mam zastrzeżeń.

    Wiem, że nie wypada oceniać serii po emisji pierwszego odcinka, ale widziałem także kolejne po angielsku i wiem, że raczej nic więcej się tu nie zmieni.
    Na końcu zostawiłem sobie pytanie, czy chcę oglądać takie KO? Nie, nie chcę. Dla mnie taki reboot mógłby w ogóle nie powstać. Dla mnie te kilka zalet nie jest w stanie zneutralizować ogromnych wad jakie ma serial.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak to, że walą do Sknerusa na ty też niezbyt mi się podoba, wystarczyło by dodać wujku przed i od razu lepiej by to brzmiało ;)

      Usuń
    2. Moim zdaniem, największą wadą nowego serialu (poza wspomnianym chamstwem siostrzeńców i ich zbyt wielkim luzactwem), jest mało interesująca ściezka dźwiękowa. W dawnym serialu z lat 80-ych, muzyka była po prostu boska; tu niestety nie ma nic szczególnie wpadającego w ucho.

      Usuń
    3. Nie oglądałam starej wersji KO, nie wiem czy byłam za młoda (urodzona 94) czy nie miałam kanału więc do serialu nie mam porównania. Za to sporo komiksów przeczytałam i chyba też mogę oceniać. Styl graficzny jest rzeczywiście inny ale nie brzydki tylko bliżej mu do stylu współczesnych kreskówek które też na bieżąco oglądam (i tak jest mniej "brzydki" niż krótkie animacje z Mikim które Disney wypuścił w 2003). Podejrzewam, że stary niezbyt by się teraz sprawdził. Tak samo charaktery chłopców daję na plus. Co sprawdza się w komiksie niekoniecznie przejdzie w kreskówce. Gdyby byli bardziej idealni byliby mdli. Dodatkowo, nie każda rzecz która jest animowana jest skierowana do małych dzieci i np mi się podoba że nie są tylko "wzorami do naśladowania", bo dzięki temu lepiej mi się ogląda. Co do pozwalania dzieciom oglądać i wzorowania się to chyba rodzice powinni wychowywać a nie bajki. Jak dziecko nie potrafi rozróżnić prawdy od fikcji to trzeba je tego nauczyć a nie zabraniać.

      Usuń
    4. Co do starych kaczych opowieści, chciałem je obejrzeć parę miesięcy temu. Przed obejrzeniem nowej wersji tej kreskówki. Jako, że wcześniej nieoglądaniem tego serialu bo nie załapałem się na emisję w telewizji. I po 10 odcinkach poddałem, nie da się tego oglądać niestety. Siostrzeńcy to trzy bezbarwne kolny, Tasia to najdurniejsza postać Kaczogrodzie, tylko Sknerus dawał radę.
      I nie tylko ja tak mam, jeśli ktoś nie ma nostalgii do starych kaczych opowieści raczej powinien ich unikać, za to prawdopodobnie nowe mu się spodobają, bo serial nie jest kierowany tylko do dzieci ale też do osób które oglądały kacze opowieści jako dzieci jakieś 30 lat temu, a teraz pewnie nie przetrawiły by tej starej formuły.

      Usuń
    5. Odcinek i cały projekt odbieram niezwykle pozytywnie. Animacja mi się podoba. Przypomina mi trochę serial Myszka Miki.

      Usuń
    6. Uważam stare Kacze Opowiesci za najlepszy serial animowany w historii telewizji. Nowej wersji, mimo wszystkich jej zalet, daleko do oryginału.

      Usuń

Prześlij komentarz