Powrót do Kaczogrodu! - recenzja pierwszych odcinków nowych "Kaczych Opowieści"

W ciągu ostatnich kilku miesięcy na antenie amerykańskiego Disney XD wyemitowano 10 pierwszych odcinków nowych "Kaczych Opowieści". W związku z przerwą w emisji jak i zbliżającą się polską premierą serii chciałbym zaprezentować recenzję Macieja Kura, który opisuje swoje wrażenia po pierwszych odcinkach. Co mu się spodobało, a co nie do końca? Odpowiedzi na pewno znajdziecie w tekście.

POWRÓT DO KACZOGRODU!
Autorem artykułu jest Maciej Kur, scenarzysta, animator, a także fan komiksów Disneya
Kacze Opowieści to serial z którym wiążę wiele wspaniałych wspomnień. Gdy pierwszy raz emitowano serial w Polsce to chodziłem jeszcze do przedszkola, jednak potem oglądałem w kółko nagrane na VHSie odcinki. Każda Opowieść budziła u mnie dreszczyk emocji, jakbym oglądał ją za pierwszym razem. Tu Donalda opętał duch faraona, tu Kaczki szukają złotego runa, tu Sknerus musi przetransportować Atlantydę by wygrać konkurs z Forsantem (ma sens w kontekście odcinka) i wreszcie był ten w którym Sknerus i Magika walczą o magiczną harfę. I jeszcze ten gigantyczny kamienny Minotaur pod wodą… brrr… strach się bać.
Do nowych „Kaczych Opowieści” starałem się nie być nastawiony sceptycznie. Nowe wizerunki postaci zaprezentowane w zapowiedziach nie wadziły mi z tego samego powodu dla którego nie przeszkadza mi różnica w kresce pomiędzy Marco Rotą a Fabio Celonim, czy między Vicarem a Flemingiem Andersenem. Sam fakt, że chcą wznowić tę serię nie był dla mnie szczególnym zaskoczeniem, szczególnie po ogromnym sukcesie gry komputerowej parę lat wcześniej. Była prosta, ale dopieszczona, ładnie uchwycono klimat i humor serialu, a nawet zadano sobie trud ściągnięcia oryginalnej obsady. Gra istniała tylko po to by wywołać nostalgię u odbiorcy, ale robiła to perfekcyjnie. Byłem pewien, że jeśli ludzie od serialu podejdą z w połowie podobną pasją do tworzenia serialu to będzie naprawdę dobrze.
Z zniecierpliwieniem obejrzałem pilotażowy, podwójny odcinek nowych Kaczek i… olśnił mnie. Nie będę się znacznie rozpisywał o fabule Woo-oo!, lecz tak w skrócie - Wiecznie goniący za pracą Donald musi zostawić siostrzeńców ze Sknerusem. W pierwszej połowie odcinka chłopcy poznają Tasię, wnuczkę gosposi Sknerusa i przypadkiem uwalniają różne potwory zamknięte w zgromadzonych przez wujka artefaktach. W drugiej (znanej też jako Escape To/From Atlantis) Kaczory ruszają szukać Atlantydy, w wyprawę próbuje namieszać arcywróg Sknerusa - Granit Forsant. Ot prosta przygoda, ale odcinek bardziej służy do wyeksponowania postaci i pokazania o czym będzie seria: o przygodach, tajemnicach, raz pod wozem, raz na wozie – to za co kochamy Kaczki.
Jasne, w serialu są pewne zmiany względem starej serii, nie mówiąc już o pierwowzorze komiksowym. Sknerus nie ma już lokaja (tę funkcję objęła jego gosposia Pani Dziobek), Skarbiec znajduje się teraz na wyspie w zatoce Kaczogrodzkiej, a każdy z siostrzeńców różni się nieco wyglądem i charakterem. Na szczęście na każdą modyfikację dostajemy tuzin oczek dla fanów – tu obrazy Barksa, tu nawiązanie do drzewa genologicznego Rosy, tu pojawia się pewna długo wyczekiwana przez fanów postać, której nie zdradzę imienia… To prawie jakby scenarzyści chcieli powiedzieć Nie martwcie się, też kochamy oryginał. Wiemy co robimy. Zaufajcie nam proszę.
I rzeczywiście. O ile można się czepiać co zmieniono, łatwo przeoczyć co zostało odtworzone idealnie. Sknerus jest taki jak go lubimy, a David Tennant to idealne zastępstwo dla świętej pamięci Alana Younga. Ma temperament, ale ciągle włada nim duch przygody i ma ciepłą stronę. Twórcy wprawdzie chcą wyeksponować go przede wszystkim jako ekscentrycznego miłośnika przygód, przez co dowcipy o jego skąpstwie pojawiają się rzadziej, ale ciągle nienawidzi bumelanctwa i cenni sobie ponad wszystko ciężką pracę, więc wszystko wydaje się być na miejscu. Śmigacz jest  wypisz-wymaluj jak go pamiętamy. Nie tylko pełni rolę pilota, ale dodatkowo szofera i kapitana statku, co ma wiele potencjału i jest dobrym pretekstem by był zawsze pod ręką McKwacza.
Donald, wreszcie, jest idealną kombinacjaą wersji komiksowej i wersji z kreskówek. Jego troska i poświęcenie wobec siostrzeńców są zwyczajnie rozczulające, a ataki furii, których dostaje ilekroć chłopcom coś grozi, są zwyczajnie ekstra. Późniejszy odcinek zresztą daje coś czego zabrakło w starym serialu, czyli rywalizacji z Gogusiem (który w tej wersji jest także całkiem trafiony). Donald jest tu zresztą przede wszystkim zaniepokojony, że dzieci mogą brać Gogusia za wzór do naśladowania, co dodaje konfliktowi dodatkowej głębi.
Postacie dzieciaków różnią się już znaczniej. Hyzio, Dyzio i Zyzio w pewnym stopniu zawsze odzwierciedlali co dzieci kręciło w danej epoce. Tu wszystkie dzisiejsze stereotypy zrzucono na zakochanego w swoim smartfonie Zyzia. Wydaje się to trafniejszym rozwiązaniem, niż gdyby miała ucierpieć na tym cała trójka (jak miało to miejsce np. w Kaczej Paczce). Hyzio jest więc wzorowym Młodym Skautem, a Dyzio wiecznie szukającym kłopotów urwisem. Ich dialog jest wprawdzie przesiąknięty współczesnymi manieryzmami i można się spierać na ile to ciągle te same postacie, ale w moim odczuciu kaczorki są całkiem okej. Trochę raził mnie fakt, że chłopcy od czasu do czasu zwracają się do Sknerusa po imieniu (bez wujku) ale ten nawyk pojawia się chyba tylko w pilotażowym odcinku. W dalszych nawet Gogusiowi mówią per wujku.
Zmiana charakteru postaci Tasi jest z kolei strzałem w dziesiątkę. Wiem, że oryginał ma swoich fanów, jednak bądźmy szczerzy: przez większość czasu jej charakter kończył się na byciu słodką dziewczynką. Co gorsza większość odcinków z nią miało schemat pt. Chłopcy nie chcą się bawić z Tasią bo jest dziewczynką, ale na koniec Tasia jakoś ratuje sytuację i już ją lubią. Ładne przesłanie na raz, na dłuższą metę wydaje się to dawać wręcz wtórny efekt. Tutaj nie tylko wojna płci została kompletnie porzucona i chłopcy traktują Tasię na równi od samego początku, ale postać jest teraz zwariowana, pełną żywiołu i nieco obsesyjna. Wprawdzie na początku wydawała się klonem Mejbel z Wodogrzmotów Małych, ale szybko jej postać poszła w kompletnie inną stronę. Ponieważ Tasia całe życie spędziła wychowywana przez babcię w willi, nie zawsze potrafi się zachować wśród ludzi i czuje się społecznyn dziwadłem – co służy zarówno humorowi, jak i skrywa głębszy problem, z którymi dzieci będą mogły się utożsamić. Owa niezręczna cecha pozwala także Tasi zachować wiele niewinności pierwowzoru. W późniejszych odcinkach pojawia się też nowa koleżanka Tasi - Lena, której wątku nie zdradzę, ale powiedzmy, że jest szalenie interesujący i ucieszy bardzo wielu fanów.
Wracając jednak do pilota, według mnie był idealnym odświeżeniem Kaczych Opowieści dla nowego pokolenia. Dobry humor, urokliwa fabuła, a dodatkowo zakończenie budzące spore zaciekawienie… Niestety, im dalej w las, tym bardziej z każdym odcinkiem zaczęły wychodzić na wierzch pewne wady serialu. Dawne Kaczki pamiętam za ich niezwykły przygodowy klimat – wystarczy spojrzeć na spektakularną scenę w czołówce, w której Sknerus ucieka z rozpadającej się świątyni. Muzyka często była iście epicka, a odwiedzone miejsca tętniły atmosferą, tajemnicą i osobowością. Wreszcie – wszystko wydawało się naprawdę ogromne!
W nowym serialu, twórcy nie wydają się przykładać do tych aspektów specjalnej wagi. Wszystko wydaje się chwilami dosyć kameralne, nawet skarbiec Sknerusa, który powinien być ogromnym jeziorem pełnym pieniędzy, wydaje się być dziwnie wąski. Bardzo często dostajemy lokalizacje, gdzie dominuje tylko jeden kolor, który nie tylko nie jest najciekawszy i jest ciemny, ale wywołuje pewną nutkę monotonii. Na dodatek w przygodach nie czuć aury mistyczności. Nawet w pilocie klejnot Atlantydy, którego kaczki szukają, po prostu sobie jest i Sknerus chce go sobie znaleźć – brakuje jakiejś legendy, która zbudowałaby atmosferę i dodałaby przygodzie wagi.
Warto jednak zwrócić uwagę, że animacja jest ciągle na wysokim poziomie. Od czasu do czasu dostajemy jakąś naprawdę fajną scenę akcji, niestety większość czasu ustępują one komediowym wstawkom. Nic nie szkodzi, ponieważ często przyprawiają one o ból brzucha, ale niestety są też gagi, które lepiej szybko zapomnieć. Jestem za tym by stare postacie konfrontowały się z współczesnym światem i dowcipy o dzisiejszej technologii, mediach społecznościowych czy trendach są jak najbardziej na miejscu. Tutaj ilekroć pojawiają się takie motywy to są często wyjątkowo wymuszone i zwyczajnie nieśmieszne.
Granit Forsant choć jest zabawny, wydaje się być bardziej karykaturą Forsanta, którego znamy. Wszystko co robi musi być prześmiewczo szelmowskie i bardziej wygląda na niekompetentnego naśladowcę, którego McKwacz musi cierpliwie tolerować, niż godnego przeciwnika. Scenarzyści wydają się też chwilami przesadzać z absurdalną głupotą Śmigacza. Choć McKwak nigdy nie grzeszył mądrością, ale był bardziej rozwiniętą postacią z innymi zaletami. W nowym serialu z jednej strony miewa najlepsze teksty, z drugiej chwilami bardziej przypomina Homera Simpsona. Znacznie większe zastrzeżenia mam za to do nowego Diodaka. Głos Jima Rasha uważam za idealny i rozumiem, że chcieli tę postać udynamicznić, ale sądzę, że poszło to w zupełnie złą stronę. Fajnie, że uczynili Diodaka bardziej zwariowaną i dynamiczną postacią, lecz dodatkowo jest egocentrykiem podirytowanym wszystkim dookoła. To jak kompletne przeciwieństwo postaci wynalazcy jaką znamy z komiksów czy klasycznego serialu!
Wreszcie – w pewnym momencie zacząłem odczuwać niedosyt występów Sknerusa, teoretycznie głównej postaci serialu. Pod rząd dostaliśmy kilka odcinków, gdzie zostaje zepchnięty do roli pobocznej, albo nie pojawia się wcale. Nie winię tu jednak scenarzystów, a kanał Disney XD, który namieszał w kolejnośco. Na przykład The Impossible Summit of Mt. Neverrest, który powinien być czwartym odcinkiem, został wyemitowany jako dziesiąty z kolei. Liczę zresztą, że w Polsce odcinki zostaną puszczone w poprawnej kolejności.
Nie chciałbym, żeby recenzja wypadła zbyt krytycznie. Prawdę mówiąc jedyny odcinek, który szczerze mi się nie podobał to Infernal Intership of Mark Beaks – pomysł, że Sknerus i Forsant mają wspólnego wroga w postaci nowoczesnego milionera Marka Beaksa parodiującego Steve’a Jobsa i Billa Gatesa uważam za kapitalny! Niestety zostaje zupełnie niewykorzystany! Współpraca dwóch wrogów zostaje ograniczona do kilku banalnych żartów, które nie prowadzą do niczego, wymuszone współczesne akcenty, o których wspominałem, tym razem dominują w odcinku, a sama intryga była banalna w porównaniu z odcinkami klasycznych Kaczych Opowieści. Nawet motywacje postaci wydają się zbyt płytkie – Sknerus chce się pozbyć Beaksa z klubu miliarderów, bo go irytuje, że puszcza zbyt głośną muzykę. A czy nie byłoby lepsze jakby w nim widział zagrożenie dla swojego imperium finansowego?
Z drugiej strony są odcinki takie jak House of Lucky Gander, Impossible Summit of Mt. Neverrest, Beagle Birthday Massacre czy Terror of the Terra-Firmians, które pozostawiły u mnie same pozytywne odczucia, tętniły pomysłowością, świetnie wykorzystały charaktery postaci, trzymały w napięciu i nawet miały przebłyski przyjemnego klimatu. Innego niż dawne Kacze Opowieści, ale ciągle fajnego. Jak się wszystko rozwinie zobaczymy dalej.
Osobiście jestem optymistą i liczę, że pewne wpadki są tylko chwilowymi czkawkami, serialu, wynikającymi z prób scenarzystów i reżyserów, eksperymentujących metodą prób i błędów by znaleźć złoty środek. Cieszy mnie jednak, że kolejne pokolenie będzie dorastać z tymi wspaniałymi postaciami, co być może zachęci je do sięgnięcia do komiksowych pierwowzorów. Nie nastawiam się jednak, że serial nagle wyskoczy z jakąś adaptacją historii Barksa czy Rosy. Zamiast odgrzewać kotlety wolę oglądać nowe historie i podziwiać bohaterów stawianych w zupełnie nowych sytuacjach… Oczywiście jeśli w kolejnych sezonach serialu pojawi się Kaczencja, Dziobas, Kwakerfeller czy siostry Sknerusa nie pogniewam się ani trochę. Imiona sióstr Sknerusa pojawiają się zresztą na tablicy w pilotażowym odcinku, więc wszystko jest możliwe.

źródła ilustracji: ohmy.disney.com, ign.com, youtube.com

Komentarze

  1. Racja, "Infernal Intership of Mark Beaks" nie był do końca udanym odcinkiem. Nie podobało mi się, że Dyzio tak chciał być stażystą Beaksa. Jego powód był po prostu niezrozumiały. Srednio mi się podobał running joke z telefonem. Za pierwszym razem było to śmieszne, ale potem się to robiło nudne. Goscinny na przykład bardzo dobrze operował running joke'ami w swoich albumach i na każdym razem śmieszyły (najprostszy przykład, jaki przychodzi mi do głowy, kapelusz Colorado Billa z "Miasta Duchów"). Ale największym problemem był wątek z Forsntem i Sknerusem. Nie miał nawet najmniejszego wpływu na akcję i zakończenie odcinka.
    Oczywiście nie uważam tego odcinka za bardzo nieudany. Było kilka dobrych gagów. Na przykład z pizzą albo końcowy z teczką. Ujawnienie projektu "Ta daa" też było bardzo fajne i zaskakujące. Podobało mi się też, że było widać, że Sknerus jest skąpy (nie chciał kupować jachtu). Postać Marka Beak'sa też jest bardzo ciekawa i mam nadzieję, że przyszłe odcinki z jego udziałem, będą bardziej udane.


    Ogólnie nie uważam tego odcinka za bardzo słaby. Ale miał zmarnowany potencjał.

    -Kleszcz-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgodzę się co do zmarnowanego potencjału bo i sam pomysł z Ta-da fajny jak i ogólna postać Beaksa (ten design ładnie się sprawdza w tej animacji). Oglądając trochę script-doctoring mi się włączył i uważam, że jakby wywalić z niego pewne zbędne sceny/przydługie gagi można by było śmiało go przekonstruować na coś znacznie silniejszego :

      Sknerus i Forsant widzą, że o projekcie Ta-da jest głośno w Kaczogrodzie, kolejki inwestorów etc. (coś co w de facto odcinku zupełnie nie jest pokazane tylko wspomniane) Może uświadamiają sobie, że robi pieniądze w tempie szybszym niż oni? Zamiast siedzieć i planować cały odcinek za Sknerus namową Forsanta postanawiają zakraść się do firmy Beaksa i we dwóch podejrzeć co takiego. Hyzio bądź Dyzio zamiast tej akcji z kawą (co przyznam się nie czaję [heh]) ratują Beaks'a pozbywając się tego Orła-sabotażysty. Zjawiają się media zaintrygowane, że ktoś chciał zniszczyć Ta-da i podejrzenie spada na obecnych Sknerusa i Forsanta. Ściga ich policja etc. Oczywiście między dwójką jest teraz spięcie bo Sknerus nie wie czy Forsant naprawdę wynajął Orła czy kłamie, że tak nie zrobił. Równolegle Hyzio i Dyzio muszą zawiesić swoją rywalizację by oczyścić imię wujka (i Forsanta) i próbują przeprowadzić śledztwo, Orzeł powraca i znów łapie Beaksa i reszta odcinka idzie tak samo tylko dowiadujemy się, że Beaks dodatkowo wrobił Sknerusa i Forsanta by zdjąć z siebie podejrzenie i Sknerus i Forsant by jakoś odegrali rolę w finale (w sumie ten żart, że walizka była Forsanta byłby efektowniejszy jakby był na miejscu i widział jak się rozsypują jego pieniądze)

      Taka pierwsza-lepsza przeróbka i nawet nie mówię, że dobra ale ten odcinek byłby naprawdę lepszy jakby bardziej skupili się na budowaniu fabuły, a nie na zbędnych gagach-zapychaczach. Motywacje Dyzia akurat generalnie rozumiem jako dziecięcą chęć rywalizacji z bratem - czyt. chce bo "tak" a nie bo ma to dla niego jakieś znaczenie (co w sumie jest równie dziecinna co chęć rywalizacji Forsanta ze Sknerusem i też jakby zaznaczyli te powiązanie coś by wniosło)

      P.S.
      Generalnie widać, że twórcy starają się dać przynajmniej jeden żart o skąpstwie Sknerusa na odcinek po prostu czasem umykają w tłoku (np. w odcinku "Mt. Neverest" Sknerus wspomina, że nie chciał odciąć liny bo bał się o swoje życie... plus "miał pieniądze w pasie" czy nawet w "Terra-Firmians" przestraszony Śmigacz krzyczy coś w stylu "Nie porywaj mnie! Pan McKwacz nigdy nie da mi wolnego!") Ja wiem, że wiele osób narzeka, że jest tego za mało ale też nie mogę powiedzieć by Sknerus robił coś wbrew swojemu charakterowi (samo pienienie się Sknerusa na nieróbstwo Zyzia czy Gogusia mi wystarczy ;) )

      Usuń

Prześlij komentarz