Przygody kowboja śladami kaczora - Lucky Luke 63 "Most na Missisipi" i 65 "Klondike" - recenzja [Komiksy dla wszystkich]

Egmont cały czas dostarcza kolejne tomy Lucky Luke'a. W ciągu ostatnich miesięcy między innymi zostały wydawane dwa albumy stworzone w połowie lat 90. - Most na Missisipi i Klondike. Jednak czy są to historie warte przeczytania? Odpowiedź na to nie jest tak oczywista.

Parę miesięcy temu opublikowałem post, w którym spostrzegłem pewien niezwykły zbieg okoliczności. Dwa zapowiedziane przez Egmont na luty i kwiecień tego roku tomy Lucky Luke'a - Most nad Missisipi i Klondike, dziwnym trafem przypominają rozdziały Życia i czasów Sknerusa McKwacza. Warto dodać, że albumy zostały opublikowane oryginalnie w 1994 i 1996 roku, czyli tuż po publikacji dzieła Dona Rosy. Nie sądzę jednak, żeby cykl o życiu Sknerusa bezpośrednio wpłynął na serię o przygodach samotnego kowboja, ale może, którychś ze scenarzystów, choćby nieświadomie, przy wymyślaniu pomysłów na kolejne albumy zainspirował się komiksem Rosy.
Oba albumy wychodzą z podobnego założenia. Scenarzyści wzięli na warsztat wybraną postać historyczną oraz związane z nią wydarzenia, a to zostało obudowane fikcyjną historią z udziałem Lucky Luke'a. W przypadku Mostu nad Missisipi głównym bohaterem historii jest James Eads, który chce wybudować most prowadzący z jednej strony Missisipi na drugą. W budowie próbuje przeszkodzić burmistrz miasta, ponieważ zarabia krocie na przeprawie promowej i innych interesach z nią związanych. Natomiast w Klondike istotną rolę ma Soapy Smith, który za pomocą pewnego wynalazku grabi miejscowych poszukiwaczy złota. Na łotra trafia Lucky Luke podczas poszukiwań dawnego znajomego.
Most nad Missisipi jest według mnie całkiem udaną lekturą, co nie jest zaskoczeniem, ponieważ autorzy scenariusza tego albumu - Léturgie i Fauche - przyzwyczaili czytelników do historii, które może nie są tak pełne gagów jak te autorstwa Goscinny'ego, lecz przynajmniej posiadają sprawnie i ciekawie napisaną historię. Podobnie jest w tym wypadku, akcja albumu jest naprawdę ciekawa, świetnie czyta się o kolejnych sabotażach mających na celu storpedować budowę mostu, udało się też wstawić kilka zabawnych gagów pokazujących w jaki sposób burmistrz wyciąga pieniądze od osób przebywających w mieście.
W przypadku Klondike, który został napisany przez Yanna i Léturgie, już jest niestety gorzej. Komiks w wielu momentach jest bardzo "Rosowski", ponieważ główny wróg Lucky Luke'a - Soapy Smith to postać, której pierwowzorem jest Śliski Kręt, a na poszczególnych stronach można zobaczyć podobne sceny jak w sadze o Sknerusie - czy to poszukiwaczy wdrapujących się na przełącz, czy akcję kanadyjskiej konnej policji. Historia jednak wygląda na mocno rozciągniętą do rozmiaru pełnego albumu, a zakończenie jest... ciężkie do opisania. Z jednej strony jest fatalne, ponieważ pewien pomysł mocno zalatuje deus ex machina, z drugiej strony końcowy zwrot akcji jest wręcz doskonały.
Pewna wada niestety dotyczy obu albumów - scenarzyści na siłę postanowili wcisnąć do nich postaci znane z wcześniejszych przygód Lucky Luke'a. Po co - pewnie by przypodobać się starszym fanom, ponieważ spokojnie zamiast powracających postaci mogły się pojawić całkowicie nowi bohaterowie,  a pod względem fabularnym nic by się nie zmieniło. Efekt wstawienia na siłę starych postaci według mnie nie jest lepszy, szczególnie zawodzi występ Żółtodzioba, który jest cieniem własnej postaci. Widać także, że twórcy nie do końca wiedzą co robić z postacią Jolly Jumpera, który w obu historiach pełni dość istotną rolę, choć gagi z nim są bardzo słabe.
Po obu komiksach widać także, że styl Morrisa pogarszał się wraz z każdym kolejnym albumem. Jeżeli jeszcze Most nad Missisipi wygląda całkiem nieźle, choć są to rysunki sporo gorsze niż z najlepszych lat serii, to Klondike bardziej przypomina na szybko zrobiony szkic, który został nieudolnie pokryty tuszem. W coraz to większym stopniu widać także komputerowe gradienty kolorystyczne, które też lekko wybijają z lektury serii słynącej z bardziej standardowego kolorowania.
Jeżeli chcecie przeczytać naprawdę dobrą historię z Luckym Lukiem, to Most nad Missisipi i Klondike do nich raczej nie należą. Wydaje mi się jednak, że pierwszy z wymienionych albumów prezentuje całkiem wysoki poziom i, mimo pewnych wad, jest naprawdę dobrą lekturą. Klondike to niestety znacznie słabszy komiks, pozbawiony ciekawej fabuły i znacznie słabiej narysowany, który jest niczym przy historiach o Sknerusie rozgrywających się w tym samym miejscu.
Ocena Mostu na Missisipi: 7/10, Ocena Klondike: 4/10

Dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska za udostępnienie egzemplarzy recenzenckich.

Lucky Luke 63 - Most na Missisipi
Data premiery: 12 lutego 2020, liczba stron: 48, cena okładkowa: 24,99 zł, format: A4, oprawa: miękka, scenariusz: Yann i Jean Léturgie, rysunki: Morris, tłumaczenie: Maria Mosiewicz, wydawnictwo: Egmont Polska, ISBN: 978-83-281-9691-9
Przykładowe strony:

Lucky Luke 65 - Klondike
Data premiery: 15 kwietnia 2020, liczba stron: 48, cena okładkowa: 24,99 zł, format: A4, oprawa: miękka, scenariusz: Xavier Fauche i Jean Léturgie, rysunki: Morris, tłumaczenie: Maria Mosiewicz, wydawnictwo: Egmont Polska, ISBN: 978-83-281-9807-4
Przykładowe strony:
źródło ilustracji: materiały prasowe - Egmont Polska

Komentarze

  1. Czemu żaden z komiksów przez ciebie recenzowanych nie dostaje nigdy 10/10?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jakiś tom Usagiego dostał.

      Usuń
    2. Ale z drugiej strony nigdy nie widziałem tu oceny na 1, ani na 1,5.

      Usuń
    3. Czasami pisze że jakiś komiks jest the best, i że jest fantastyczny, nie ma błędów itd. i daje ocenę 9,5/10.

      Usuń
    4. 10/10 dostał Usagi 2

      Usuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

Kolekcja Dona Rosy 6 "Rozpuszczalnik uniwersalny" - data premiery

Egmont wraca do albumów z Mikim od Glenatu!

Kaczogród Carla Barksa 11 "Na dalekiej północy" - okładka