Dobre komiksy Disneya #33 - "Kaczki jadą na Zachód" (MGG 51)

Sknerus ma brata... bliźniaka? W świecie starych włoskich komiksów Disneya wszystko jest możliwe, a czasem im komiks dziwniejszy, tym lepszy, co potwierdza historia z nowego "MegaGiga".

Kaczki jadą na Zachód
31 stron
scen. Guido Martina, rys. Giovan Battista Carpi, tusz Giulio Chierchini
wyd. pol. MegaGiga 51: Złota rączka (tłum. Jacek Drewnowski)

Wiecie za co najbardziej uwielbiam komiksy Disneya? Za ich kanon, z którym jest trochę jak z kotem Schrödingera - czasem jest, a czasem go nie ma. Przez lata stworzono tyle historyjek z kaczkami i myszami, że twórcy mogą nawiązywać do poszczególnych komiksów, ale nie muszą. Sknerus może mieć brata, redaktora gazety, albo siostry, nie ma to większego znaczenia. Dopóki charakter postaci się zgadza, to komiks można uznać za kanoniczny. Twórcy dzięki temu mają znacznie ciekawsze możliwości niż w przypadku komiksów superbohaterskich, a ja zamiast rozmyślać o kanonie, mogę cieszyć się z dobrych historii.
Najdziwniejsze, ale często też najciekawsze, pomysły można znaleźć w starych włoskich komiksach Disneya, które niektórzy mogą uznawać za totalne bzdety, ale ja lubię ówczesne dziwne poczucie humoru i lekko oderwane od ziemi fabuły. Dotyczy to głównie historyjek pisanych przez Guido Martinę, ponieważ jego opowieści charakteryzowały gagi pełne przemocy, typowe dla klasycznych krótkometrażówek, oraz specyficzne fabuły. Choć z drugiej strony jak się pomyśli o parodii Boskiej komedii, to historia o bracie bliźniaku Sknerusa wydaje się być całkiem normalną opowieścią.
Kaczki jadą na Zachód zaczynają się całkiem niepozornie, bo on dziwnego listu, który Donald dostał od Sknerusa, w którym kaczor zaprasza siostrzeńca na Dziki Zachód. Sam list nie jest tak dziwny jak dołączony do niego banknot 50-dolarowy. Po długiej i ciężkiej przeprawie kaczory docierają do miasta, w którym stoi wielki pomnik Sknerusa zwanego tam Dziurawą Kieszenią. Za miastem kaczory znajdują Sknerusa, który okazuje się być Sknerusem Tikiem, bratem bliźniakiem skąpca z Kaczogrodu, poszukiwaczem złota o złotym sercu.
Historii Martiny i Carpiego nie można traktować całkowicie na serio. Kaczki jadą na Zachód nie są utworem historycznym, lecz zabawną historią z kaczkami, które choć jest ciut niedorzeczna, to dostarcza masy frajdy. Niektórzy mogą chcieć go dokładnie analizować, zastanawiać się czy na Dzikim Zachodzie mogli nie słyszeć o Sknerusie z Kaczogrodu, ale jest to często  szukanie dziury w całym. Według mnie póki historia nie uznaje czytelnika za głupka, to nie warto się jej czepiać, a pewne drobne babole i nielogiczności można odpuścić. Szczególnie jeżeli mowa o komiksie będącym prostą rozgrywką, który tłumaczy imiona Sknerusa Tika i Taka... zegarem losu.
Historia podobała mi się od samego początku, już pierwsze strony wprowadzają pewną aurę tajemnicy, wciągającą w opowieść. Pierwsza połowa komiksu to podróż przez Dziki Zachód pełna gagów, z których jeden przypominał mi trochę scenę z pierwszej księgi Tytusa z zamkiem wielokrotnie niszczonym i odbudowanym. Raczej Papcio Chmiel nie czytał komiksu Martiny, ale pewnie podobny żart przewijał się w wielu starych historiach. Komiks wnosi się jednak na swoje wyżyny wraz z pojawieniem się Sknerusa Tika. Jestem pełny podziwu jak udało się doskonale zarysować postać na zaledwie kilkunastu stronach komiksu. Sknerus Tik jest prostym kaczorem, dla którego najważniejsze jest dobro innych, a samemu wystarczy trochę fasoli na kolację. Dookoła jego rozdawnictwa pojawia się sporo gagów, które są niezwykle śmieszne. Pod koniec historii na moment pojawia się "standardowy" Sknerus, ale, co jest pewną wadą, nie dochodzi do konfrontacji braci.
Podczas lektury komiksu pomyślałem, że można go odbierać w zupełnie inny, głębszy sposób. A co jeżeli Sknerus Tik i Tak są alegorią dwóch stron charakteru Sknerusa? Jest to bardzo Barksowska wizja, ponieważ czytając komiksy takie jak Powrót do Klondike, możemy zobaczyć dwie strony kaczego miliardera. Nie tylko tą znaną z Kaczogrodu, chciwego skąpca, ale też kaczora o miękkim sercu troszczącego się o swoją rodzinę i znajomych. W takim wypadku Sknerus Tak reprezentowałby chciwego kaczogrodzkiego miliardera, wykorzystującego do cna Donalda, a Sknerus Tik byłby tą dobrą stroną, czasem dochodzącą do głosu, jak w końcówce klasyka Barksa, w której bohater oddaje Złotce bryłki złota warte kilka milionów. Sknerus Tik byłby też pewną nostalgiczną wizją prostego życia, do którego Sknerus nie raz chciałby powrócić.
Nie można jednak zapomnieć także o warstwie graficznej, która jest dziełem Carpiego i Chierchiniego. Choć po rysunkach czuć, że historia ma swoje lata, to dzięki bardzo dobremu kolorowaniu wygląda całkiem nieźle. Do kadrów, w których znajdują się jedynie kaczki, trudno mieć większe zastrzeżenia, choć nie raz trochę kuleje mimika. Większe problemy są z ludzkimi postaciami, wówczas często tracą się proporcje, a rysunki wyglądają gorzej. Trudno mi natomiast ocenić tłumaczenie komiksu, lecz czytając polską wersję, nie zauważyłem żadnych nieścisłości czy dialogów pozbawionych sensu.
Głupiutka historia o bracie bliźniaku Sknerusa, fajna rozrywka bez żadnych ograniczeń czy może komiks o dwóch stronach postaci kaczego miliardera - każdy może mieć swoją opinię o Kaczki jadą na Zachód. Ja jednak bardziej skłaniam się ku tym pozytywnym, a komiks Martiny i Carpiego uważam za jedną z fajniejszych kaczych historii, które przeczytałem w tym roku. Ze względu na swój nietypowy koncept, historię warto znać i wyrobić własną opinię o niej.

Tom z komiksem Kaczki jadą na zachód jest dostępny w kioskach do 5 września.
źródło ilustracji: materiały własne/Disney Publishing Worldwide

Komentarze

  1. Ale z tą parodią,,Inferna" to przegieli. O ile ,,Kaczki z tą na zachód" to historia z dość dziwną fabułą, to ,,Mickeys inferno" to skandal. W ogóle te ich parodie są głupie, i na siłę przerabiane na fabułę bardziej przyjazną dzieciom (,,Doktor Kwakenstain" z GP 215). Idea szlachetna, ale mogą wybierać na te parodie bardziej lajtowe historie, żeby ich na siłę nie przerabiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Parodia "Boskiej komedii" powstała z bardzo prostego powodu. Jest to jeden z najpopularniejszych
      utworów we Włoszech, obstawiam, że jedna z najważniejszych lektur szkolnych, więc zrobienie disnejowskiej wersji utworu było niezłym pomysłem na reklamę pisma na samym początku. Na dodatek jest to jeden z najbardziej drastycznych komiksów Disneya w historii.
      Co do "Kwakensteina" - a dlaczego nie? To nawet jest fajniejsze, ponieważ wówczas twórca nie może przełożyć 1:1 dzieła, ale wymyślić jak można stworzyć parodię by była "kid-friendly" (choć i tak najczęściej są bardziej dorosłe niż zwykłe historie).
      A na MFKIG będę.

      Usuń
  2. Sorry za błędy, ale to przez autokorektę.

    OdpowiedzUsuń
  3. A tak W ogóle będziesz na Festiwalu Komiksów i Gier w Łodzi?

    OdpowiedzUsuń
  4. Są jakieś wieści o GP 220?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Będzie skład taki sami jak w tym numerze : https://www.lustiges-taschenbuch.de/ausgaben/alle-ausgaben/ltb-523-die-ducks-auf-kreuzfahrt

      Usuń
    2. Sarkastyczny komentarz17 sierpnia 2019 12:13

      A skąd wiesz iż komiks tłumaczył Jacek Drewnowski a nie Kuba Łagoda ? :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Co dalej mógłby wydać Egmont? - 10 interesujących propozycji zza granicy

Barks i Rosa co kwartał w przyszłym roku!