93-metrowa dama - Lucky Luke 82 "Kowboj w Paryżu" - recenzja [Komiksy dla wszystkich]

Choć Lucky Luke jest komiksem europejskim to tytułowy kowboj nigdy nie zawitał na Stary Kontynent. Zmieniło się to wraz z najnowszym albumem serii, Kowboj w Paryżu, w którym Luke, podążając za pewną statuą, zawitał do Paryża. Jednak czy była to słuszna decyzja? Zapraszam do przeczytania recenzji komiksu Jula i Achdé.


10 lat temu znacznie młodszy Radek miał marzenie - chciał by całość Lucky Luke'a została wydana po polsku, a najnowsze albumy serii były u nas wydawane niedługo po światowej premierze. Choć do kompletu jeszcze sporo brakuje (w najnowszej edycji wydano na razie 34 z 82 albumów), to w końcu doczekaliśmy się czasów, w których najnowsze albumy niedługo po ich francuskiej premierze są wydawane w Polsce. Kilkanaście miesięcy temu napisałem bardzo pozytywną recenzję wcześniejszego albumu, Ziemi obiecanej, ale czy ponownie Achde i Jul wspięli się na wyżyny swoich umiejętności? Sądzę, że tak.
Kowboj w Paryżu zaczyna się dość tradycyjnie... choć trochę inaczej niż zwykle. Lucky Luke już na pierwszej stronie transportuje Daltonów do więzienia. Jak się okazuje nie takiego zwykłego. Samotny kowboj wpada w środek potyczki pomiędzy francuskim rzeźbiarzem a zarządcą więzienia. Dyrektor chciałby wybudować na nowojorskiej wyspie więzienie, a rzeźbiarz postawić na niej pomnik. Nie taki zwykły, lecz sięgającą na 93 metry statuę kobiety, Statuę Wolności. Kowboj na zlecenie amerykańskiego rządu zaczyna ochraniać artystę.
Dlaczego Kowboj w Paryżu jest tak dobrym albumem? Wynika to z tego, że Julowi udało się odnaleźć złoty środek na komiks o Lucky Luke'u. Prawdopodobnie stwierdził, że tworząc nowy album w XXI wieku trzeba stworzyć coś innego, lecz pasującego do wcześniejszych historii. Nadal są to sympatyczne przygody kowboja, jednak poza standardowymi gagami, jest też w nich sporo zabawy konwencją czy doskonałych nawiązań do kultury, historii czy też bardzo specyficznego łamania czwartej ściany. 
Z początku nie spodziewałem się, że album mi się tak spodoba, chyba pierwszy raz porządnie się zaśmiałem przy nawiązaniu do budowanego obecnie na granicy amerykańsko-meksykańskiej muru, choć zabawnie wypadło też nawiązanie do niegdysiejszego palenia papierów przez Luke'a. Amerykańska część komiksu jest dobrze napisana, lecz operuje na dość oklepanych motywach typu wizyta u wiceprezydenta, bójka w saloonie czy atak Indian. Jednak w momencie w którym kowboj wkracza na tereny Francji, jeden genialny gag zaczyna gonić inny. Chyba najbardziej roześmiałem się w momencie, w którym jedna z postaci pyta kowboja czy ma belgijskie korzenie, ale wybuchy śmiechu zdarzały mi się nie raz i nie dwa. Nie zabrakło też delikatnej satyry Francuzów, która jest dobrym urozmaiceniem.
Choć doskonale bawiłem się przy lekturze, to gagami nie udało się zapełnić każdej strony albumu, a niestety jego fabuła trochę zawodzi. Historia jest prosta, Lucky Luke pilnuje by nikt nie zniszczył Statuy Wolności i nie jest to żaden problem. Wiele fabuł Goscinny'ego było zbudowanych na podobnych konceptach, lecz wypadały lepiej. Dlaczego? Według mnie zabrakło jakiegoś wyrazistego wroga, który byłby realnym zagrożeniem dla głównego bohatera. Jednak większym problemem jest nagromadzenie występów gościnnych postaci historycznych, które w dużej części są bezcelowe. Rozumiem, że pojawienie się znanej postaci na jeden fajny gag jest ciekawym urozmaiceniem, ale kilkustronicowy udział Victora Hugo już nie jest tak dobrym pomysłem.
Doskonale jednak wypadły rysunki, które wyglądają świetnie, choć trochę różnią się od ilustracji Morrisa. Bardzo mi się podoba, że Achde nie stara się całkowicie naśladować stylu twórcy serii, ponieważ mogłoby się to skończyć źle, lecz album jest utrzymany w ciut innym stylu, mającym autorskie elementy. Genialnie wypadło także kolorowanie Mela, które wygląda niczym z najlepszych albumów. Do polskiego wydania nie sposób się przyczepić.
Czytając Kowboja w Paryżu nie da się nie zauważyć jego wad - fabuła jest trochę banalna, a występy niektórych postaci historycznych są zbędnymi zapychaczami. Jednak wszystko to rekompensują rewelacyjne gagi, które w doskonały sposób nawiązują do wydarzeń historycznych, popkultury lub samej serii o samotnym kowboju. Lektura komiksu była dla mnie ogromną przyjemnością, nie pamiętam kiedy ostatnio jakikolwiek historia sprawiła mi tyle powodów do radości. Jak dla mnie Jul i Achde są świetnymi następcami Goscinny'ego i Morrisa i mam nadzieję, że już wkrótce ujrzymy kolejne doskonałe albumy stworzone przez ten duet.
Ocena albumu: 8,5/10

Lucky Luke 82 - Kowboj w Paryżu
Data premiery: 10 kwietnia 2019, liczba stron: 48, cena okładkowa: 24,99 zł, format: A4, oprawa: miękka, scenariusz: Jul, rysunki: Achdé, tłumaczenie: Maria Mosiewicz, wydawnictwo: Egmont Polska, ISBN: 978-83-281-4124-7
Przykładowe strony:
źródło ilustracji: materiały prasowe - Egmont Polska

Komentarze

  1. Ponawiam zapytanie - ma ktoś na sprzedaż w rozsądnej cenie katalog Egmontu z tego roku?

    OdpowiedzUsuń
  2. Serwus. A ja mam inne pytanie. W którym albumie po raz pierwszy pojawili się Daltonowie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daltonowie (oryginalni) - "Wyjęci spod prawa" (niewydany w Polsce).
      Kuzyni Daltonów (czyli ci co potem pojawiają się co drugi album) - "Kuzyni Daltonów", który niedawno pojawił się ponownie po polsku i wszędzie jest dostępny.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Co dalej mógłby wydać Egmont? - 10 interesujących propozycji zza granicy

Barks i Rosa co kwartał w przyszłym roku!