Zabawne podróże po historii - Myszka Miki "Miki podróżuje w czasie" - recenzja

Po prawie rocznej przerwy premierę miał nowy album z Mikim wydany oryginalnie przez Glénat - Miki podróżuje w czasie. Tym razem autorami komiksu o najsłynniejszej myszy świata są Dab's, francuski autor kilku familijnych serii, i Fabrizio Petrossi, włoski rysownik znany głównie z kaczych i mysich opowieści. Czy jest to tom wart kupna? Odpowiedź na to pytanie jest dwojaka, ale wbrew pozorom za albumem kryje się zdecydowanie większa historia, niż mogłoby się wydawać

Dzisiaj czytelnicy komiksów Disneya kojarzą głównie trzy miejsca, gdzie powstają historie z kaczkami i myszami. Włochy, Holandię i duński Egmont, z którym współpracują twórcy z całego świata. Ale mało kto pamięta, że przez kilka dekad prężnie komiksy Disneya tworzyło też francuskie Hachette. W dużej części te historie nie są znane przez czytelników na świecie, ponieważ francuski Le Journal de Mickey przez wiele lat był wydawany w gazetowym formacie, a tworzone do niego historie z 5 rzędami na stronę nie dało się w łatwy sposób przedrukowywać na świecie, gdzie komiksy Disneya były wydawane w mniejszych formatach. Oczywiście zdarzały się wyjątki, jak np. w przypadku tworzonych dla Hachette komiksów Cavazzano, ale przez lata był to zupełnie oddzielny świat komiksów Disneya, równie nieznany dla czytelników z pozostałej części Europy co brazylijskie opowieści.

Dlaczego o tym w ogóle wspominam przy okazji recenzji albumu Miki podróżuje w czasie? Bo choć z perspektywy polskich czytelników album Dab'sa i Petrossiego to fajny komiks o temporalnych przygodach Mikiego, to jest on tak naprawdę nową reinterpretacją serii Mickey à travers les siècles stworzonej w 1952 roku przez Pierre'a Fallota i Tenesa. Pierwszego (pomijając wcześniejsze pojedyncze próby) francuskiego komiksu Disneya. Przez ćwierć wieku kolejne komiksy o podróżach w czasie Mikiego trafiały na strony francuskiego Le Journal de Mickey i podbijały serca tamtejszych czytelników, co widać chociażby po licznych reedycjach albumowych. Parę albumów pojawiło się też poza Francją, choćby w Niemczech, ale to tylko drobny odsetek wszystkiego co powstało przez lata. Choć seria mnie intryguje od lat, to nigdy nie miałem przyjemności jej przeczytać. Z tego powodu nie wiem, czy w albumie poza skopiowaniem głównego konceptu są jakiejkolwiek nawiązania do niej, ale jeżeli tak jest, to są na tyle sprytnie ukryte, że czytelnik niemający pojęcia o istnieniu wcześniejszych komiksów, nie czuje, żeby cokolwiek tracił.

Dla polskiego czytelnika nieznającego całej historii francuskich komiksów o podróżach w czasie, na pierwszy rzut oka album Dab'sa i Petrossiego może się wydawać dość ogranym pomysłem, ponieważ w Gigantach od wielu lat pojawiają się komiksy tworzone przez włoskich twórców, gdzie Miki korzysta z wehikułu czasu Zapoteka i Marlina. Osobiście jednak sądzę, że poza samym faktem podróży w czasie, Miki podróżuje w czasie zdecydowanie różni się od włoskich opowieści. Dość nietypowy jest tutaj sposób podróży temporalnej, ponieważ aktywuje go kapsułka stworzona przez profesorów Malpha i Ralpha. Choć teoretycznie w ich zamierzaniach podróż powinna być kontrolowana przez maszynę, to ostatecznie Miki zaczyna chaotycznie przemierzać czas i przestrzeń, a za każdym uderzeniem w głowę przenosi się w nowe miejsce. Trafia zarówno do prehistorii jak i do środka Apolla 11, spotyka Leonarda Da Vinci, a także Krzysztofa Kolumba. Teraz naukowcy muszą wymyślić sposób, jak sprowadzić Mikiego ponownie do współczesnego Myszogrodu.

W przeciwieństwie do włoskich komiksów, które są fabularnymi opowieściami o podróżach w czasie, tutaj mamy do czynienia z ciągiem gagów polegających na tym, że Miki trafia w różne epoki historyczne. Jak to często bywa z komiksami opartych na gagach, album miewa zarówno lepsze jak i gorsze momenty. Chyba najlepiej wypadł epizod rozgrywający w Cesarstwie Rzymskim, ponieważ jest to najpewniej najbardziej rozwinięta fabularnie podróż w czasie Mikiego. Tak jak przygody w innych miejscach można zwykle opisać słowami "Miki spotyka jakąś postać historyczną i jej pomaga" lub "Miki ma kłopoty i w zabawny sposób po uderzeniu znika", to tutaj Miki spotyka rzymską wersję Goofiego, który jest opiekunem lwów-wegetarian. Obecność Goofiego jak i stworzenie bardziej skomplikowanej fabuły nie tylko sprawia, że komiks jest ciekawszy, ale przy okazji jest też śmieszniejszy. Niestety w przypadku pozostałej części albumu często miałem uczucie, że pomysły były fajne, może nawet śmieszne, ale potencjał był zdecydowanie większy.

Na szczęście autorzy zauważyli, że do ciągu gagów trzeba dodać trochę więcej emocji, więc co jakiś czas pojawiają sceny z profesorami, którzy próbują uratować Mikiego, w pewnym momencie okazuje się też, że w magiczny sposób komórka działa podczas podróży w czasie, co umożliwia wprowadzenie dodatkowych wątków. Normalnie stwierdziłbym, że to bardzo głupi pomysł, ale skoro bohaterowie sami zdają sobie sprawę, że to jest bardzo dziwne, to w konwencji albumu można kupić ten pomysł. Słabsze elementy jednak przysłaniają częściowo bardzo dobre rysunki Petrossiego, które w ciekawy sposób łączą nowoczesność z klasyką, i sprawiają, że lektura albumu jest naprawdę przyjemna. Tylko czemu z całego komiksu najgorzej wygląda pierwsza strona, która powinna jak najbardziej zachęcić czytelnika? W środku jest jednak dużo lepiej, Petrossi świetnie odnajduje się zarówno w mniejszych kadrach jak i większych, w których w niezwykle dynamiczny sposób przedstawia atak dinozaura czy podróż pociągiem. Jednak mi się najbardziej ze wszystkiego spodobały wspomniane wcześniej lwy, ponieważ wyglądają, jakby zostały wprost wyjęte z Lost on a Desert Island, czyli pierwszego komiksu o Mikim z 1930 roku.

 
Nie można nie wspomnieć, że album został wydany w trochę inny sposób niż opublikowane w poprzednim roku tomy o Mikim. Zrezygnowano z płóciennego grzbietu na rzecz zwykłego, a ze względu na to, że komiks był drukowany w innej drukarni, sam grzbiet jest znacząco węższy. Osobiście mi to nie przeszkadza, na półce, gdy się przypatrzy, widać różnicę, ale z większej odległości już nie. Pod względem papieru, formatu jak i tłumaczenia jest równie dobrze co wcześniej, ciut mógłbym się przyczepić do jednego fontu, ale ten główny, który jest zastosowany w większości dialogów, jest w porządku.

Z opowieści o Mikim podróżującym w czasie można było ugrać coś więcej, ale album Dab'sa i Petrossiego jest fajną historią, która na pewno nie zanudzi, a czasem potrafi zaciekawić i rozbawić. Wszystko to zostało zaprezentowane na pełnych energii rysunkach Petrossiego, które na pewno przypadną do gustu najmłodszym czytelnikom, a przy okazji fani znajdą w nich nawiązania do klasyki.

Ocena albumu: 7,5/10

Dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

Myszka Miki - Miki podróżuje w czasie
Data premiery: 26 października 2022, liczba stron: 56, cena okładkowa: 49,99 zł, format: A4, oprawa: twarda, scenariusz: Dab's, rysunki: Fabrizio Petrossi, tłumaczenie: Maria Mosiewicz, wydawnictwo: Egmont Polska, ISBN: 978-83-281-5503-9

Przykładowe strony:

Źródło ilustracji: materiały prasowe - Egmont

Komentarze

  1. Jeszcze nie kupiłem, ale nie wiem, czy kupować. Bardziej czekam na Szalone przygody

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rysunki - okropne. Fabuła - tak jak wynika z recenzji z którą się zgadzam. Może być ale to nic nadzwyczajnego. Też sobie dużo obiecuję po "szalonych przygodach" ale zobaczymy.

      Usuń
  2. Zgadzam się z KDFanem. Brzydkie, fabuła głupiutka, nie zaśmiałem się z niczego. Szkoda nawet tych 34 zł.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Komiksowe premiery - listopad 2022 - świąteczny Gigant, Luc Junior i urodziny Sknerusa

Gigant Poleca 243 "Szczęśliwy traf" - zapowiedź - TEN komiks z Gogusiem i kaczo-mysi crossover

Gigant Poleca 242 "Złoty jubileusz" - zapowiedź - urodziny Sknerusa i Kwantomas