Dobre komiksy Disneya #22 - "Legenda Donalda Hooda" (MAM 28)

W ciągu ostatniej dekady, głównie dzięki Netflixowi, do łask powróciły seriale. Idealnie to współgra z klasycznym komiksem Romano Scarpy, który ostatnio pojawił się w Polsce, ponieważ choć jest on parodią, to stworzoną jako serial z udziałem kaczek. Czy dobrą? Włoski mistrz komiksów Disneya nie zawiódł.

Legenda Donalda Hooda
65 stron
scen. i rys. Romano Scarpa, tusz. Rodolfo Cimino
wyd. pol. Gigant Mamut 28: Kaczki w rajtuzach (tłum. Jacek Drewnowski)

Zwykle parodie Disneya bez żadnego racjonalnego powodu przenoszą znanych nam bohaterów do zupełnie innego świata. W przypadku Legendy Donalda Hooda jest inaczej, ponieważ cała główna akcja komiksu jest zaprezentowana jako serial telewizyjny. Z tego powodu komiks przypomina po trochu Gottfredsonowską adaptację Dzielnego krawczyka, w której Miki gra w filmie.
W komiksie Scarpy kacza rodzina zostaje wciągnięta do serialu o Donaldzie Hoodzie. Serial opowiada o hrabstwie Kwakingham, którego gubernator udaje się na wakacje do Afryki. Wówczas władzę przejmuje Skneron, który zauważa, że finanse hrabstwa są w opłakanym stanie, dlatego zaczyna nakładać coraz to nowe podatki. Jednym z uciśnionych obywateli jest biedny Donald Hood, który przypadkiem zaczyna rewolucję.
Legenda Donalda Hooda ma jedną potężną wadę - pierwsze strony związane z szykowaniem produkcji serialu są fajne, lecz wyglądają tak jakby wątek miał być kontynuowany pod koniec komiksu. A tak nie jest.
Na szczęście główna część komiksu, czyli serial będący parodią legend o Robin Hoodzie, jest naprawdę dobra. Świetnym pomysłem było przeniesienie akcji do współczesności, co spowodowało, że choć komiks bazuje na znanej legendzie, to jest zupełnie nowym, innym tworem. Nie został dodany tylko humor, lecz w wielu momentach historia znacząco odchodzi od znanej legendy. Dzięki zmianom w wielu momentach komiks zaskakuje. a druga połowa jest dobrą opowieścią sensacyjno-kryminalną.
Jeżeli miałbym powiedzieć co jest główną zaletą komiksu Scarpy, to wskazałbym komizm oparty na kontrastach. W komiksie wszechobecny jest średniowieczno-współczesny miszmasz czego przykładem są sceny, w których bohaterowie w średniowiecznych strojach jeżdżą samochodami. Bardzo kontrastowymi postaciami są Bracia Be, którzy są tu przedstawieni jako niezwykle poważne zagrożenie, choć tak naprawdę są tak samo niegroźni jak zwykle. W komiksie nie mogło też zabraknąć łucznictwa, Scarpa ciekawie i zabawnie uzasadnił potrzebę używania łuku przez bohaterów.
Historia także zachwyca pod względem graficznym, ponieważ rysunki Scarpy są niezwykle dynamiczne i pełne doskonale pokazanej mimiki. Szczególnie spore wrażenie na mnie zrobiła scena z Babacią Kaczką i Gęgulem, która jak dobry horror operowała na zbliżeniach twarzy. Dodatkową zaletą jest doskonałe nowe kolorowanie. Historia, choć ma 58 lat na karku, prezentuje się lepiej niż wiele obecnych komiksów.
Doskonale wypadło też polskie tłumaczenie, które zachowało wszelkie nawiązania do Robin Hooda (m.in. las Kaczwood, hrabstwo Kwakingham itp.), a także tłumacz wplątał kilka nawiązań. Zarówno do innych komiksów Disneya (słynne skumbrie w tomacie z komiksu Rosy) czy do współczesnej rzeczywistości (Kwakingham nie było hrabstwem prawa).
Gdyby nie urwany wątek z pierwszych stron, Legenda Donalda Hooda mogłaby być jednym z ulubionych komiksów Romano Scarpy. Tak nie jest, ale reszta opowieści to świetny komiks, doskonała i nowoczesna parodia Robin Hooda, która zachwyca nie tylko humorem, ale też świetnymi rysunkami Scarpy.  Bardzo dobrze wypada też polskie wydanie.
Tom z komiksem Legenda Donalda Hooda jest dostępny w kioskach do końca listopada.
źródło ilustracji: materiały prasowe - Egmont Polska / Inducks

Komentarze