Carl Barks - człowiek, który zmienił komiksy Disneya [Czas na Barksa]

Ponad miesiąc temu w sprzedaży pojawiły się dwa pierwsze tomy Kaczogrodu Carla Barksa - Powrót do Klondike i Moja snów dolina. Czym one są? Albumami z doskonałymi komiksami z kaczymi bohaterami. Jednak mało kto zdaje sobie sprawę, w tym czasem sam autor tego bloga, jak wiele komiksy Disneya (i nie tylko) zawdzięczają Carlowi Barksowi. Niezwykłemu twórcy, którego nazwisko kojarzą tylko nieliczni.

Na początku były cztery kadry
Do końca lat 30. komiksy ukazywały się jedynie w formie pasków komiksowych wydawanych w gazetach. Najczęściej czterokadrowe historyjki opowiadały o różnych bohaterach, w tym, od początku lat 30., także o postaciach z kreskówek Walta Disneya. W 1930 roku zadebiutowała seria z Mikim, a od 1936 ukazywały się paski gazetowe z Donaldem. Wbrew pozorom obie serie bardzo się od siebie różniły, co wpłynęło na kolejne losy obu postaci.
Paski z Mikim składały się z opowieści składających się z kilkudziesięciu części, natomiast historie z Donaldem nie były w żaden sposób ze sobą powiązane. W historiach z dzielną myszą poza główną obsadą pojawiało się wiele postaci (często powracających i wspominających wcześniejsze przygody), natomiast w historiach z Donaldem najczęściej występował tylko tytułowy kaczor. Z tego powodu, zanim Barks zaczął rysować komiksy, uniwersum kaczora było bardzo niezorganizowane i składało się jedynie z gagowych opowieści składających się z paru kadrów oraz z krótkometrażówek.

Następnie pojawił się Barks
Barks zaczął pracować dla Della w 1942 roku, czyli kilka lat po tym jak wydawnictwo zaczęło produkować magazyny z komiksami Disneya, które początkowo były głównie przedrukami gazet. Wcześniej Barks był scenarzystą krótkometrażówek z Donaldem, więc dostał za zadanie tworzyć komiksy ze zgryźliwym kaczorem. Po pierwszych jego komiksach widać jak w tamtym momencie wyglądało uniwersum Kaczora Donalda. Najczęściej historyjki opierały się na wesołych perypetiach Donalda i Siostrzeńców, które niezależnie czy miały 10, czy 64 strony, to były ciągami gagów bardziej lub mniej przypominających paski lub filmy.
Prawdopodobnie po pewnym czasie Barks stwierdził, że tak dalej nie da się tworzyć historyjek. Ograniczanie się do kilku postaci i bardzo gagowych historyjek było męką, ponieważ ile można stworzyć komiksów o banalnych perypetiach Donalda, Hyzia, Dyzia i Zyzia? Barks postawił na dwie zmiany - ciekawsze fabuły oraz więcej powracających postaci. Patrząc na wczesne komiksy Barksa można zauważyć jak stopniowo twórca odchodził od typowo kreskówkowych historyjek w stronę bardziej skomplikowanych fabuł. Krótkie komiksy zaczęły opowiadać o kolejnych pracach Donalda, natomiast w długich historiach twórca zaczął wysyłać kaczki w odległe lokalizacje. Do powracających postaci dołączyli Jones (1943) i trochę zapomniany dziś Herbert (1944). W 1944 toku w historii Linoskoczek po raz pierwszy pojawiła się nazwa Kaczogród. Choć obstawiam, że w tym momencie Barks jeszcze nie spodziewał się, że za kilka lat mieszkańcem miasta będzie pewien miliarder.

Postać, która wszystko zmieniła
W ciągu kolejnych lat krystalizowały się formaty historyjek, które zostały z komiksami Disneya do końca. Nikt już nie pamiętał o paskach komiksowych, a dla milionów czytelników Donald stał się wiecznie pechowym kaczorem, everymanem, który próbuje znaleźć pracę, a czasem przez przypadek trafia do jakiegoś egzotycznego kraju. W 1947 roku pojawił się niepozorny komiks, który ostatecznie sprowadził świat Kaczora Donalda na drogę, którą podąża do dziś, czyli opowieści o różnych członkach Kaczej Rodziny. W Wielkiej niedźwiedzicy Barks zaprezentował Sknerusa McKwacza, starego miliardera i wujka Donalda. Jednak równie ważnym komiksem jest powrót Sknerusa w The Old Castle's Secret, w którym kaczki udają się do starego szkockiego zamku McKwaczów. To w tym komiksie Barks zaczyna budować mitologię Sknerusa McKwacza, która tak przyciągnęła bohaterów czytelników do kaczych historii, a na której szczególnie jeden twórca zrobił karierę.
Sknerus stawał się coraz to ważniejszą postacią. Szczególnie w długich komiksach bohater zaczynał pełnić pierwszoplanowe role, a historie zaczynały opowiadać o poszukiwaniach skarbów i często zawierały też retrospekcje z przeszłości Sknerusa. Przełomem był pierwszy numer własnego magazynu o Sknerusie z historią Only a Poor Old Man, która wraz z Powrotem do Klondike jest definicją postaci Sknerusa. Postaci z krwi i kości, posiadającej marzenia, pragnienia, obawy czy wspomnienia. W tym momencie Sknerus na łamach komiksów przerósł Donalda, a przygodowe historie z Sknerusem w roli głównej do dziś są najpopularniejszym gatunkiem komiksów Disneya.

Ożywił Kaczogród
Jednak Sknerus nie był jedyną postacią, która pojawiła się na łamach plansz późniejszych komiksów Barksa. W 1948 roku Barks przedstawił Gogusia Kwabotyna, kuzyna Donalda, a w 1952 roku zadebiutował wynalazca Diodak. Poza tym zadebiutowały też takie postaci jak Korneliusz Kwaczak (1952), Złotka O'Gilt (1953), Kizia, Mizia i Fizia (1953), Wolframik (1956) czy Panna Dziab (1961). Barks stworzył też wielu wrogów Sknerusa, którzy po dziś dzień pojawiają się w kaczych historiach - Braci Be (1951), Granita Forsanta (1956), Kwakerfellera (1961), Magikę de Czar (1961). Dziś w większości są to postaci, o których napisano setki samodzielnych komiksów, a wszystkie z nich powstały w głowie Carla Barksa.
Dodając do tego przodków Sknerusa, organizację Młodych Skautów czy nawet postaci typu burmistrz o świńskim ryjku i sędzia o sowim dziobie - można powiedzieć, że Barks stworzył Kaczogród. Kaczogród, który do dziś jest fundamentem każdej historyjki z kaczymi bohaterami. Nie potrzebował do tego ciągłej fabuły łączącej komiksy, po prostu w wielu swoich historiach przedstawił postaci, relacje pomiędzy nimi czy ich charaktery. Wszystko złożone razem w efekcie dało wielkie uniwersum, w którym Donald nadal był centralną postacią, ale życie toczyło się też bez niego. W ciągu dekady Kaczogród z nienazwanego bliżej miejsca zamieszkiwania czterech kaczek, stał się tętniącym życiem miastem zamieszkiwanym przez zastępy ciekawych postaci.

Styl, który podbił cały świat
Trzeba jednak pamiętać nie tylko o scenariuszach, ale o tym, że Barks był też rysownikiem, który wpłynął na kilka pokoleń twórców komiksów Disneya. Gdy się popatrzy na paski komiksowe z Donaldem, to w nich kaczor jest bardzo niewielką postacią w porównaniu do ludzi. Barks odszedł od tego stylu i zaczął rysować większe kaczki, o bardziej ludzkiej fizjonomii. Komiksy Barksa wyróżniały się też olbrzymią prostotą oraz lekkością kreski, dzięki którym kacze historie Barksa do dziś prawie się nie zestarzały.
Rzadko się zdarza w przypadku tak szybko ewoluującego medium jak komiks, że dany styl przetrwa więcej niż kilkadziesiąt lat. W przypadku komiksów Barksa choć minęło już 50 lat od zakończenia przez niego kariery, to nadal wielu twórców rysuje podobnie jak Barks lub w ich stylistyce można doszukać się Barksowych elementów.

Świat bez Barksa
Czym byłyby komiksy Disneya bez Barksa? Patrząc na to jak wyglądało mysie i kacze uniwersum na początku lat 40., jestem z pewnością przekonany, że gdyby nie Barks, to na pewno dziś znacznie popularniejszą postacią byłaby Myszka Miki niż Kaczor Donald. Dokładnie - obstawiam jeden z dwóch scenariuszy:
a) komiksy Disneya popularne jak historyjki ze Scoobym czy Looney Tunes - bez Barksa kacze uniwersum by się nie rozrosło, nadal operowało na kilkach postaciach z kreskówek, a postaci z mysich pasków zostałyby zapomniane w większym stopniu niż obecnie
b) komiksy z Mikim popularne tak samo jak teraz - Kaczor Donald traktowany jako dodatek do historii myszogrodzkich, natomiast komiksy z Mikim byłyby popularne tak samo jak teraz (czyli średnio), ponieważ włoscy twórcy zaczęli pisać komiksy z nim na początku lat 50.
Na pewno bez Barksa nie powstałyby Kacze Opowieści. Jeżeli same komiksy Disneya można jakoś wyobrazić bez postaci wymyślonych przez Barksa, to czym byłoby KO z Siostrzeńcami, Tasią, panią Dziobek i Śmigaczem? Przecież taki serial nie miałby racji bytu. Trzeba też pamiętać, że historie Carla Barksa nie wpłynęły tylko na komiksy Disneya, ale też na takich twórców jak Stan Sakai, Jeff Smith, Osamu Tezuka, Steven Spielberg czy George Lucas. 

Pewnie się powtórzę, ale mam nadzieję, że macie już w swojej kolekcji Kaczogrody Carla Barksa. Nie są to tylko bardzo dobre komiksy, lecz historie będące fundamentami kaczego uniwersum, bez których Donald pewnie dziś byłby kojarzony tylko ze starych kreskówek. 
Bardzo żałuję, że przez disnejowskie zasady, Barks, którego nazwisko czytelnicy poznali dopiero w latach 80., jest słabo znany nawet wśród czytelników komiksów, a jego historie nie wpłynęły mniej na popkulturę niż dzieła znanego wszystkim Stana Lee.
Źródła ilustracji: Inducks, materiały prasowe - Egmont, Disney, TV Tropes

Komentarze

  1. Wspaniale się to czytało! A po północy w przedsprzedaży zamówiłem 3 tom "Kaczogrodu" i już nie mogę się na niego doczekać. :) Też mega fajne jest w tych komisach to (z tych przynajmniej wydanych w Polsce co czytałem), że się nie nudzą (oczywiście nie wszystkie, ale zdecydowana większość) i nawet z upływem czasu gdy wraca się do niektórych historyjek to można je ciut inaczej odebrać z racji wieku albo poczuć tę nostalgię do czasów dzieciństwa. Ergo, takiego ładunku emocjonalnego ze świecą szukać we współczesnych formach rozrywki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wczoraj pod choinkę dostałem 1 tom Kaczogrodu Barksa, po nowym roku pewnie kupię 2, a od trzeciego już będę kupował punktualnie. Czytajcie, bo aż nie można oderwać oczu. Wesołych świąt i do zobaczenia! :)

      Usuń
    2. Pamiętaj, że na przedsprzedaży są fajne zniżki, gdzie z wysyłką i tak sie zaoszczędza sporo ceny okładkowej. No i ta przyjemność jak do domu dostarczą. :) A co nie spojrzę na te czy inne wydania komiksów to fakt- cieszą oko. A w szarym życiu tego trza jak tlenu. :)

      Usuń
  2. Rzeczywiście bardzo ciekawy artykuł zaostrzający tylko apetyt na kolejne tomy kolekcji Barksa. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobry artykuł. Bez Barksa komiksy wyglądałyby teraz jak Garfield.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny arytkuł- bardzo przyjemnie się czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawy i merytoryczny artykuł, jednak nie podoba mi się, że przy paskach komiksowych nie wspomniano, że tworzyli je Al Taliaferro, Bob Karp i Ted Osborne, to istotna informacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak samo jak nie wspomniałem Gottfredsona, Rosy czy Scarpy, po prostu w tym artykule jest to nieistotna informacja.

      Usuń
  6. "a na której szczególnie jeden twórca zrobił karierę." nie podoba mi się ten przytyk do Rosy. Wiem, że go nie lubisz, ale to nie znaczy że nie można go nie doceniać. Nawet jakby nie narysował "Zycia i czasów" to i tak byłby w czubie kaczych rysowników wszechczasów. Komiksy Rosy były moimi ulubionymi nawet jak jeszcze nie wiedziałem kto je rysuje, bo w KD jeszcze ich nie podpisywano. Nie sposób nie docenić tego co on robi z fabułą i rysunkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co wielokrotnie powtarzałem, do samego komiksu jakim są "Życia i czasy Sknerusa McKwacza" nie mam aż takich zastrzeżeń (tzn. trochę mam, ale niezbyt wiele). Więcej mogę wytknąć innym komiksom Rosy i często wydaje mi się, że gdyby Rosa częściej tworzył w nich coś własnego (jak to było parę razy) niż kopiował pomysły z Barksów, to byłyby lepsze.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Kaczor Donald 2019-11 (1000. numer) - będą plakaty, wystartowała przedsprzedaż

Co dalej mógłby wydać Egmont? - 10 interesujących propozycji zza granicy