Dobre komiksy Disneya #25 - "Kwakenstein" (GP 215)

Chyba nie ma lepszego komiksu o którym mógłbym napisać w 25., okrągłym tekście z serii "Dobre komiksy Disneya", niż "Kwakenstein", Jest to jeden z tych komiksów, które są tak dobrze napisane i narysowane, że równie dobrze im mógłby zostać poświęcony osobny album.

Mary Shelduck - Kwakenstein
72 strony
scen. Bruno Enna, rys. Fabio Celoni, kol. Luca Merli
wyd. pol. Gigant Poleca 215: Doktor Kwakenstein (tłum. Jacek Drewnowski)

Przez wiele lat Fabio Celoni był jednym z wielu włoskich rysowników komiksów Disneya i chyba tylko nieliczni fani go kojarzyli. W 2003 roku zrezygnował z tworzenia historyjek z kaczkami i myszami i poświęcił się m.in. rysowaniu Dylan Doga. Po latach powrócił do disnejowskich historyjek z wielkim przytupem prezentując przepięknie narysowane opowieści - najpierw adaptację Epic Mickey, potem niezwykłą mysią wersję Draculi (wydaną także w Polsce), następnie parodię Dr Jekkyla i Mr Hyde'a, a jego najnowszym komiksem jest kacza wersja Frankensteina.
Historia opowiada o Wiktorze von Kwakensteinie, nieszczęśliwie zakochanym kaczorze, którego marzeniem było poskromienie natury i ożywienie nieożywionego. Podczas pobytu na uniwersytecie w Ingolstadt, Wiktor poznaje techniki nauki i magii i w pewną deszczową noc udaje mu się ożywić karton. Tworzy potwora, który zaczyna straszyć pobliskie miejscowości.
Disnejowskie parodie od wielu lat zwykle opierały się na tym, że znane z komiksów Disneya postaci odgrywały role z parodiowanej powieści/filmu/serialu. Jednak w ostatnim czasie tego typu komiksy wzniosły się na nowy poziom, ponieważ twórcy zaczęli także niezwykle dopracowywać rysunki, często budując tak klimat historii. Z tego powodu Kwakenstein wydaje się komiksem totalnie niepasującym do Giganta. Komiksem niezwykle dopracowanym przy którym zwyczajne historie prezentują się blado.
Nie licząc zmian dotyczących imion bohaterów, przez większość historii komiks wiernie odtwarza treść Frakensteina Mary Shelley, zachowując przy tym ponury klimat i powagę opowieści, a także wszelkie dylematy i problemy postaci. Tak naprawdę największą zmianą (poza końcową fazą powieści) jest to, że potwór powstaje z kartonu, a nie z... innego materiału. Według mnie jest to dobry pomysł, który jest swego rodzaju komediową przeciwwagą dla posępnego charakteru całej opowieści. 
Historię czyta się z niezwykłą przyjemnością, akcja jest wartka, losy bohaterów niezwykle interesujące, lecz chyba najbardziej pozytywnie zaskoczyło mnie zakończenie, które zupełnie różni się od powieści. Oczywiście ilość śmierci jest... mocno ograniczona. Natomiast według mnie końcówka jest niezwykle wzruszająca, a przy tym idealnie komponuje się ze światem komiksów Disneya. Także płynący z niego morał powoduje, że jest to niezwykła historia, do której mam nadzieję powrócę nie raz.
Jednak chyba największą zaletą Kwakensteina są doskonałe i przepięknie pokolorowane rysunki. Z komiksu aż się wylewa klimat XIX-wiecznych horrorów. Czasem pojawiają się całostronicowe kadry, które są tak dopracowane, że bez problemu jeden z nich mógłbym powiesić na swojej ścianie. Aż szkoda, że wypełnione szczegółami kadry sporo tracą uroku w polskim wydaniu, ponieważ komiks został wydany w niewielkim formacie i na słabej jakości papierze.
Bardzo mi się też podobało, że twórcy niezwykłą wagę przywiązali do szczegółów. Oryginalnie komiks został wydany w dwóch częściach, co widać także po fabule komiksu, którego druga połowa rozpoczyna się od stron poświęconych punktowi widzenia potwora. Także w rysunkach można dostrzec szczegóły typu obraz Babci Kaczki na statku dowodzonym przez Gęgula, czy mały Kwakenstein wyglądający niczym Doniek.
Bruno Enna i Fabio Celoni stworzyli prawdziwą perełkę, komiks czerpiący wiele z powieści o Frakensteinie, mocno osadzony w realiach i stylistyce tamtych czasów, ale będący jednocześnie nowym tworem z niezwykle wzruszającym i pasującym do disnejowskiego uniwersum zakończeniem oraz morałem, który dziwnie przypomina mi... najnowszą Mary Poppins.
Najlepszy wydany w tym roku w Polsce komiks Disneya? Raczej tak, wyłączając Kaczogrody Barksa.
  Tom z komiksem Kwakenstein jest dostępny w kioskach do 29 stycznia.
źródło ilustracji: materiały własne/Disney Publishing Worldwide

Komentarze

  1. Mogli by poprawić dobór komiksów w gigancie, akurat ten był wyjątkowo słaby, widzę między redaktorami a sobą pewien przeskok pokoleniowy. Najlepsze komiksy były do 2009 roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsze komiksy to 2007-2012, teraz jest powrót do dawnej formy.

      Usuń
    2. Widać że jesteś z innego pokolenia

      Usuń
    3. ^Widać, że masz małe pojęcie o komiksach Disneya i kierujesz się tylko nostalgia.

      Usuń
    4. Nostalgia nie jest ważna, swoją przygodę zaczynałem od micky maus jeszcze sprowadzanych pod pazuchą z rfn. Przez lata przeczytałem większość gigantów i wiem które sprawiały najwięcej śmiechu.
      Były jeszcze inne komiksy, garfield, tom i jerry, różowa pantera, kapitan kloss... oj dobre lata

      Usuń
  2. A mi akurat nie podoba się tą konwencja. Niby stylizacja na bardziej "dojrzałą" ale wg. zdecydowanie kuleje uboga kolorystyka tego komiksu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do samych gigantów to najlepszy okres to oczywiście przed 2001 rokiem. Okres 2007 - 2012 był już średni ale trzymał jako taki poziom.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

25 lat "Kaczora Donalda": Złota era (1994-1999)

25 lat "Kaczora Donalda": Barok (1999-2004)

25 lat "Kaczora Donalda": Renesans (2004-2009)