Dobre komiksy Disneya #10 - "Latający cyrk mężnego gryzonia" (MGG 48)

Tym razem w serii "Dobre komiksy Dinseya" omówię komiks, który pod pewnym względem przypomina "Kawę Zombo".

Latający cyrk mężnego gryzonia
32 strony
scen. Giorgio Ferrari, rys. Sergio Asteriti
wyd. pol. MegaGiga 48: Ale cyrk! (tłum. Jacek Drewnowski, Kuba Łagoda)
Pamiętacie wydaną w październiku Kawę Zombo Loisela? Tamten album opierał się na założeniu, że Loisel tworzy komiks z bohaterami klasycznych pasków Gottfredsona, lecz umieszczony w realiach historycznych. Pozornie, bo nie licząc początku to trudno je zauważyć. Podobne założenie przyjęli przyjęli 35 lat wcześniej Ferrari i Asteriti tworząc pełnometrażowy komiks do Topolino Più. Stworzyli historię, która nawiązuje do samego początku historii z Mikim, ale przynajmniej nie próbowali udawać, że jest utrzymana w realiach historycznych.
Latający cyrk mężnego gryzonia to opowieść z przeszłości życia Mikiego. Pracował on wówczas w cyrku, który z niewiadomych przyczyn przestali odwiedzać widzowie. Prawdopodobnie nagły odpływ widzów wynika z oszukańczych działań Czarnego Piotrusia i jego cyklu. By rozwiązać zagadkę Miki startuje w wyścigu lotniczym pod patronatem Charlesa Lindbergha, w którym startuje także Piotruś. W czasie zawodów powoli wykruszają się uczestnicy wyścigu.
Jeżeli miałbym zauważyć jakąś wadę komiksu to jest to jego banalna fabuła. Miki podejrzewa Czarnego Piotrusia, potem widzimy jego niecne działania, a koniec jest taki jaki można byłoby przewidzieć. Jednak dzięki umieszczeniu akcji w zupełnie innej lokalizacji, sytuacji niż zwykle, komiks i tak jest interesujący. Zamiast kolejnej przygody detektywa Mikiego w Myszogrodzie dostajemy lekko wariacką historię wyścigu z Mikim w roli głównej. Na dodatek jest kilka fajnych scen jak np. sekwencja walki Mikiego z Piotrusiem w samolocie czy lądowanie Mikiego bez podłoża.
Bardzo mi się natomiast podobał sam klimat historii czy zaprezentowane lokacje. Dzięki temu, że historia opowiada o wyścigu jednopłatowców to przez cały komiks czuć, że jest to historia opowiadająca o młodym Mikim, a także rozgrywająca się w przeszłości. Dodatkowo warto zauważyć, że Asteriti świetnie narysował wszystkie bazy czy też samoloty występujące w komiksie.
Według mnie jednak największym plusem komiksu są subtelne nawiązania do początków pasków gazetowych Disneya. Charles Lindbergh to przecież lotnik, którego wspomina Miki w pierwszym pasku komiksowym z 13 stycznia 1930 roku. Fajnie też, że postaci wyglądają jak z pasków Gottfredsona (z różnicą, że mają białe źrenice). Wydaje mi się także, że postać pomocnika Piotrusia też jest zaczerpnięta z jakiegoś klasycznego komiksu. Na dodatek tematyka historii przypomina bardziej najwcześniejsze przygody znane z pasków z lat 30.. W końcu to Gottfredson w 1933 roku w Dziurze w samolocie pierwszy raz umieścił Mikiego w samolocie.
Należę akurat do osób, które lubią styl rysunków Asteritiego, ale wiem, że nie wszystkim on pasuje. Gruba kreska i specyficzne twarze bohaterów - niektórzy uwielbiają styl rysunków włoskiego rysownika, a niektórzy nie.
32-stronicowa historia, która pod względem scenariusza spokojnie może stanąć przy Kawie Zombo.

Tom z komiksem Latający cyrk mężnego gryzonia jest dostępny w kioskach do połowy lutego.
źródło ilustracji: materiały własne

Komentarze

  1. Polecałbyś kupno tego MegaGiga? Czy może jednak lepiej poczekać na jakieś przeceny? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm.... Jeżeli wolisz starsze komiksy to kup, a jeżeli nie to lepiej poczekać miesiąc i wziąć "Potwora z przeszłości" (oprócz tego liczę, że tom pojawi się szerzej ze zniżkami w internecie, tak jak to było np. z "Królami złotymi").

      Usuń
    2. "Potwora z przeszłości" już na tę chwilę wiem, że kupię, tym bardziej, że bardzo miło wspominam tę serię o prehistorycznych Kaczkach; a co do "Ale cyrku" to w takim razie jak będę bardziej przy kasie to też kupię ;)

      Usuń

Prześlij komentarz