Jacy synowie, taka matka - Lucky Luke 38 "Mama Dalton" - recenzja [KOMIKSY DLA WSZYSTKICH]

Egmont nie przestaje w zabójczym tempie wydawać Lucky Luke'a, w grudniu do sprzedaży trafiły dwa kolejne albumy serii. Na początek zrecenzujemy Mamę Dalton, czyli komiks napisany przez Goscinny'ego, tym razem dzielny kowboj nie będzie musiał się zmierzyć z czwórką Daltonów, lecz z... piątką.


Dziwnym trafem akurat tak się złożyło, że przeczytałem i znałem wszystkie Lucky Luke'i napisane przez Goscinny'ego, wszystkie oprócz jednego. Jednego tomu nigdy nie miałem w swojej kolekcji, ani nigdy nie przeczytałem, a była to Mama Dalton. Dzięki nowej reedycji Egmontu udało mi się w końcu przeczytać tego "świętego Graala", który jak na komiks Goscinny'ego wypadł... przeciętnie. Ale o tym później, najpierw krótki opis fabuły komiksu.
Dzielny kowboj Lucky Luke przemierza cały czas tereny Dzikiego Zachodu, tym razem trafia do Cactus Junction miasta zamieszkiwanego przez pewną małą staruszkę. Małą staruszkę, która jest mamą Daltonów i wcale nie jest tak bezbronna, bo za przyzwoleniem mieszkańców okrada okoliczne sklepy. Wszyscy żyją w spokoju do spotkania kowboja z matką Daltonów, spotkanie to wywołuje kolejną ucieczkę Daltonów z więzienia. Jak można się domyśleć, co pięciu Daltonów to nie czterech i Daltonowie wraz ze swoją matką planują zmasowany atak na okoliczne banki.
Według mnie Mama Dalton ma kilka dużych zalet jak i wady, które niestety na nim ciążą. Do zalet nawet można zaliczyć genialny humor. Mama Dalton jest niesamowicie zabawną postacią i choć kojarzę ją z późniejszych komiksów czy też serialu animowanego to za każdym razem jej występ jest niezwykle zabawny. W albumie szczególnie świetnie sprawdza się relacja Mama - Joe jak i Mama - Averell, a do tego dochodzi kilka gagów z Mamą i Bzikiem, które też są niesamowicie zabawne.
Co warte zaznaczenia, rola Lucky Luke'a w komiksie jest marginalna. Można porównać jego rolę do detektywa idącego śladem za złoczyńcami. Jest to według mnie bardzo dobry zabieg, bo dzięki temu więcej czasu ekranowego dostają Daltonowie z feerią gagów jak i akcja z dzielnym kowbojem jest wartka i przyjemnie się ją czyta.
Wadą albumu jest natomiast zakończenie. Pierwsze 3/4 albumu bardzo mi się podobało, akcja ciekawie się rozwijała. Patrząc na resztę albumu, zakończenie związane z świętem matek jest średnio satysfakcjonujące, mało zabawne i wygląda na pójście po najmniejszej linii oporu.
Do zalet na pewno też można zaliczyć rysunki Morrisa, który w 1971 roku, kiedy tworzona była Mama Dalton, był u szczytu formy. Świetnie zaprojektowana postać Mamy Dalton, która na zawsze wbiła się w pamięć fanom serii. Pewną wadą jest według mnie kolorowania, szczególnie sceny pożaru - Morris (czy też kolorysta albumu) mógł wymyślić coś lepszego niż czerwoną, jednokolorową plamę.
Komiks został świetnie przetłumaczony przez Marka Puszczewicza, wykorzystano jego tłumaczenie z wydania z 2000 roku. Album został też porządnie wydany, choć mam dziwne uczucie, że papier użyty w wydaniu jest ciut słabszy niż zwykle.
Przy lekturze Mamy Dalton bawiłem się bardzo dobrze. Sporo gagów, świetnie wykreowana postać Mamy Dalton, a także niesamowicie zabawni Daltonowie czy Bzik. Niestety słabe zakończenie lekko popsuło moją opinię co do albumu, jednak i tak jest to album wart przeczytania, jak prawie wszystkie autorstwa Goscinny'ego.

Ocena albumu: 8/10

Dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

Lucky Luke 38 - Mama Dalton
Data premiery: 7 grudnia 2017, liczba stron: 48, cena okładkowa: 24,99 zł, format: A4, scenariusz: René Goscinny, rysunki: Morris, tłumaczenie: Marek Puszczewicz, wydawnictwo: Egmont Polska, ISBN: 978-83-281-1911-6

Przykładowe strony:

 źródło ilustracji: materiały prasowe - Egmont Polska

Komentarze