czwartek, 6 kwietnia 2017

Tintin i niedokończona historia - Przygody Tintina 24 "Tintin i Alph-Art" - recenzja [KOMIKSY DLA WSZYSTKICH]

Przygody Tintina są niezwykłą serią. Pierwszy tom serii to prawdopodobnie jeden z najstarszych komiksów zagranicznych wydanych w Polsce. Natomiast ostatni tom serii, Tintin i Alph-Art jest najprawdopodobniej jedynym scenariuszem komiksowym, który wyszedł w Polsce w osobnej formie, a nie jako dodatek do komiksu. Czy niedokończony album jest interesującą pozycją, czy może tylko ciekawostką do fanów? Dziś recenzuję ostatnią przygodę Tintina.


Autor Przygód Tintina, Hergé (właśc. Georges Remi) zmarł 3 marca 1984. Belgijski twórca wówczas pracował nad dwudziestym czwartym albumem z Tintinem -  Tintin i Alph-Art, którego akcja miała się rozgrywać w świecie sztuki współczesnej. Choć Hergé zostawił po sobie 150 stron szkiców to niestety nie składały się na pełen album. Tuż po śmierci twórcy do jego żony zwrócił się Bob de Moor, który choć początkowo dostał od niej zgodę na dokończenie albumu, to ostatecznie Fanny Vlamynck zmieniła zdanie i postanowiła, że album zostanie wydany w takiej formie jakiej zostawił go Hergé, czyli niedokończonych szkiców.
Nie oznacza to, że nikt nigdy nie podjął się próby dokończenia albumu. Powstało co najmniej kilka fanowskich wersji, lecz najsłynniejsza jest wersja Yvesa Rodiera (okładka po prawej), kanadyjskiego rysownika komiksów. W przeciwieństwie do wielu krążących po internecie wersji jest w miarę profesjonalnie zrobiona. Choć widać, że album nie narysował Hergé to album wygląda lepiej niż standardowe fanowskie dzieło.
Wydana przez Egmont edycja ma 64 strony. Na pierwszych 53 stronach przedstawiony jest scenariusz i szkice składające się na fabułę komiksu. W przeciwieństwie do edycji wydanej kilka lat temu w integralu (okładka), układ graficzny plansz i scenariusza wygląda lepiej, a niektóre kadry zostały powiększone lub pokolorowane co jest fajnym urozmaiceniem. Tylko szkoda, że miniaturki niektórych stron są trochę zbyt małe i mogłyby być odrobinę większe by dało się z nich więcej odczytać. Natomiast ostatnie 11 stron albumu to materiał nigdy wcześniej w Polsce nie publikowany na który składają się dodatkowe szkice postaci oraz sceny, które zostały usunięte przez Hergé z fabuły komiksu.
Tintin i Alph-Art rozpoczyna się sceną koszmaru Kapitana Baryłki. Kapitan ostatnio jest w złym humrorze, a na dodatek do kraju przybywa Bianka Castafiore. Baryłka pragnący uciec od śpiewaczki trafia do galerii sztuki współczesnej, gdzie przypadkową ją spotyka i za jej zachętą kupuje Alph-Art, wielkie H z pleksi. Tuż po tym w niewyjaśnionych okolicznościach ginie właściciel galerii, pan Fourcart. Tintin próbuje rozwikłać sprawę jego śmierci. Badający sprawę Tintin odkrywa związki galerii z sektą, z którą w pewnym stopniu związana jest Bianka Castafiore. A wszystko kręci się wokół tajemniczego Endaddine'a Akaassa. Prowadzący śledztwo reporter szybko zostaje złapany, a ostatnia naszkicowana scena pokazuje Tintina prowadzonego przez ochroniarza z pistoletem na przemianę w "Cezara".
Lekturę Tintina i Alph-Art mógłbym porównać do obejrzenia pięciu odcinków z ośmioodcinkowego kryminalnego serialu, w słabej jakości, z częściowo zamazanym obrazem. Niestety, specyfika Przygód Tintina jest taka, że są to najczęściej zagadki kryminalne zaplanowane ze wstępem, rozwinięciem i rozwiązaniem. Tutaj niestety brak zakończenia i porządnego rozwinięcia, co od razu skazuje cały scenariusz na porażkę. Nie oznacza to, że nie warto go przeczytać, w Alph-Arcie jest sporo zabawnych sytuacji do których można zaliczyć wizytę Baryłki w galerii sztuki, czy też późniejsze jego tłumaczenia dlaczego kupił wielką literę H. Niestety sporo gagów się traci gdy się czyta Alph-Art jako scenariusz ze szkicami, a nie pełnoprawny komiks. Bardzo fajnie było też spotkać (po raz ostatni) taki bohaterów jak Tajniak i Jawniak, Lampion czy Emir. Także w komiksie powraca kilku dawno niewidzianych wrogów.
Interesującym dodatkiem jest zamieszczenie 11 stron, które przedstawiają postaci lub zostały usunięte z komiksu. Dowiadujemy się z nich m.in., że przez pewien czas Hergé planował by Endaddine Akaass był Rastapopoulosem po operacji plastycznej.
Za jedną rzecz muszę pogratulować tłumaczowi. W oryginale jak i większości tłumaczeń kapitan Baryłka ma na nazwisko Haddock. W oryginale jest scena, w której Bianka proponuje Baryłce Alph-Art będący literą H, ponieważ H to pierwsza litera jego nazwiska. Na szczęście tłumacz uratował scenę, ponieważ w polskim tłumaczeniu Bianka proponuje ten Alph-Art, ponieważ H to pierwsza litera słowa halibut. Może przez to scena jest trochę mnie logiczna niż w oryginale, ale mogło być gorzej.
Tintin i Alph-Art nie zawiedzie fanów serii, ponieważ dla nich będzie to możliwość ostatniego spotkania z bohaterami serii, a dzięki zamieszczonym scenom usuniętym czytelnik może się przekonać ile materiału przygotowuje się przy planowaniu scenariusza, a ostatecznie wypada z komiksu. Niestety jako osobne dzieło Alph-Art nie wypada za dobrze. Sporo gagów nie śmieszy, sceny akcji wypadają znacznie gorzej niż w komiksie, a bez zakończenia wszystko wypada blado.

Ocena komiksu: bez oceny

Dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska za przesłanie egzemplarza recenzenckiego.

Przygody Tintina 24 - Tintin i Alph-Art
Data premiery: 15 marca 2017, liczba stron: 64, cena okładkowa: 34,99 zł, format:  A4, scenariusz i rysunki: Hergé, tłumaczenie: Daniel Wyszomirski, wydawnictwo: Egmont, ISBN 978-83-281-1966-6
Kupisz m.in. w aros.pl, bonito.pl, nieprzeczytane.pl, sklep.gildia.pl,

Przykładowe strony:
Źródło ilustracji: materiały prasowe - Egmont Polska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz