niedziela, 2 lipca 2017

Dobre komiksy Disneya #3 - "Jak dwie krople wody" (MGG 47)

Zapraszam do przeczytania kolejnej recenzji z cyklu "Dobre komiksy Disneya". W serii recenzujemy interesujące komiksy Disneya wydane ostatnio po polsku.

Jak dwie krople wody
74 strony
scen. i rys. Romano Scarpa, tusz Sandro Zemolin
wyd. pol. MegaGiga 47: Królowie złoci (tłum. Jacek Drewnowski, Kuba Łagoda)

Komiks rozpoczyna się od prologu rozgrywającego się w nieznanej krainie. Tamtejsza królowa zamierza zrezygnować i przekazać złoty hełm Cachensi (wyglądającej jak Kaczencja), kaczka nie chce zostać królową, więc ucieka z krainy. Tymczasem w Kaczogrodzie Sknerus zastanawia się w jaki sposób ukryć swoją gotówkę przed złodziejami. W tym samym momencie Bracia Be wymyślają genialny plan, poproszą Diodaka by stworzył dla nich perfumy o zapachu pieniędzy, które następnie przekażą Kaczencji....
Jak dwie krople wody to idealny przykład ogromnej kreatywności Scarpy. Jak dla mnie najlepiej to prezentuje scena w której Sknerus wylicza poprzednie pomysły na ochronę pieniędzy. Każde rozwiązanie świetnie sprawdzałoby się jako osobny komiks, a tu tylko są wspomniane w jednym kadrze. Dalej nie jest gorzej, scena z zamianą skarbca w samolot jest niesamowicie widowiskowo zrobiona, a podmorska kraina też zachwyca kreatywnością. 
Najważniejszym elementem komiksu jest fabuła, a ta w Jak dwie krople wody jest na wysokim poziomie. Czytelnik otrzymuje długą przygodę z Sknerusem, która intryguje od samego początku, a następnie oferuje wiele przygód, akcji i gagów. Jak dla mnie najlepszą częścią komiksu jest pierwsza połowa. Interesująco poprowadzony wstęp, pomysłowo wpleciony wątek Braci Be, a także śmieszny i ciekawy wątek z zapachem pieniędzy, który o mało by się nie zakończył ślubem. Druga część nie jest zła, ale jest wyraźnie słabsza. Akcja związana z pomorskim królestwem i dwoma Kaczencjami jest interesująca, ale szczególnie zakończenie zawodzi. Nie do końca podobało mi się też, że Bracia Be tak szybko się poddali i brak ich w drugiej połowie komiksu.
Mistrz z Wenecji nie tylko stworzył interesujący komiks, ale równie dobrze go zilustrował. Jeżeli kojarzycie Scarpę z kaczkami o zaburzonych proporcjach (zbyt duże kupry) to najprawdopodobniej mówicie o okresie w którym inkerem Scarpy był Cavazzano. Tuszem w Jak dwie krople wody zajął się Zemolin, co równa się wysokiej jakości rysunkom.
Niestety polskie wydane Jak dwie krople wody jest co najwyżej średnie. Komiks ukazał się w porządnym, lecz obecnie już archaicznym kolorowaniu. Polskie wydanie jest też kopią większości światowych wydań, które są pozbawione pierwszej planszy drugiej części komiksu.
Rysunek Barksa
Równie ciekawa co komiks (a może nawet ciekawsza) jest historia jego stworzenia. W 1975 roku Scarpa spotkał się w Burbank z Carlem Barksem. Barksowi tak się spodobała postać Kaczencji stworzona przez Scarpę, że narysował obrazek będący gagiem z Kaczencją i Sknerusem. Scarpa na podstawie tego gagu stworzył początek historyjki dotyczący zapachu pieniędzy, natomiast druga część historii jest samodzielnym pomysłem włoskiego twórcy.
Jak dwie krople wody to bardzo dobra przygodówka z Sknerusem. Interesująca, zabawna, kreatywna i dobrze narysowana, choć według mnie zabrakło dobrego pomysłu na zakończenie.

Tom z komiksem Jak dwie krople wody w kioskach do 4 września.

źródło ilustracji: materiały własne

6 komentarzy:

  1. Chyba nie tylko do 4 września powinien być dostępny, bo przecież to jest MegaGiga, a 5.09 wychodzi kolejny tom, ale Mamuta..?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co ja widzę w kioskach, to MAM/MGG są w kioskach dopóki nie pojawi się kolejny MGG/MAM, czyli jakieś 3 miesiące. Zupełnie tego nie rozumiem, skoro to dwie osobne serie, to każdy z tomów powinien być dostępny pół roku.

      Usuń
    2. Kiedy jeszcze były wydawane w Danii Mammutboty to była jakaś różnica między MegaGigami a Gigantami Mamutami. Teraz to jest w sumie to samo, różni się jedynie nazwą. Tylko dlatego są dwa półroczniki a nie jeden kwartalnik aby poszczególne numery były dłużej w sprzedaży. Bo ,,dżej w sprzedaży'' zwykle oznacza większą sprzedaż pojedynczego numeru, a więc i większy zysk dla Egmontu.

      Usuń
    3. Racja, według mnie powinny się różnić nie tylko częstotliwością wydania, ale i liczbą stron. Wtedy "Mamut" z 512 stronami były faktycznie największy i tego typu różnice (wraz z małą ilością powtórek, bo nie oszukujmy się spora baza klientów to ci starsi) poprawiałyby myślę odbiór całej serii. Teraz identyczna liczba stron i w "Mamucie" i w "MegaGiga" mi się niezbyt podoba, zwłaszcza patrząc na całość serii "MegaGiga" były aż 3 różne ilości drukowanych komiksów.
      Jeszcze ciekawostka: totalnym przypadkiem na aledrogo znalazłem za...5 pln zachowany bardzo dobrze prawie 20-letni plakat z okazji 100 nr "Kaczora Donalda". Teraz pomimo ględzenia rodziny i moich prawie 29 lat wisi dumnie w pokoju, stanowiąc klejnot nr. 2 w koronie (po legitymacji Klubu KD) całej mojej kolekcji kaczych komiksów. Polecam szukając tych tytułów przeczesywać nie tylko wszystkie działy, ale także wpisywać różne formy szukania (np: komiksy z kaczorem donaldem, przygody kaczora donalda, komiks gigant, gigant poleca itp). Pozdrawiam serdecznie, Tomek. (po dokładniejszej werfikacji kaczkofan od ponad 22 lat ;) Z pewnych rzeczy, zwłaszcza w tych czasach się nie wyrasta.)

      Usuń
    4. Główną różnicą było to, że MegaGigi były tematyczne a Mamuty - nie , choć to od polskiej redakcji nie zależy. Też mi trochę tego brakuje, bo czasem się zdarza, że jak masz 512 stron komiksów o takiej samej tematyce to fabuła niektórych komiksów jest bardzo podobna (i to wada akurat bo to na dłuższą metę może trochę znudzić ). Mamuty to były kiedyś też takie bardziej podwójne giganty, bo choć to nie była reguła to wydaje mi się, że zawierała raczej nowsze historie niż MegaGiga .

      Usuń
    5. Tego nie napisałem, bo uznałem za zbyt oczywiste dla czytelnika. :) Ale oczywiście to prawda. O ile sam jeden temat w tomie aż tak nie szkodzi, to właśnie bardzo zbliżona fabuła zawartych w nim komiksach (często nawet "pod rząd") już kłuje. Ja tam się cieszę, ze w ogóle do dziś kacze komisy jeszcze są wydawane i rzadko coś mi się mocno nie podoba. Jedynie zrobienie mojego ukochanego "Giganta" 2 miesięcznikiem nie mogę nijak zdzierżyć. Tak samo z seriami grubszymi, bez powodu nagle jakieś takie stopienie w 2 bardzo podobne półroczniki. Gdzie jakieś próby promocji, zmian etc itp? 2017 niby doba internetu gdzie są aktywne fora?! Zatracają "starą gwardię" a z młodą nawet nie ma interakcji. Nie ma sprzedaży (bo skąd ma być w dobie komputerów i gdy co 2 dzieciak "ma" te całą dyslekcje i dysgrafie) to idą po prostacku z całością. Zresztą jako magister widzę coraz bardziej postępujący analfabetyzm wśród dzieci i młodzieży... Co się z tym robi? Słowo pisane ma się coraz gorzej.. Moim zdaniem dużo prostszym zamiast zmiana częstotliwości wydania byłoby zmniejszenie nakładu. Dużo taniej i mniej radykalnie dla odbiorcy. Ten co ma kupić, kupi prędko po premierze. Totalnie nie rozumiem robienia z sezonowców grupy docelowej, co ani nie będzie wierna, ani nie doceni (jeśli takie by były) starań redakcji. Teraz co to jest 1,2 wydania na miesiąc? Dla mnie tyle co nic. Ludzi co w Egmoncie zajmują się "promocją i reklamą" wywaliłbym na zbity pysk. Rozpisałem się, ale po to, by poruszyć pewne problemy i podyskutować. W internecie bardzo rzadko mam chęć gdziekolwiek się wypowiadać z racji postępującej głupoty i zaniku moralności. :) Dlatego tak lubię te stronę, gdzie dyskutuje się i na poziomie i merytorycznie. Pozdrawiam, Tomek.

      Usuń