Robin Hood z Dzikiego Zachodu - Lucky Luke 35 "Jesse James" - recenzja [KOMIKSY DLA WSZYSTKICH]

Bez żadnej zwłoki Egmont w styczniu wydał kolejne albumy serii Lucky Luke, tym razem wydano dwa albumy - Jesse James oraz Fingers. Recenzja drugiego z nich pojawi się na blogu w najbliższym czasie, lecz najpierw chciałbym się zająć albumem napisanym przez Rene Goscinny'ego, czyli Jesse Jamesem. Czy album dorówna najlepszym albumom autorstwa francuskiego scenarzysty? Mam nadzieję, że tak.

Tak!
(Makbet, akt II, scena 2)

Kim był Jesse James? Próbował być Robin Hoodem z Dzikiego Zachodu, zabierał pieniądze bogatym i oddawał biednym... tzn. sobie. W związku z tym, że jego banda dostałą się na tereny Teksasu, Lucky Luke dostał zlecenie od agencji Pinkertona - ma wygonić bandę Jamesa do Missouri, by tam mogli zostać pojmani. Zadanie nie jest łatwe, ponieważ miejscowa ludność śmiertelnie boi się Jesse Jamesa, więc dzielny kowboj nie może liczyć na jakąkolwiek pomoc.
Goscinny był mistrzem we wykorzystaniu historycznych postaci w swoich komiksach. W Asteriksie zwykle ograniczało się to do Juliusza Cezara, lecz w Lucky Luke'u mógł wybierać z szerokiej gamy legend Dzikiego Zachodu. W Jesse Jamesie w doskonały sposób sparodiował całą bandę Jesse Jamesa - sam Jesse jest przedstawiony jako żyjąca w świecie Robin Hooda osoba, która trochę straciła kontakt z rzeczywistością, lecz nie mniej śmieszną postacią jest jego brat, Frank, którego każda wypowiedź jest cytatem z utworu Szekspira.
Niestety to była największa pochwała na którą zasługuje niniejszy album. Niestety historia nie do końca mnie przekonała, ponieważ jest ona na utartych schematach, czyli banda terroryzuje miasto, Lucky Luke zostaje szeryfem, banda zostaje postawione przed sądem, ale ostatecznie nie jest skazana. Nic co by mnie zaskoczyło w jakimkolwiek stopniu.
O czym wspomniałem już po części wcześniej - humor w komiksie jest pierwszej klasy. Oprócz niezwykle śmiesznie sportretowanych członków bandy, swoje trzy minuty ma praktycznie każdy mieszkaniec terroryzowanego miasteczka. Najbardziej podobała mi się scena z wydawcą gazety, który przekonywał o wolności prasy, po tym jak zgodził się na wydrukowanie ogłoszenia Jesse Jamesa. Bardzo fajne były też gagi z Jolly Jumperem, choć według mnie troszkę przesadzono z ich ilością.
Rysunki Morrisa są jak zwykle klasą samą w sobie, niezwykle szczegółowe tła, które doskonale oddają klimat Dzikiego Zachodu, a do tego narysowane w humorystycznym stylu postaci. Wydanie jest bardzo dobrej jakości, format A4, papier kredowy, jedyną wadą jest zbyt jasne kolorowanie wielu plansz.
Jesse James to bardzo dobry album serii, choć według mnie fabuła nie jest tak świeża jak w wielu innych albumach, to nadal jest ciekawie, a humoru jest nie mniej niż w najlepszych albumach serii. Jednakże album ma jedną zaletę, właściwa akcja komiksu jest poprzedzona 3-stronicowym wstępem, który jest doskonałym wprowadzeniem dla nowego czytelnika. Więc jeżeli sami nie znacie Lucky Luke'a, albo chcecie kupić jakiś album serii na prezent, Jesse James będzie najlepszym wyborem.

Ocena albumu: 8,5/10

Dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

Lucky Luke 35 - Jesse James
Data premiery: 25 stycznia 2017, liczba stron: 48, cena okładkowa: 24,99 zł, format: A4, scenariusz: René Goscinny, rysunki: Morris, tłumaczenie: Maria Mosiewicz, wydawnictwo: Egmont Polska, ISBN 978-83-281-1884-3
Kupisz m.in. w aros.pl, bonito.pl, sklep.gildia.pl, nieprzeczytane.pl

Przykładowe strony:
źródło ilustracji: materiały prasowe - Egmont

Komentarze

  1. A wiecie, że EGMONT wyda "Ziemię obiecaną" narysowaną przez Achde'go?

    -Kleszcz-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewien znajomy mi powiedział, że powiedziałeś mu o tym.
      Zapomniałem o tym napisać, ale robić osobnego newsa o tym... hm...
      Spróbuję zapamiętać i podać przy kolejnych zapowiedziach.

      Usuń

Prześlij komentarz