czwartek, 16 lutego 2017

Kowboj kontra iluzjonista - Lucky Luke 52 "Fingers" - recenzja [KOMIKSY DLA WSZYSTKICH]

W styczniu wydawnictwo Egmont wydało dwa kolejne albumy serii Lucky Luke, nowszy z nich, Fingers, został napisany przez Lo Hartoga Van Banda, holenderskiego twórcę komiksów. Czy Holendrowi udało się stworzyć dobrą historię w świecie Lucky Luke'a? Mam nadzieję, że tak.

Daltonowie znowu uciekli - taką informację otrzymał Lucky Luke. Jednak tym razem uciekli nie w czwórkę, lecz w piątkę. Piątym uciekinierem jest Fingers, znany iluzjonista, który dzięki niezwykle zręcznym palcom potrafi czynić cuda. Następnie Lucky Luke postanawiać go wziąć pod swoją opiekę by nie wyrządził już większej ilości szkód.
Tak naprawdę Fingers trudno nazwać pełnometrażowym komiksem, ponieważ w istocie są to dwie połączone ze sobą historiame. Pierwsze 14 stron opowiada o ucieczce Daltonów i Fingersa, a pozostała część o przygoda Luke'a i Fingersa.
Pierwsza część jest najlepszym fragmentem całego komiksu. Na 14 stronach autorom udało się zawrzeć ciekawą i śmieszną historię, w której w doskonały sposób połączono dość oklepane motywy związane z Daltonami typu głupota Avarella czy wściekłość Joe, z niezwykle ciekawą postacią iluzjonisty. W tym fragmencie pojawi się też najlepsza scena z całego albumu, a dokładniej sekwencja w miasteczku w czasie której Lucky Luke próbuje ustalić czy bandytów było 4 czy 5. Jest ciekawie i jest śmiesznie, jak w najlepszych albumach Goscinny'ego.
Pozostała część albumu jest tylko dobra, choć nie brakuje świetnych momentów. Problemem jest zbytne rozwleczenie akcji, szczególnie nie do końca pasowało mi się wielokrotnie powtarzanie tego samego gagu, czyli Fingersa stosującego różne iluzjonistyczne sztuczki. Lecz autorom nie zabrakło też dobrych pomysłów, scena w której Lucky Luke stosuje iluzjonistyczne sztuczki przed Indianami była dość ciekawa i śmieszna.
Po raz pierwszy od dawna nie do końca pasowały mi rysunki Morrisa, nie wiem czy to wina materiałów do druku czy rysownika, ale na niektórych planszach postacie są narysowane zbyt cienką kreską. Gdy jeszcze do tego dochodzą blade kolory, nie wszystkie strony są czytelne na pierwszy rzut oka.
Czy warto mieć w swojej kolekcji Fingersa? Według mnie tak, pierwsza część komiksu to najprawdopodobniej najlepszy fragment Lucky Luke'a jaki powstał po śmierci Goscinny'ego. Pozostała część komiksu lekko zawodzi, to nadal jest to przyjemny humorystyczny western. 
Więc jeżeli bałeś się sięgnąć po komiksy z Lucky Luke'em stworzone po śmierci Goscinny'ego - Fingers to album dla ciebie.

Ocena albumu: 8/10

Dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

Lucky Luke 52 - Fingers
Data premiery: 25 stycznia 2017, liczba stron: 48, cena okładkowa: 24,99 zł, format: A4, scenariusz: Lo Hartog Van Banda, rysunki: Morris, tłumaczenie: Maria Mosiewicz, wydawnictwo: Egmont Polska, ISBN 978-83-281-1898-0
Kupisz m.in. w aros.pl, bonito.pl, sklep.gildia.pl, nieprzeczytane.pl

Przykładowe strony:
źródło ilustracji: materiały prasowe - Egmont

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz