wtorek, 29 listopada 2016

Angielski arystokrata vs ranczer - Lucky Luke 33 "Żółtodziób" - recenzja [KOMIKSY DLA WSZYSTKICH]

 W tym miesiącu Egmont wydał pierwsze sześć albumów z planowanej pełnej edycji. Ostatnio zrecenzowałem najwcześniej stworzony z nich - Dyliżans, dziś natomiast zrecenzuje kolejny album, który jest opowieścią o osiedleńcu z dalekich stron, czyli Żółtodziobie.
33. album z przygodami Lucky Luke'a - Żółtodziób został stworzony tuż po premierze Dyliżansu. Pierwotnie został opublikowany w latach 1967-1968 w magazynie Spirou i był to ostatni album przed śmiercią Goscinny'ego stworzony dla tego magazynu, kolejne były już publikowane w Pilote. Tak samo jak Dyliżans album pojawił się po raz pierwszy w Polsce w 1991 roku, lecz pod innym tytułem - Wrażliwa stopa.
Kto był żółtodziobem na Dzikim Zachodzie? Tym terminem określano każdego nowo przybyłego emigranta. Jednak kim jest tytułowy żółtodziób? Jest nim Waldo Badminton, angielski arystokrata, który przybył tylko dlatego, że dostał spadek po ostatnio zmarłym stryjecznym pradziadku - ranczo. Nie tylko on ma chrapkę na tą posiadłość, ponieważ od wielu lat ranczo chce przejąć chciwy Jack Ready. Widząc że Waldo nie ma szans przeciwko czyhającym wrogom, Lucky Luke postanawia mu pomóc ochronić ranczo. Czy dzielnemu kowbojowi uda się przechytrzyć podstępnego Ready'ego?
W przeciwieństwie do Dyliżansu, Żółtodziób jest dość kameralną opowieścią, ponieważ rozgrywa się w Dry Gulch i okolicach. Nie licząc wstępu cała akcja jest skupiona na postaci Waldo, który poprzez swój strój i zachowanie znacząco wyróżnia się. Dzięki temu cały komiks jest wypełniony humorem związanym z przeniesieniem pewnych kontynentalnych, brytyjskich zachowań na łamy Dzikiego Zachodu. Świetnie też wypada pobocznych wątek przyjaźni lokaja z Indianinem, który jest naprawdę śmieszny, ale przy tym bardzo sympatyczny i wprowadza pewną odmianę do głównej fabuły.
Ogromna dawka humoru nie sprawia, że główny wątek, czyli obrona rancza przed Readym, jest w jakiś sposób zaniedbany. Choć na początku wydawało mi się, że będzie on dość przewidywalnie prowadzony, lecz "śmierć" Ready'ego w połowie albumu wszystko zmieniła. Od tego momentu bohaterowie są w ciągłym niebezpieczeństwie, a akcja znacząco przyspiesza. Natomiast końcówka jest humorystycznym majstersztykiem, genialnie wymyślony finałowy pojedynek oraz genialny twist na ostatniej stronie rozbawią każdego.
Rysunki, jak we wszystkich Lucky Luke'ach z tamtego okresu, są na najwyższym poziomie. Dopracowane w każdym szczególe, a przy tym niesamowicie oddają klimat Dzikiego Zachodu. Jeżeli mogę się czegoś przyczepić to kolorów, które są wyjątkowo mocno nałożone. W połączeniu z kontrastowymi barwami oraz kredowym papierem wygląda to nieciekawie na niektórych stronach.
Nowe wydanie Egmontu to także doskonała jakość wydania, czerń jest czarna, kolor jest kolorowy (często za nadto). Tłumaczenie jest bardzo dobre, nie wyczułem żadnych z zgrzytów, czcionka idealnie pasuje do komiksu.
Choć w Żółtodziobie brak ogromnej ilości pojedynków, potyczek czy pościgów to nie czuć ich braku. Żółtodziób to po prostu doskonały komiks humorystyczny, który choć jest osadzony w realiach Dzikiego Zachodu jest przy tym uniwersalny i pokazuje w humorystyczny sposób jakie kłopoty mogą spotkać nowo przybyłą osobę. Polecam wszystkich, a szczególnie nielubiącym westernów, ponieważ może dzięki temu albumowi przekonają się do serii.

Ocena albumu: 9/10

Dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.

Lucky Luke 33 - Żółtodziób
Data premiery: 9 listopada 2016, liczba stron: 48, cena okładkowa: 24,99 zł, format: A4, scenariusz: René Goscinny, rysunki: Morris, tłumaczenie: Maria Mosiewicz, wydawnictwo: Egmont Polska, ISBN 978-83-281-1840-9
Kupisz m.in. w aros.pl, bonito.pl, sklep.gildia.pl, sklep.egmont.pl

Przykładowe strony:

1 komentarz:

  1. Pierwsze wydanie w Polsce brzmiało Wrażliwa Stopa no coż :) i tak kupiłem by zobaczyć to na lepszym papierze:)

    OdpowiedzUsuń